Reklama

Reklama

Siemoniak: Dymisja 3 ministrów na 18 to nie jest jakaś katastrofa

​- Wszyscy nowi ministrowie zgodzili się bardzo szybko. To dowód, jakim zaufaniem w rządzie i w PO cieszy się Ewa Kopacz - mówi w Kontrwywiadzie radia RMF FM wicepremier i szef MON Tomasz Siemoniak. - Bez przesady, dymisja 3 ministrów na 18 to nie jest jakaś katastrofa. Premier działa spokojnie i z planem - dodaje.

Konrad Piasecki, RMF FM: Którego z nowych ministrów najtrudniej było namówić na przyjęcie nominacji?

Tomasz Siemoniak: Trzeba by o to zapytać panią premier Ewę Kopacz, ale...

Ale pan jakoś uczestniczył w tych rozmowach, więc rozumiem - że pan przekonywał.

- Powiem tak: zgodzili się wszyscy bardzo szybko i myślę, że to był też taki dowód na to, jakim zaufaniem cieszy się Ewa Kopacz w rządzie i w Platformie. Jakość tych nominacji: profesor Zembala, inne osoby, pokazuje, że tutaj rzeczywiście ta bliska perspektywa wyborów nie przestrasza nikogo przed wejściem do rządu.

Ale tak zdroworozsądkowo - nie mówili: na cztery miesiące, po co mi to? Zwłaszcza profesor Zembala - tu kardiochirurg, leczy, a tu nagle do rządu, na cztery miesiące bez specjalnej perspektywy przedłużenia tego mandatu.

- Sam dołączyłem do rządu jako minister na trzy miesiące przed wyborami, w 2011 r., kiedy Platforma nie prowadziła w sondażach, więc wiem, że nawet przez kilka miesięcy można zrobić bardzo wiele dobrego.

Ale profesor Zembala to będzie już trwała postać Platformy Obywatelskiej, czy on tylko ten kontrakt rządowy wypełni i wraca do siebie? 

- Jest to wielka postać polskiej medycyny, wielki społecznik z ogromną kartą i jeśli on dzisiaj chce wejść do rządu, to myślę, że bardzo wyraźnie pokazuje, że mamy bardzo ważny moment i jego ręce też na pokładzie są potrzebne.

I rozumiem, że ma propozycje wejście na listę Platformy otwartą?

- Nie chcę przesądzać, chcę tylko zwrócić uwagę, że też jest wybitnym polskim transplantologiem i sądzę, że jeżeli polscy transplantolodzy i ci, którzy żyją dzięki przeszczepom widzą na przykład Zbigniewa Ziobrę w telewizji, mogą się poważnie obawiać, co się wydarzy jesienią, więc wydaje mi się, że profesor Zembala uznał, że jego ręce na tym pokładzie są bardzo potrzebne. Bardzo się cieszę, bo to jest bardzo, bardzo ważny moment.

Reklama

Panie premierze, czy nad tym wszystkim jest jakaś koncepcja? Jakiś pomysł, jakaś idea, czy to są tylko nerwowe ruchy wykonywane pod presją wydarzeń, sondaży, emocji i napięć?

- Nie widzę tutaj nerwów. Myślę, że kto dobrze zna, a pan redaktor na pewno dobrze zna, historię polityczną ostatnich lat, to pamięta sierpień 2007 r. i rząd Jarosława Kaczyńskiego: dymisje, gonitwy, aresztowania. Czy ktoś wtedy...

Ja pamiętam końcówki wszystkich rządów i one wszystkie wyglądają podobnie.

- Ale wtedy jeszcze nie było końcówki. Dopiero potem nastąpiły wybory, więc bez przesady. Dymisja trzech ministrów na 18 to nie jest jakaś katastrofa. Jestem bardzo blisko tych spraw, pani premier działa spokojnie, z namysłem i planem na najbliższe miesiące.

Że się robi szefa komisji ministrem w rządzie - to łatwo zrozumieć. Ale że się robi rzecznika rządu - marszałkiem? To już trudniej. Taką macie krótką ławkę kadrową?

- Te nominacje rządowe pokazały, że ta ławka jest bardzo dobra. Prof. Zembala to tak, jakby Messi wchodził w 75. minucie na murawę. Natomiast jeśli chodzi o Małgorzatę Kidawę-Błońską - spójrzmy na całą jej karierę, na autorytet,  jakim się cieszy, także w Platformie, sympatię. Rzecznikowanie rządu to był epizod w tej karierze, w której zbudowała sobie mocną pozycję w parlamencie.

Tyle, że marszałek Sejmu z natury rzeczy jest trochę ponadpartyjny i obokrządowy. Rzecznik rządu jest solą prorządowości i partyjności. 

- Będąc rzecznikiem rządu łagodziła też różne kanty. Jest osobą, która słynie z koncyliacyjności, szanowaną też w innych ugrupowaniach. Myślę, że jest to bardzo dobra kandydatura. 

Piją, klną, są cyniczni. To są pańskie słowa na temat obrazu polityków, wyłaniającego się z nagrań. Czy naprawdę PO potrzeba było roku, żeby się zorientować, że Polacy tak to postrzegają?

- Dzisiaj łatwo jest oceniać. Ja sądzę, że dobrze, iż te zmiany nastąpiły. Myślę, że to, iż znowu zaczęły nie wiadomo skąd pojawiać się nagrania, czy te stenogramy, było mocnym sygnałem...

Wiadomo skąd, od pana Stonogi.

- On tu raczej jest jakimś pośrednikiem czy narzędziem. To był mocny sygnał, co do tego, że trzeba raz na zawsze to odciąć.

A czyim narzędziem?

- Tych, którzy dysponują tymi nagraniami, chcą wciąż wpływać na polską politykę.

Ale to co, w książce ma być napisane cyrylicą? Wciąż pan wietrzy scenariusze pisane cyrylicą?

- Niech się tym zajmie prokuratura, kto za tym stoi, natomiast jestem przekonany o tym, że nieprzypadkowo między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich pojawia się nagranie Elżbiety Bieńkowskiej i Pawła Wojtunika, po to, żeby wpłynąć na bieżącą politykę. Tu nie ma przypadku.

Panie premierze, a czy Wy uważacie, że dla tych ludzi: nagranych, pijących, klnących i cynicznych, jak pan mówi, powinno być miejsce w polskiej polityce?

- Zrezygnowali ze swoich miejsc w rządzie i ja myślę, że dla nich jest to powód do ogromnej refleksji i też znak...

Ale słyszymy, już marszałek Sikorski mówi - "no jedynkę w Bydgoszczy mam już przesądzoną, ustaliliśmy to z panią premier". No to skoro się nie nadaje na marszałka Sejmu, no to może w ogóle zastanowić się, czy on w życiu publicznym powinien uczestniczyć.


- Ja sądzę, że nie można patrzeć na marszałka Sikorskiego czy inne osoby przez pryzmat nawet najbardziej niezręcznych, niefortunnych wypowiedzi. Trzeba patrzeć na ich całą karierę, zawsze na koniec to wyborcy oceniają. Decyzji jeszcze o listach nie ma w Platformie, w stosownym momencie będą podjęte i wtedy zobaczymy...

No nie, marszałek Sikorski uważa, że są, w jego sprawie przynajmniej, została podjęta decyzja. 

Jesteśmy partią bardzo demokratyczną i każdy w Platformie ma prawo powiedzieć, gdzie i na jakim miejscu się widzi i nikt mu głowy za to nie urwie.

Ale on mówi, że to już ustalił z panią wiceprzewodniczącą Kopacz. 

- Myślę, że lepiej poczekać tutaj na decyzje...

Czyli to nie jest takie pewne - ta jedynka w Bydgoszczy?


- Ja nie jestem osobą, która decyduje o listach, mogę mówić o jakimś swoim spostrzeżeniu. Wydaje mi się, że przy całym szacunku do marszałka - ta wypowiedź była przedwczesna, natomiast ja widzę całą jego wieloletnią karierę, ile zrobił dobrego dla Polski i bardzo mi przykro, jeśli ktoś chce to przekreślać jednym czy drugim niemądrym nagraniem.

Jaka jest rola Donalda Tuska w tym wszystkim, co się dzisiaj dzieje. On doradza, podpowiada - czy z dala i ani słowa?

- Zajmuje się sprawami europejskimi.

To wiem.

- One go w całości absorbują. Ja będąc blisko absolutnie nie potwierdzam tego, że jest tutaj jakimś doradcą czy kreatorem sytuacji.

Nie jest spiritus movens.

- Nie, myślę, że byłoby to bardzo niewłaściwe i on sam postanowił się mocno od tego odciąć. Liderem Platformy jest Ewa Kopacz, ona sama podejmuje decyzje. Jak widzę przez ostatnie miesiące: jedne się podobają Donaldowi Tuskowi, drugie nie, ale to tak jak w życiu.

A które się nie podobały?

- Nie chcę o tym mówić, chodzi mi o to, że Ewa Kopacz jest samodzielna i podlega, czasem nawet w moim przekonaniu, zbyt krytycznej ocenie Donalda Tuska - czasami. A czasami są to oceny bardzo wysokie, no jak w życiu. 

Konrad Piasecki





Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje