Reklama

Reklama

RMF: Rzecznik prezydenta o wysłaniu żołnierzy na Bliski Wschód. "Nie miał wątpliwości"

"Prezydent od początku uważał, że to dobry krok i dobra decyzja. Nie miał większych wątpliwości podpisując wniosek dotyczący wysłania polskich żołnierzy na Bliski Wschód" – mówi gość Kontrwywiadu RMF FM Marek Magierowski, dyrektor prezydenckiego biura prasowego. Polskie kontyngenty będą wspierać siły koalicji w walce z samozwańczym Państwem Islamskim.

Konrad Piasecki: Czy prezydent miał jakiekolwiek wątpliwości, obiekcje, zastrzeżenia do wysłania polskich żołnierzy i samolotów na Bliski Wschód?

Marek Magierowski, rzecznik prezydenta: - Nie, uważał od początku, że jest to dobry krok, dobra decyzja z najrozmaitszych względów. Bardzo często podczas wizyt zagranicznych podkreślał, że jeśli Polsce zależy na wzmocnieniu tak zwanej wschodniej flanki NATO i naszych zdolności obronnych, to także powinniśmy...

To także powinna przejawiać aktywność na Bliskim Wschodnie.

- Jako lojalny i wiarygodny partner musimy też, jak pan stwierdził, przejawiać pewne zaangażowanie także w innych regionach świata.

Reklama

Rozumiem, że premier i minister Macierewicz złożyli wniosek, prezydent go podpisał nie dopytując i nie okazując żadnych wahań?

- Musielibyśmy wejść w psychikę pana prezydenta.

Na ile pan potrafi przeniknąć psychikę prezydenta.

- Na ile ja potrafię przeniknąć jego psychikę to większych wątpliwości nie miał.

Mimo że przed trzema miesiącami mówił: jestem jak najdalej od jakichkolwiek decyzji, żeby gdziekolwiek polskich żołnierzy wysyłać.

- Polecam pełny cytat z konferencji w Monachium...

Znam pełny cytat, aczkolwiek takie zdanie również padło.

- Padło i potem padło kolejne zdanie, że nie możemy zapominać, że jesteśmy sojusznikami innych państw w NATO.

Co takiego się stało, że będąc daleki wtedy od takich decyzji, dzisiaj taką decyzję podejmuje?

- Sytuacja geopolityczna jest bardzo dynamiczna. Podjął tę decyzję głównie z uwagi na to, że nasi sojusznicy potrzebują nas także tam. Wielokrotnie też podkreślał, proszę zwrócić uwagę chociażby w kontekście kryzysu imigracyjnego, że ten kryzys migracyjny musimy zwalczać tam na miejscu, a nie czekać aż te problemy przyjdą do nas. I to jest jeden z kroków, jeden z elementów tej wizji.

Tyle że również pan mówił w tym studio: ważne jest zbadanie, czego tak naprawdę oczekują od nas nasi partnerzy. Którzy partnerzy oczekiwali wysłania F16 i polskich instruktorów? Amerykanie czy jacyś inni partnerzy?

- Nie chodzi o oczekiwanie.

To była prośba wyrażona wprost?

- Nie, to była nasza autonomiczna decyzja. Trudno tu mówić o prośbach. To była kwestia pewnych konsultacji z naszymi najbliższymi sojusznikami.

I rozumiem oni takie oczekiwanie, czy taką prośbę wyrażali?

- Oczywiście tak.

I to byli Amerykanie?

- Głównie Amerykanie.

Czyli rozumiem, że to jest element budowanie dobrej atmosfery przed szczytem NATO?

- Oczywiście, podobnie jak ćwiczenia Anakonda, które się niedawno zakończyły. To jest wiele elementów, które moglibyśmy wymienić. 

To dlaczego prezydent nie porozmawiał o tej decyzji z politykami opozycji?

- Słyszałem o tym, że politycy opozycji są oburzeni.

Ja nie mówię nawet o oburzeniu, tylko o takiej logice działania. Jest Rada Bezpieczeństwa Narodowego - świetne forum, żeby o czymś takim porozmawiać.

- Skąd ma pan, panie redaktorze, przekonanie, że takiej rozmowy nie było na ten temat?

Po tym co słyszę od polityków opozycji.

- Ale jak pan wie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego są tajne. Ja nie wiem, o czym rozmawiali.

Ale skoro politycy opozycji mówią, że czują się zaskoczeni...?

- Opozycja rozgrywa swoją grę. Mówi jej między innymi o tym, że zabrakło jej debaty w parlamencie na temat wysłania tych dwóch polskich kontyngentów do Iraku i do Kuwejtu. Ja mam głębokie przekonanie, że gdyby do takiej debaty doszło, to opozycja uczyniłaby z niej cyrk polityczny.

Różnie bywało z działaniami opozycji. Pamięta pan np. debatę o wysłaniu polskich wojsk do Iraku?

- Pamiętam - jak przez mgłę, ale pamiętam.

Były takie debaty - wtedy Platforma Obywatelska i PiS poparły wysłanie polskich żołnierzy do Iraku, więc można to załatwić w innym stylu.

- Tak, podobnie jak opozycja, w której było wówczas Prawo I Sprawiedliwość, poparła decyzję ówczesnego rządu Platformy i PSL-u o przyłączeniu się Polski do koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu.

Czy jest tak, że zaufanie do Antoniego Macierewicza nie zostało nadszarpnięte ani stylem załatwienia tej sprawy - bo mam wrażenie, że prezydent był w niej troszkę zaskakiwany - ani ostatnimi doniesieniami prasowymi...

- Cały czas mówimy o wysłaniu...

O wysłaniu F-16. Pamiętamy taką koincydencję - Antoni Macierewicz mówił w Brukseli, że wysyłamy F-16. Prezydent w tym samym czasie w Monachium mówił o tym, że nie zamierza nigdzie wysyłać polskich żołnierzy czy jest daleki od tej decyzji. Ani styl załatwienia tej sprawy, ani doniesienia o różnego rodzaju związkach Antoniego Macierewicza z kłamcami lustracyjnymi nie nadszarpnęły zaufania do niego prezydenta?

- Nie, nie nadszarpnęły. Ja nie widzę tutaj żadnych problemów ze stylem załatwiania tej sprawy, o której pan wspomniał, czyli wysłania polskich żołnierzy na Bliski Wschód. Tym bardziej jego wiarygodność nie została nadszarpnięta tym tekstem w "Gazecie Wyborczej".

Choć obaj możemy sobie wyobrazić, co Antoni Macierewicz mówiłby o takich związkach z dawnymi kłamcami lustracyjnymi, gdyby to nie on był akurat ministrem obrony narodowej.

- No, możemy sobie pogdybać oczywiście, natomiast ten tekst składa się głównie z insynuacji, z przypominania jakichś historii sprzed ponad 20 lat, znajomości...

Antoni Macierewicz uwielbia przypominać historie sprzed ponad 20 lat i znajomości wtedy zawarte.

- Dobrze, panie redaktorze. Ja pozostanę przy swoim zdaniu na temat tego tekstu. Uważam, że sprawa jest, mówiąc brzydko, dęta. Opozycja, co mnie zaskakuje osobiście, szczególnie w przypadku Tomasza Siemoniaka, którego uważałem zawsze za rozsądnego polityka, jednego z niewielu naprawdę rozsądnych polityków opozycji, zachowujących się rozsądnie - nawet on przystąpił do szarży cytując ten tekst. Wydaje mi się, że to jest jakiś absolutny absurd.

Czy prezydent, który jest dumnym posiadaczem koszulki "Red is bad" czyli "Czerwone jest złe", co kiedyś widzieliśmy na zdjęciach, goszcząc przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej czyli kraju, który jest bardzo red, wyraża jakąś swoją dezaprobatę dla stanu demokracji chińskiej, dla przestrzegania praw człowieka, dla tego, co dzieje się w Tybecie?

- Takie pytania padały też podczas jego wizyty w listopadzie w Chinach. Polskie władzy wraz z panem prezydentem Dudą realizują politykę Unii Europejskiej w tym zakresie.

Ale nie cała Unia Europejska nosi koszulki "Red is bad".

- Nie nosi koszulek "Red is bad".

A prezydent owszem.

- Także i tym razem pan prezydent nie założył takiej koszulki na spotkanie z przewodniczącym Xi Jinpingiem.

Również mentalnie?

- Mówiąc zupełnie poważnie - myślę, że także mentalnie nie... Pamiętajmy o tym, że Chiny są formalnie, oficjalnie państwem komunistycznym, w którym rządzi partia komunistyczna, ale doskonale wiemy: i pan, i ja, i myślę, że większość naszych słuchaczy, że to jest bardzo specyficzny rodzaj komunizmu, który z komunizmem ma coraz mniej wspólnego.

Oraz wszyscy wiemy, że świat przechodzi nad tym do porządku dziennego, bo interesy z Chinami są bardzo popłatne. Natomiast nie cały świat jadąc do Chin - tak jak prezydent wtedy - zakłada koszulkę "Red is bad".

- Panie redaktorze, nie występował w koszulce "Red is bad" na oficjalnych spotkaniach. Zrobiono mu zdjęcie w samolocie, kiedy rzeczywiście miał taką bluzę, ale naprawdę nie ma chyba sensu, żeby wracać do sytuacji sprzed 6 miesięcy, gdzie mieliśmy do czynienia z naprawdę ważną i bardzo konkretną wizytą przewodniczącego Xi w Polsce, która przyniosła bardzo konkretne rezultaty.

No tak. Od "Red is bad" dzisiaj ważniejsze są terminale dużych głębokości i Jedwabny Szlak.

- Jabłka też są "red" chciałem zauważyć. Zazwyczaj.

Chociaż bywają też nieco "green" czyli zielone. Rozumiem, że tematy, najogólniej mówiąc demokratyczne, czy prodemokratyczne w takiej rozmowie się nie pojawiają?

- Tak jak się nie pojawiają zazwyczaj w rozmowach przywódców z przywódcami chińskimi.

Nie żałuje pan?

- Ja jako rzecznik prezydenta, że się takie tematy nie pojawiają?

Jako prawdziwy demokrata.

- No tak, ale panie redaktorze, ja wspominałem już o tym, że my stoimy na stanowisku, że Unia Europejska, która prowadzi na ten temat rozmowy z Chinami, jest najlepszym instrumentem, żeby naciskać na Chiny w tym względzie.

"Nie istnieją przesłanki ekonomiczne przemawiające za tym, żeby zajmować się problemem kredytów walutowych" - tak mówi nowy prezes Narodowego Banku Polskiego. Czy ma szansę z tym przesłaniem trafić do prezydenta?

- Mówiłem o tym, że prawdopodobnie pod koniec czerwca, najwcześniej powstanie projekt, o którym mówimy...

... ale to "pod koniec czerwca" czy "najwcześniej pod koniec czerwca"? Bo koniec czerwca zbliża się wielkimi kroki.

- Mówiłem dokładnie o tym, że mam nadzieję, że po zakończeniu pracy zespołu ekspertów, sprzed kilku tygodni, uda się stworzyć ten projekt prezydenta, nad którym pracuje już Kancelaria konkretnie.

Ale on już jest gotowy, prawie gotowy?

- Prawie gotowy.

Czyli kiedy pojawi się i ujrzy światło dzienne?

- Mówiłem o tym i powtarzam: mam nadzieję, że do końca czerwca.

Ale "mam nadzieję", czy "mam pewność"?

- Panie redaktorze...

No panie ministrze niedoszły, panie dyrektorze.

- Czy ja mam panu podać dokładną datę, godzinę i minutę kiedy ten projekt zostanie przedstawiony?

O! Tak, tak, tak!

- Myślę, że nikt jeszcze tego nie wie. Kiedy będziemy wiedzieli, to na pewno poinformujemy o tym opinię publiczną.

Ale czy jest tak, że prace ekspertów i ten projekt, który za chwilę ujrzy światło dzienne bierze pod uwagę wszystkie zastrzeżenia - i NBP, i KNF-u?

- Wszystkie absolutnie - wszystkie głosy, wszystkie opinie ekspertów, środowisk frankowiczów, bankierów itd.

To ile jego realizacja będzie kosztowała?

- Kiedy powstanie projekt to na pewno powstaną też obliczenia. Trudno powiedzieć w tej chwili.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy