Reklama

Reklama

Ryszard Petru: Kaczyński proponując chaos, nie proponuje dobrej zmiany

- Cały myk polegał na tym, żeby zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, które są wątpliwe konstytucyjnie, przeprowadzić w nocy, kiedy Polacy śpią. Idą na rympał zgodnie z teorią blitzkrieg, żeby Polacy się nie zorientowali i żeby wszystko załatwić jeszcze w tym roku – ocenił w Kontrwywiadzie RMF MF przegłosowanie uchwał stwierdzających nieważność wyboru pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego Ryszard Petru, lider Nowoczesnej.

Konrad Piasecki: A pana nie kusiło, żeby wczoraj wyjść z sejmowej sali?

Reklama

Ryszard Petru: - Mieliśmy zgłoszonych ponad 20 posłów do dyskusji, do zadawania pytań i uznaliśmy, że lepiej będzie, żeby wykorzystać ten czas, żeby pytania pozgłaszać, bo na te pytania potem PiS musiało odpowiedzieć.

Bo PO wychodziła, wy przyjęliście inną taktykę. Ma pan poczucie, że słuszną?

- Myśmy mieli do zadawania serię pytań do PiS. Te pytania zostały zadane. Na szczęście było to transmitowane przez kilka telewizji, bo cały myk polega na tym, że te zmiany w trybunale, które są wątpliwe konstytucyjnie, żeby przeprowadzić je w nocy, kiedy Polacy mają albo inne problemy, albo śpią. Jak rozumiem, pan już wtedy spał.

Ale, czy jest dzisiaj tak, że pan już wie, jak smakuje sejmowa bezradność? Po miesiącu zasiadania w tej izbie?

- Wie pan co, ale my mamy 28 posłów. Trudno, żebyśmy zmieniali polskie prawo tak jak chcemy. Mam pełną świadomość tego, że w momencie kiedy wygrało PiS, było wiadomo, że będą mieli większość.

Ale czy wczoraj ta sejmowa bezradność opozycji nie uzewnętrzniła się w całej okazałości?

- Ja miałem poczucie znacznie większej siły, niż wynikało to z liczby głosów, które mamy. Bo ważne jest to, że w takich sytuacjach, kiedy większość nie słucha - cokolwiek pan nie zgłosi, to oni nie słuchają, lecą jak to się mówi w języku potocznym na rympał - w związku z tym jedynym sposobem jest komunikacja z opinią publiczną i walka o rząd dusz. Bo tu chodzi o rząd dusz, żeby Polacy z każdego dnia rozumieli, co się dzieje, żeby wiedzieli, że nowoczesna Polska jest możliwa, a to, co proponuje PiS, to jest bardzo mocny krok wstecz.

Ale pan już wie, po co oni na ten rympał idą?

- Idą dlatego, że zgodnie z teorią blitzkriegu - bo to jest blitzkrieg, czyli wojna błyskawiczna - polegająca na tym, że się przygotowuje zaskoczenie, robi się bardzo szybko. Ten blitzkrieg jest po to, aby Polacy się nie zorientowali, żeby wszystko załatwić jeszcze w tym roku. Każdy rząd czy prezydent również korzysta z tak zwanego okresu miodowego. Wybrali ich Polacy. Chwilowo, cieszą się, że jest coś nowego, oczekują nowych zmian. Zauważmy, że są nowe tematy: wczoraj była flaga, czy przedwczoraj było zdjęcie flagi. Chodzi o to, że łatwo narzucić inne tematy, które przykryją ten skok niekonstytucyjny na trybunał, ale to się wszystko odkłada w pamięci instytucjonalnej. I potem, dla historii, ten dzień będzie ważny. Negatywnie. 

Rozumiem, że jako znawca historii wie pan, kto zasłynął z blitzkriegów?

- Najbardziej zasłynęły oczywiście Niemcy faszystowskie. To nie znaczy, że to pojęcie nie może być stosowane w innych przypadkach. I tu chodzi o ten inny przypadek.

Czytał pan ekspertyzy sejmowe, czyta pan te ekspertyzy z których wynika, że tamten wybór sędziów trybunału był nieważny. Że tamta ustawa łamała regulamin Sejmu, że ona naruszała zasadę demokratycznego państwa prawnego.

- Zgadzam się z tym.

Może w takim razie nie ma o co walczyć. Rzeczywiście, tych pięciu trzeba zmienić i uznać, że gramy na nowo.

- Platforma za rządu Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego uznawała, że ona może więcej. W związku z tym...

Czyli należy im się dzisiaj kara za majstrowanie przy tamtej ustawie?

- Ale kara polityczna. Teraz druga kwestia...

No to właśnie ją ponoszą.

- ...druga kwestia jest taka, że zgłaszamy tę uwagę do Trybunału Konstytucyjnego, czy tamta nowelizacja była prawidłowa, ale to nie znaczy, że PiS może iść jeszcze dalej, dużo dalej. W skrócie można powiedzieć tak, że wczoraj unieważnił - chciał unieważnić - sam fakt powołania tych pięciu...

I to zrobił - uchwałami sejmowymi.

- Wszyscy konstytucjonaliści mówią, że to jest nieważne.

Z wyjątkiem tego jednego, który napisał wczoraj ekspertyzę.


- I który wcześniej popełnił plagiat. Natomiast oprócz tego - ja tylko może wytłumaczę - o godzinie 24, a ja występowałem po 24, o ile pamiętam, wprowadzono jeszcze zmiany w regulaminie Sejmu, które umożliwiają marszałkowi w każdej chwili zgłoszenie kandydatury nowych sędziów do Trybunału...

No ale to akurat nie jest jakieś straszliwe.

- Ale wcześniej było na to 30 dni przed upływem kadencji. Chodzi o to, żeby jutro, pojutrze wjechali ci nowi sędziowie. Z trybuny sejmowej padło wprost, że im chodzi o to - PiS-owi chodzi o to - aby można było przeprowadzać dobre dla Polski rozwiązania, czyli zmiany, które mogły być wcześniej uważane za niekonstytucyjne. Pytałem w związku z tym: a jakie zmiany to chcecie wprowadzić, które mogą być wątpliwe konstytucyjnie, o których to nie mówiliście wcześniej?

Jarosław Kaczyński mówi, że chodzi o to, żeby zburzyć stary system, a tamten Trybunał próbowałby ten system konserwować. 

- Wszyscy, którzy burzą stary system, nie proponując innego - proponują chaos. Jarosław Kaczyński proponując chaos, nie proponuje dobrej zmiany, tylko osłabienie Rzeczpospolitej, osłabienie naszych instytucji i wtedy Rzeczpospolita będzie łatwa do rozerwania. Zawsze Rzeczpospolita padała, kiedy ktoś tworzył chaos. I przed zaborami tak było tuż, i tak było po 1935 roku.

Czy jest tak, że opozycja nie przyjmuje do wiadomości faktu odwołania sędziów Trybunału Konstytucyjnego, czyli tego co się wieczorem wydarzyło?

- Wie pan co, opozycja nie ma nic do gadania w tym momencie, bo oni zostaną powołani. 

No właśnie, co zrobić jak oni przyjdą za chwilę do Trybunału i powiedzą "jesteśmy pełnoprawnymi sędziami, prosimy o pokoje, prosimy o wybór składów orzekających".

- Będzie bardzo istotne osłabienie instytucji, jaką jest Trybunał. Jeszcze raz można robić wszystko na przysłowiowy rympał przez cztery lata najbliższe, ale potem są nowe wybory. Jestem przekonany, że każdego dnia centrowy elektorat, który głosował na Beatę Szydło czy Andrzeja Dudę, jest przerażony. Tylko trzeba docierać do opinii publicznej i powtarzać, i pokazywać, co się dzieje. Dwa, zauważmy, że Beata Szydło w międzyczasie wycofuje się z tych propozycji, które złożyła wcześniej. Mateusz Morawiecki mówi, że 100 dni to nie, że będą ustawy wprowadzone czy przygotowane...

Rozumiem, że dostrzega pan takie zderzenie rzeczywistości z marzeniami przedwyborczymi.

- To co mówiłem w moim wystąpieniu, jak było wystąpienie w sprawie expose pani Beaty Szydło. Zwracałem uwagę, że puszczą nas z torbami w sto dni, jak będą to realizować. Przyszli po rozum do głowy, policzyli, okazało się niemożliwe.

I weszli na ścieżkę od marzeń do realizmu.

- Tylko teraz już nie wiadomo, co oni chcą zaproponować. Jeżeli chcą wprowadzić kryterium dochodowe, to znaczy, że nie każdy dostanie pieniądze na dziecko, tylko ci najbiedniejsi - co jest znacznie rozsądniejszą propozycją. Dwa - wicepremier Mateusz Morawiecki mówi o tym, że ta kwota wolna będzie wprowadzona na cztery lata. Czyli ten cały wielki program zmiany PiS-u jest rozmasowany na cztery lata, jeśli chodzi o kwestię gospodarczą. Czyli to była wszystko taka zasłona dymna.

Nie, zawsze można powiedzieć, że Prawo i Sprawiedliwość nie miało pełnej świadomości, jak wygląda budżet, jak wyglądają te realia, jak wygląda Ministerstwo Finansów.

- Bez przesady - www.stat.gov.pl - strona Urzędu Statystycznego. Wszystkie dane są też na Eurostacie. Jak ktoś tak mówi, to to jest niepoważne, to jest dziecinada.

Kończąc tamten temat - odwołania sędziów Trybunału - uważacie, że to, co się wydarzyło, należy uznać za fakt bezdyskusyjny i uznać też to, że zasiądzie w nim pięciu nowych sędziów Trybunału i nie czynić z tego problemu, żeby nie dopuszczać do paraliżu tej instytucji?

- Nie, uważam, że tych trzech powołanych wcześniej - nie pięciu - jest powołanych legalnie.

Ale właśnie wczoraj uchwałą odwołano ten wybór.

- To jest tak samo, jak z posłami. Zostaliśmy posłami elektami, ale jeszcze w pewnym momencie nie złożyliśmy ślubowania. Ale już byłem posłem.

Ale jak byście nie złożyli ślubowania, to nie bylibyście posłami.


- Ale już było domniemanie, że jestem posłem. W związku z tym byłem formalnie traktowany jako poseł.

Czyli co - mieć teraz 18 sędziów Trybunału?

- Bądź tu pan mądry. Mogę dać panu numer telefonu do Jarosława Kaczyńskiego, może pan spytać, "co poeta miał na myśli?".

Niech pan da, zapiszę sobie i zadzwonię. Trudno się dodzwonić. Pan serio ma telefon do Jarosława Kaczyńskiego?

- Nie mam. To był taki żart. Nie miałem przyjemności.

To jedziemy na podobnym wózku. Czy pan woli kopać okopy obozu oporu razem z Siemoniakiem czy razem ze Schetyną?

- To, kogo Platforma wybierze, to wybierze.

Ale wie pan, że oni mają różne pomysły na współpracę z Nowoczesną. Siemoniak chce tworzyć bardziej zintegrowany obóz, a Schetyna nie za bardzo.

- Co chwilę słyszę coś innego. Natomiast jeden i drugi jest z Dolnego Śląska. Ja jestem z Wrocławia. Grzegorz Schetyna jest z Opola, ale we Wrocławiu studiował. Opole nie jest na Dolnym Śląsku, oczywiście pamiętam. Tomasz Siemoniak jest z Wałbrzycha. Jeżeli chodzi o opozycję, jeżeli będzie taka sytuacja, że PiS będzie nas stawiał w takiej sytuacji, będziemy dogadywać się operacyjnie - raz tak, raz nie. Wczoraj oni wyszli, my zostaliśmy, dyskutowaliśmy.

Ale o pełnej integracji mowy być nie może.

- Nie ma sensu pełnej integracji, bo Platforma powinna rozliczyć się z ośmiu lat, z polityki Donalda Tuska ciepłej wody w kranie, Rostowskiego, który uważał, że Platforma więcej może i Jana Krzysztofa Bieleckiego. Tak długo, jak nie ma tego rozliczenia, nie ma projektu programowego, bo tak naprawdę programowo ja nie wiem, jaka jest różnica między Tomaszem Siemoniakiem a Grzegorzem Schetyną. Widzę tylko różnice osobowościowe.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje