Reklama

Reklama

Ryszard Petru w RMF FM: Grozi nam poważny kryzys konstytucyjny

"W połowie marca możemy mieć do czynienia z poważnym kryzysem konstytucyjnym, bo będzie orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego i ocena Komisji Weneckiej" – mówi gość Kontrwywiadu RMF FM, lider Nowoczesnej Ryszard Petru.

Konrad Piasecki: Jak obywatel Ryszard Petru rozstrzygnie dylemat: brać czy nie brać 500 złotych?

Reklama

Ryszard Petru: - Ja już wcześniej deklarowałem, że w momencie, kiedy będzie to program dla wszystkich, uważam, że wszyscy powinni wziąć. I nie wolno być hipokrytą.

Najbogatsi też. I Ryszard Petru też.

- Przepraszam bardzo. Zgłosiliśmy poprawkę do ustawy, która wykluczałaby osoby najbogatsze. PiS ją odrzucił. Uważam, że dla zasady wszyscy powinni wziąć, dlatego, że to się należy tak samo jak ulga w podatku od dzieci.

Ale można sobie wyobrazić, że w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa powie pan: nie, dziękuję za 500 złotych na dziecko.

- Zadeklarowałem, że w momencie, kiedy ta poprawka nie przejdzie, uważam, że wszyscy powinni wziąć, dla zasady.

Czyli polityk mówi nie. Obywatel Petru mówi jak najbardziej.

- Obywatel Petru zgłosił poprawkę, może nie osobiście, ale zgłosiliśmy poprawkę, która proponowała, żeby osoby, które mają powyżej dwóch i pół tysiąca złotych w rodzinie na głowę, żeby tym osobom nie przysługiwały te pieniądze. PiS to odrzucił, w związku z tym uważam, że teraz się wszystkim należy i w związku z tym wszyscy powinni wziąć, dla zasady.

Ale rozumiem, że gdyby pańska poprawka przeszła...

- ... to oczywiście bym nie wziął.

Bo te dwa i pół tysiąca pan ma. Na głowę. W rodzinie.

- Tak.

I póki Petru w polityce, póty będzie pan robił wszystko, żeby ten program unicestwić? Czy tylko zmienić?

- Teraz program został wprowadzony. Uważam, że grozi nam sytuacja, która swego czasu miała miejsce w Grecji. Grecy też obiecali ludziom, akurat w tym przypadku, wysokie emerytury, a potem w wyniku kryzysu nie byli w stanie ich wypłacić. Czyli PiS gotuje nam taki scenariusz grecki. Przypomnę, na ten program nie ma finansowania.

Uważa pan, że przyjdzie rok 2018 i puste kieszenie pokażemy?

- Nie wiem, kiedy to będzie, bo nie wiem, jakie jeszcze numery rząd Beaty Szydło nam zaproponuje. Natomiast chcę zwrócić uwagę na to, że 23 miliardy złotych, które ten program kosztuje - nie ma tych pieniędzy ani w 2017, ani w 2018, ani w 2019 roku. Wbrew ustawie o finansach publicznych, uważam, że została złamana. PiS nie przedstawił źródła finansowania tego programu. Program jest tylko na jeden rok, od kwietnia i to, uwaga, finansowany z jednorazowej wpłaty, głównie z przetargu na częstotliwość komórkową. Boję się, że będzie...

... przyjdzie rok 2019, przyjdzie kampania wyborcza. Będzie pan miał odwagę powiedzieć: głosujcie na mnie. Ja wam 500 złotych zabiorę?

- Ja zaproponuję inne rozwiązanie, które już zgłosiliśmy. Uważam, że główne pieniądze w ramach polityki prorodzinnej powinny być skierowane na wkład mieszkaniowy dla małżeństw, które chcą mieć dzieci. I te pieniądze byłyby umarzane. Innymi słowy, chodzi o to, żeby dać wsparcie na zakup mieszkania, albo na wynajem, osobom, które planują dzieci i potem państwo im ten wkład umarza. Umarza.

A w wersji idealnej program 500+, czyli pięćset złotych na drugie i kolejne dziecko, powinien zostać zlikwidowany? Czy te pieniądze powinny zostać gdzie indziej przesunięte?

- Powinien zostać skorygowany. To znaczy są grupy osób, które ewidentnie potrzebują pieniędzy, natomiast po pierwsze - osoby relatywnie bogate ich nie potrzebują. Po drugie, ważniejsze są często szkoły, żłobki, możliwość łączenia pracy z wychowywaniem dzieci, jeszcze raz wkład mieszkaniowy. Zaproponujemy korektę tego programu, we właściwy sposób. Natomiast chcę zwrócić uwagę, że ja mam po prostu poważne obawy i pytałem panią premier z trybuny sejmowej, nie otrzymałem odpowiedzi, czy będzie pani premier miała umiejętność, możliwość, spojrzeć Polakom w oczy, jak tych pieniędzy nie będzie na ten program.

A pańskim zdaniem nie będzie?

- Jeżeli będą, to zabiją nas podatkami. Też pytałem, czy pytała premiera Orbana, jak się podwyższa VAT do 27 procent. Przypomnę, na Węgrzech, na których się teraz wzorujemy, VAT wynosi 27 proc., dlatego że Orban nie był w stanie zrealizować wszystkich swoich obietnic wyborczych. 27 proc. VAT-u uderzy we wszystkich, bo to są wyższe ceny na wszystko, co kupujemy.

Pan pyta panią premier, pan zgłasza poprawki, pan zgłasza swoje ustawy i rośnie w panu coś, co nazwałbym frustracją opozycjonisty?

- Wie pan co, spodziewałem się, że tak będzie. W momencie, kiedy PiS miał większość, to jest jedyny sposób. Jeżeli chodzi o tego typu programy, trzeba pokazywać jaka jest alternatywa, taka jest rola opozycji.

Jak czytam i słyszę o wielkiej manifestacji z hasłami politycznymi, której organizację pan zapowiada, to mi taka frustracją pobrzmiewa... Że PiS-owi trzeba odebrać władzę na ulicy...

- Nie, nieprawda, to są dwie rożne rzeczy. Jeżeli chodzi o 500+ czy tego typu rozwiązania, to rządzący mają prawo przyjmować większością głosów, natomiast powinni brać pod uwagę chociażby takie rozwiązania, jak ustawa o finansach publicznych, która wymaga od rządu 10-letniego finansowania. Natomiast w tej drugiej kwestii, ja chcę zwrócić uwagę na to, że w połowie marca możemy mieć do czynienia z poważnym kryzysem konstytucyjnym. 

Bo Trybunał Konstytucyjny orzeknie zapewne, że ustawa naprawcza jest sprzeczna z konstytucją...

- Prawdopodobnie, zobaczymy, co orzeknie. W tym samym czasie można oczekiwać wyroku czy te oceny Komisji Weneckiej i...

I wtedy pan poprowadzi tłumy na Kancelarię Premiera RP...

- Wtedy, jeżeli rząd łamie konstytucję, nie chce realizować wyroku TK, ma gdzieś opinię Komisji Weneckiej, to przyzna pan, że jedyną formą protestu jest protest na ulicy, bo w Sejmie jest on nieskuteczny... Natomiast w takich sytuacjach... nie widzę powodu do łamania konstytucji.

Prawo i Sprawiedliwość ma mandat, który dostało od wyborców i tym mandatem się dzisiaj posługuje, mówimy o mandacie do rządzenia.

- Nie ma mandatu do łamania konstytucji. Zwróćmy uwagę, że mamy już kolejne protesty, jakby ze świata i ja mam też taki apel do pani premier. Jeżeli dziesiąta osoba z kolei mówi, że ktoś jest pijany, to trzeba się na wszelki wypadek położyć do łóżka. To nie można tego lekceważyć.

Teraz mówi pan o liście McCaina rozumiem?

- To nie jest tylko list McCaina. To republikanie i demokraci jednocześnie razem podpisali list. To jest ważne, bo to jest ponad podziałami partyjnymi, bez względu na to, kto będzie prezydentem.

Ale pani premier powiedziała, że oni nie za bardzo wiedzą, co się dzieje w Polsce.

- To jest bardzo elegancka odpowiedź, nie uważa pan? Dziwi mnie taka odpowiedź, w sytuacji, kiedy Polska zabiega o bazy NATO w Polsce. Amerykanie, żeby zaangażować się w Polsce militarnie, chcą mieć, jak rozumiem, świadomość, że w Polsce nie jest łamana konstytucja. 

Czyli w połowie marca wielka manifestacja Ryszarda Petru?

- Nie Ryszarda Petru. Na takie demonstracje trzeba zaprosić wszystkich, całą opozycję, prawdziwą opozycję, nie tych, którzy głosują ręka w rękę z PiS-em, mówię o Kukizie. I to jest jedyna forma zaprotestowania i tu nie chodzi o moja skromną osobę.

A KOD też pan zaprosi?

- Oczywiście, że tak. Chodzi o to, żeby społeczeństwo obywatelskie wymusiło na rządzących, jeżeli tak się stanie oczywiście, realizację tego, co mówi Trybunał Konstytucyjny, bo inaczej tak naprawdę nic nas nie chroni. Jeżeli opozycja nie może przez Trybunał Konstytucyjny zakwestionować niektórych ustaw do Trybunału właśnie, to w tym momencie jest już bezwolna.

Andrzej Duda 38 proc., Ryszard Petru 17. Takie sondaże prezydenckie przemawiają jakoś do pana ambicji i wyobraźni.

- Nie, dlatego, że jeszcze tak daleko do wyborów prezydenckich, to jest nic nie warte. Proszę zobaczyć, jakie były sondaże na początku prezydentury każdego prezydenta. To jest w ogóle zupełnie oderwane od rzeczywistości.

Ale widzi pan takie sondaże i myśli pan sobie, na kogo ja się właściwie nadaję, na prezydenta... na premiera?

- Proszę pana, najpierw są wybory parlamentarne. Nie sądzę, aby wybory prezydenckie zostały przyspieszone, a parlamentarne być może, w związku z tym tutaj chyba dylemat jest dosyć oczywisty. Będę startował w wyborach parlamentarnych jako kandydat na premiera.

I to się nie zmieni?

- No trudno, żeby się zmieniło...

Nie jest tak, że po paru tygodniach, paru miesiącach w polityce ma pan już jej pan dosyć?

- Wie pan co, nawet nie byłem w stanie się nad tym zastanowić, za szybko się wszystko dzieje i duże tematy są na agendzie, włącznie z takim, że obawiam się, iż w połowie marca będziemy mieć poważny - obawiam się, nie mam pewności stuprocentowej - że będziemy mieć poważny kryzys konstytucyjny.

Pańskie nazwisko rodzi żywiołowe reakcje w internecie. Jak napisałem na Twitterze, że będzie pan gościem Kontrwywiadu, to tysiące osób chcą, żebym pana zapytał o datę Bitwy pod Cedynią, o stolicę Kamerunu, liczbę królów ze święta Trzech Króli, liczbę państw należących do ONZ.

- Ja rozumiem, że pan chce powiedzieć, że zdarzały mi się wpadki. Zdarzają się, jestem człowiekiem omylnym. Natomiast zwrócę uwagę na to, że poważniejsze wpadki, o które też miałbym prośbę, aby pytać, miała pani premier Beata Szydło, kiedy nie wiedziała, kiedy Polska do Unii Europejskiej wchodziła, czy też Jarosław Kaczyński, który, przypomnę, sugerował, że Angela Merkel jest wykreowana przez Stasi. Przyzna pan, że to są wpadki - tamte - które mają konsekwencje już geopolityczne i ważne, żeby to mierzyć wszystko właściwą miarą.

Mam dla pana pomysł na teleturniej.

- Nie, nie wchodzę.

Tadeusz Sznuk kontra Ryszard Petru, jeden na jeden.

- No to ja przegram, bo nie jestem dobry w takich teleturniejach. Chyba, że będę mógł wziąć ze sobą notatki.

Sądząc po zainteresowaniu pańską osobą, sądzę, że jest nisza rynkowa.

- A to zadowolony jest pan, rozumiem, z tego, bo rozumiem, że nakręca nam to słuchaczy Kontrwywiadu i będzie kolejny rekord słuchalności.

Tak jest. Ryszard Petru, dziękuję bardzo.

- Dziękuję.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje