Reklama

Reklama

Siemoniak: Chcieliśmy poloneza, proponowali malucha. Mielec i Świdnik nie spełniły wymogów

Przy budowie systemu obrony powietrznej braliśmy pod uwagę kryterium polityczne, w przypadku śmigłowców jesteśmy na etapie wybierania najlepszego dla polskiej armii” – mówi w Kontrwywiadzie RMF FM wicepremier i szef MON Tomasz Siemoniak.

- To nieprawda, że było tutaj cokolwiek skrojone pod jednego oferenta - dodaje. Minister zaznacza, że firma oferująca śmigłowiec, który przeszedł do dalszych testów, również ma zakłady w Polsce. - Nie produkuje śmigłowców, ale jest obecna w branży lotniczej - mówi gość RMF FM. 

Reklama

Konrad Piasecki: Francuskie śmigłowce, amerykańskie rakiety - jak w przysłowiu: panu Bogu świeczkę, świętemu Piotrowi... też świeczkę.

Tomasz Siemoniak: - Nikt tak nie kalkulował. Każde z tych postępowań było odrębnie prowadzone i prowadziło do najkorzystniejszej dla Polski oferty.

Ale panie premierze nie wierzę, że polityka nie odegrała tu pewnej roli i to, żeby zadowolić i europejskich i zaatlantyckich sojuszników.

- Przy budowie systemu obrony powietrznej braliśmy pod uwagę kryterium polityczne, kryterium bezpieczeństwa Polski w Sojuszu, natomiast w przypadku śmigłowców jesteśmy na etapie wybierania najlepszego śmigłowca dla polskiej armii.

Co do rakiet, czy raczej antyrakiet, mało jest głosów zdziwienia, ale te francuskie śmigłowce - dlaczego nie można było wybrać firmy, która realnie działa w Polsce? Mielca, Świdnika?

- Firma oferująca śmigłowiec, który przeszedł do dalszych testów, również ma zakłady w Polsce, jest tutaj obecna. Wprawdzie nie produkuje śmigłowców, ale jest obecna w branży lotniczej.

Ale rozumiem na tle tamtych zakładów to jest raczej zakładzik.

- Po prostu ci oferenci zagraniczni, którzy mają fabryki w Polsce, nie złożyli ofert spełniających wymogi sił zbrojnych i to jest jedyna i prawdziwa przyczyna.

Ale nie złożyli, dlatego że nie mają takiej oferty, która by nas zadowalała, czy dlatego, że ten przetarg był tak skrojony, że w gruncie rzeczy potrzebowaliśmy takiego śmigłowca, jakim jest ten francuski.

- Nie, to nieprawda, że było cokolwiek "skrojone" pod jednego oferenta. Zależało nam na tym, żeby ta konkurencja była największa, przedłużaliśmy postępowanie, namawialiśmy oferentów, żeby te swoje propozycje składali. Widać, że jeden z oferentów nie ma jeszcze gotowego takiego produktu, skoro proponuje dłuższy niż w wymogach okresy dostawy, a drugi z oferentów dość świadomie, mając w swoim światowym portfelu to, czego oczekujemy, przedstawił inną ofertę.

Czyli Amerykanie mają taki śmigłowiec, jakiego byśmy chcieli, ale dawali Black Hawka?

- Nie chcę mówić konkretnie nazwami firmy, natomiast to jest sytuacja taka, że my potrzebujemy samochód klasy poloneza, żeby używać tutaj bezpiecznych marek, a ktoś mówi: Mamy świetnego malucha, kupcie tego malucha, bo jest świetny. A my mówimy: nie, dajcie poloneza, którego macie w swojej ofercie. I pomijam już - choć to było oczywiście najgłówniejszą przyczyną takich decyzji komisji, że wiele wymogów formalnych nie było spełnionych i nie można na to przymykać oczu.

Ale też nie można przymykać oczu, czy spokojnie patrzeć na reakcje polskiego podatnika, który może mieć takie poczucie, że zamiast finansować miejsca pracy w Polsce, będzie finansował miejsca pracy we Francji?

- Wymogiem stawianym każdemu oferentowi - także i temu, który przeszedł do następnego etapu - jest tak zwany offset, czyli inwestycje w Polsce, praktycznie do kwoty takiej, jaką polski podatnik zapłaci. Jeśli chodzi o przyrost miejsc pracy związanych z wyborem tej czy innej oferty - jest to porównywalne do innych.

Ale rozumiem, że to nie będzie przyrost pracy związany z tym śmigłowcem, który będzie dostarczany do polskiej armii.

- Dokładnie właśnie z tym będzie związany. Przecież zakłady w Mielcu i Świdniku funkcjonują, mają zamówienia, zatrudniają ludzi. One nie powstały tylko po to, żeby kiedyś w przyszłości spełnić zamówienia polskiej armii.

Ale te francuskie śmigłowce nie będą produkowane czy montowane w Polsce, one przyjadą gotowe z Francji?

- Będziemy na ten temat rozmawiali, stawiamy określone warunki dotyczące składania, serwisowania, inwestycji w polski przemysł, polską naukę. Teraz jest czas na to, żeby te szczegóły doprecyzować. Te 3 oferty - pod względem oferty offsetowej - spełniały wymogi i wszystkie stanowią o przyroście miejsc pracy i przypływie technologii do Polski.

A politycy opozycji szepczą, że to była cena za poparcie Francji dla Donalda Tuska.

- To jest absolutna bzdura. Dlaczego w takim razie zdecydowaliśmy się na system obrony powietrznej z USA? Jak to wytłumaczyć?

Bo już nie za bardzo było wyjście...

- Wybór przewodniczącego Rady Europejskiej przez 28 państw, to jest sprawa w zupełnie innym porządku.

Czyli jest pan przekonany, że w żadnych negocjacjach takiego powiązania nie było?

- To bzdura zupełna.

A stawiamy warunek, że jeśli mamy kupować śmigłowce we Francji, to ta nie może dostarczać Rosji Mistrali?

- Nie stawiamy takich warunków, choć wielokrotnie - także ja - się wypowiadałem bardzo krytycznie o tej umowie. Byłem zadowolony, że minister obrony Francji w Warszawie ogłosił zawieszenie tego kontraktu.

Gdyby Francja dostarczyła te Mistrale, to każe nam innym wzrokiem spojrzeć na ten kontrakt śmigłowcowy?

- Ja myślę, że Francja podejmie właściwe decyzje, zgodne z sojuszniczą solidarnością.

Ale jest jakieś powiązanie Mistrale - śmigłowce?

- No takie, że jest to Francja, jako państwo, gdzie się mieszczą te firmy. Natomiast my się skupiamy na wyborze najlepszego śmigłowca dla polskiej armii i trudno by tutaj było jakieś rozmaite warunki polityczne stawiać. Wybraliśmy rok temu samolot szkolny dla naszych sił powietrznych. Wygrała postępowanie włoska firma i też można by tutaj rozmaite dywagacje prowadzić.

Panie premierze, co tak w praktyce zapewnią nam amerykańskie zestawy rakiet Patriot.

- Nie mamy systemu obrony powietrznej, zwłaszcza przeciw rakietowej, na miarę XXI wieku, na miarę tej sytuacji bezpieczeństwa, którą mamy od ponad półtora roku, więc myślę, że będzie to radykalny skok jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski.

Ale one dadzą bezpieczeństwo Warszawie, centrum dowodzenia, czy to jest parasol rozpostarty nad całą powierzchnią Polski?

- To są zestawy mobilne, więc będą używane zgodnie z bieżącymi potrzebami. I też jest taka filozofia tej transakcji, my przewidujemy obronę w układzie sojuszniczym, tzn. również siły naszych sojuszników, także zestawy przeciwlotnicze w Polsce się w sytuacji zagrożenia pojawią.

Ale tymi rakietami, które dostaniemy, będziemy w stanie obronić Polskę, czy Warszawę przed atakiem ilu rakiet? 5, 10, 15, 40?

- Ja nie będę takich spekulacji prowadził. To są sprawy o charakterze wojskowym, często niejawnym, o jakich my scenariuszach rozmawiamy, jakie scenariusze są w zamkniętych kopertach w sejfie sztabu generalnego.

Chodzi mi o to, czy Rosjanie mają tyle tych Iskanderów, że gdyby je wystrzelili to te rakiety są w stanie nas przed nimi obronić?

- Wiemy, co robimy. Kupujemy 8 baterii i rozmawiając z sojusznikami, uznajemy, że to jest ta optymalna liczba dla Polski.

Nie traci pan nieco sentymentu dla Ukrainy?

- Nie, dlaczego?

Jeśli w dniu wizyty polskiego prezydenta oni przyjmują uchwałę, czy ustawę uznającą żołnierzy UPA za bojowników o wolność i niezależność Ukrainy, to można nieco się rozżalić.

- Negatywnie to oceniam, oczywiście. Natomiast patrzy szerzej na różne sprawy, patrzmy na interesy Polski. Ja uważam, że nigdy nie będzie tak, że inne państwo, inny naród będzie dokładnie robił to, co sobie życzymy.

Ale jest to bolesne, przyzna pan.

- Bardzo mi się to nie podoba, ale nie sądzę, żeby należało z tego jakieś dalej idące wnioski wyciągać. Dziwię się emocjom niektórych osób, które popadają od miłości do Ukrainy po jakieś skrajne...

Generał Skrzypczak tak odpowiedział: Nie, to już nie dostarczajmy broni, żołnierzy...

- Trochę to było mało poważne. Doceniajmy to, co pozytywne, krytykujmy to, co negatywne. Patrzmy na polski interes.

Groźba wiosennej ofensywy Rosji na Ukrainę słabnie?

- Nie ma mądrych w tym przypadku. Sami Ukraińcy też różnie to oceniają. Miejmy nadzieję, że wszystkie strony porozumienia z Mińska tutaj są zaangażowane w to, żeby to się po prostu nie powtórzyło, żeby nie rozpoczęły się działania militarne na dużą skalę.

Ale są jakieś dane, które mówią o tym, że Rosjanie się przygotowują do tej ofensywy albo, że sobie ją odpuścili?

- Są wciąż obecni w Donbasie, są wciąż obecni przy granicy, więc na pewno zdolności do różnych działań mają. Natomiast - co do decyzji politycznych -  myślę, że tyle osób na świecie się pomyliło co do prezydenta Rosji, że lepiej nie spekulować, lepiej działać.

Ile osób zgłosiło się na tę propozycję przeszkoleń dla cywilów wojskowych?

- Zgłosiło się kilka tysięcy osób. Szykujemy właśnie w maju pewne działania nakierowane na te osoby. Myślę, że będą usatysfakcjonowane tym, że wyraziły taką gotowość.

Pewne działania nakierowane na te osoby, krótko mówiąc - wtedy one mogą liczyć na to, że zostaną przeszkolone?

- Mówię ostrożnie, bo kończymy pracę nad tym. To oczywiście wymaga dokładnego spojrzenia, kto się zgłosił. Ja jestem zadowolony, że te osoby się zgłosiły, a te osoby będą miały satysfakcję z tego, że taki gest wykonały pod adresem wojska.

Czyli: Ochotniku, w maju armia się po ciebie zgłosi, tak?

- Zobaczymy.


Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Siemoniak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy