Reklama

Reklama

Radziwiłł w RMF FM: Ludzie pracujący na umowie o dzieło to nie Marsjanie

"Rzeczywiście, Fundusz zniknie" - powiedział minister zdrowia Konstanty Radziwiłł w Popołudniowej rozmowie w RMF FM pytany o Narodowy Fundusz Zdrowia. "Fundusz nie zniknie dlatego, że jest strasznie zły - niektórzy tak mówią. Zniknie dlatego, że jest narzędziem, albo instytucją, ramieniem tzw. powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego”" - tłumaczył gość Marcina Zaborskiego. "Około 7 proc. Polaków nie jest ubezpieczonych, a zatem nie jest uprawnionych do korzystania z publicznego systemu służby zdrowia" - dodał Radziwiłł. "Wiele osób (…) pracuje na tzw. umowie o dzieło. To nie są Marsjanie. To są konkretni ludzie, którzy dzisiaj nie mają prawa się leczyć i ci ludzie będą mieli prawo się leczyć" - zaznaczył minister zdrowia.

Marcin Zaborski, RMF FM: Teoretyczny scenariusz na początek, oczywiście nie życzę jego spełnienia: Wyobraźmy sobie, że jedzie pan rządową limuzyną, która uderza w inne auta na drodze, czyli bierze pan udział w karambolu. Są poszkodowani, którzy trafiają do szpitala. Co pan robi?

Reklama

Konstanty Radziwiłł: - Zanim trafią do szpitala udzielam im pomocy, bo jestem lekarzem.

A kiedy już trafili do szpitala?

- Może cofnę się do samego początku. Oczywiście, można to nazwać rządową limuzyną, ale ja zwracam uwagę, że samochód, którym jeżdżę, samochód po prostu, to nie jest nic nadzwyczajnego  jeśli chodzi o jego markę, ani też nie dysponuje kogutami, nie jeżdżę na sygnale. Raczej jeździmy normalnie.

Wsiadłby pan do innego auta i pojechał szybko w stronę Warszawy po takim wypadku?

- Czy bym się przesiadł do innego samochodu?

Tak, tak.

- Jeśli rannym udzieliliśmy pomocy, no to dalej trzeba się przemieszczać.

Rozumie pan czemu pytam? Antoni Macierewicz po wypadku pod Toruniem wsiadł szybko w inne auto i pojechał do Warszawy na galę poświęconą Jarosławowi Kaczyńskiemu.

- Pan minister Macierewicz nie jest lekarzem, więc rozumiem, że jego obecność dalej... Zresztą nie wiem co tam się stało dokładnie. Jeśli nie trzeba było wprost udzielać pomocy komuś, no to on jest w pracy po prostu...

Pana kolega z Senatu Marek Borowski wytyka Antoniemu Macierewiczowi, że nie zainteresował się rannymi i że uciekł z miejsca wypadku.

- Nie było mnie przy tym, ale nie sądzę, żeby pan minister Macierewicz uciekał...

Szybko jechał, panie ministrze, z tego co widzimy, jeśli chodzi o czas przejazdu Toruń-Warszawa.

- To nie on kierował tym samochodem.

To też jest pytanie, kto kierował.

- Panie redaktorze, kierują kierowcy... Nie do końca rozumiem cały ten temat. Oczywiście, człowiek jeżeli uczestniczy lub jest świadkiem wypadku... W moim przypadku sprawa jest zupełnie jasna. Jestem lekarzem, jestem oczywiście zobowiązany do tego, żeby ratować, być, interesować się do końca. Jak karetka zabiera pacjenta, to ta rola się kończy. Można mówić również o takim rodzaju empatii, ale to już jest kwestią bardzo "ocenną". Nic nie mam do powiedzenia w tej sprawie, bo nie było mnie tam, nie widziałem tego. Jeszcze się przyznam, że nie mam telewizora, więc tak nie do końca wiem, o czym pan mówi. 

Nie tylko w telewizji o tym mówią, ale zostawmy to. 31 grudnia tego roku z głównej siedziby Narodowego Funduszu Zdrowia będzie pan odkręcał tabliczkę z napisem NFZ?

- Nie wiem, czy ja będę ją odkręcał, ale rzeczywiście fundusz zniknie.

Kiedy zniknie NFZ, znikną limity przyjęć pacjentów u lekarza?

- Panie redaktorze, fundusz nie zniknie, dlatego że jest straszny, zły. Niektórzy tak mówią. Fundusz zniknie dlatego, że jest narzędziem, albo instytucją, ramieniem tzw. powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, a to znika. Powszechne ubezpieczenie zdrowotne, które wbrew nazwie wcale nie jest powszechne, bo około 7 proc. Polaków nie jest ubezpieczone, a zatem nie jest uprawnione do korzystania z publicznego systemu służby zdrowia i to zmieniamy. Od 1 stycznia koniec.

Co się tak naprawdę zmieni? Czy znikną limity przyjęć pacjentów?

- Przede wszystki, zmieni się to dla tych, którzy dzisiaj nie są uprawnieni do korzystania ze służby zdrowia.

Czyli będzie więcej pacjentów w kolejce do lekarza?

- Panie redaktorze, wszyscy jesteśmy tacy sami. I dzisiaj - jeśli pan czasem bywa - u lekarza, czy w publicznym szpitalu lub przychodni, to okazuje się, że pierwsze pytanie, które panu zadają, to nie jest "co panu dolega?", tylko "czy jest pan ubezpieczony?"...

Zniknie tabliczka "Narodowy Fundusz Zdrowia", ale...

- ...jest wiele osób i przypuszczam, że w tej redakcji też tacy są, którzy pracują np. na umowie o dzieło, i to nie są Marsjanie, to są konkretni ludzie, którzy dzisiaj nie mają prawa się leczyć. Ci ludzie będą mieli prawo się leczyć.

Czyli po likwidacji NFZ wciąż pacjenci będą przychodzili do okienka, gdzie jest rejestracja do lekarza i np. we wrześniu usłyszą, że do końca roku nie ma już zapisów do tego, czy innego specjalisty, bo jest limit?

- Przede wszystkim usłyszą, że mogą się leczyć, jeśli są Polakami albo rezydentami RP.

Ale ja nie o to pytam. Panie ministrze, limity zostają czy znikają?

- Panie redaktorze, pewnie z dnia na dzień nie znikną, ale z całą pewnością ma to luźny związek z tym pytaniem. Bo Narodowy Fundusz Zdrowia...

A ja jednak wracam do tego, co PiS zapowiadało, kiedy było w opozycji, panie ministrze, proszę pozwolić...

- ...kolejki znikają już w tej chwili, bo np. wprowadzamy kompleksowe produkty świadczeń zdrowotnych w zakresie np. ortopedii i kardiologii, i wygląda to w ten sposób, że jeżeli pacjent ma zawał, leży w szpitalu, to szpital zaraz potem jest zobowiązany do tego, żeby załatwić mu wizytę u lekarza specjalisty i rehabilitację kardiologiczną. Tego dotychczas nie było, bo pacjent wychodził ze szpitala sam, z własnym problemem i musiał się ustawiać w kolejce. Kolejka znika już teraz.

A o ile zmniejsza się koszty obsługi systemu, dzięki temu, że zlikwidujemy NFZ?

- W ogóle jak pan mnie pyta o jakieś oszczędności w służbie zdrowia, to ich nie ma i nie będzie, bo w służbie zdrowia pieniędzy jest za mało.

Ja pytam tylko, czy koszty obsługi systemu się zmniejszą - administracyjne, urzędnicze?

- Tak, będą mniejsze. Choćby w tym obszarze...

O ile?

- W tej chwili panu nie podam kwoty, ale to jest dużo pieniędzy. To są pieniądze przede wszystkim poświęcone na przykład na obsługę sprawdzania czy ktoś jest ubezpieczony, czy też nie. Zresztą nie tylko po stronie funduszu, ale także po stronie szpitali i przychodni, bo tam są...

Znikną urzędnicy funduszu, ale będą urzędnicy w urzędach wojewódzkich, którzy się będą musieli tym zajmować.

- Nie, no właśnie tym się nie będą musieli zajmować, ponieważ...

Ale innymi sprawami.

- Nie, przepraszam. Ja mówię o tej konkretnej funkcji funduszu, która zajmuje nie tylko dużo miejsca, czasu, pracy, ale również pieniędzy. Jest jeszcze drugi obszar, który znika.

To są naprawdę tak duże pieniądze, że odczujemy to?

- To jest kilkaset milionów złotych.

Rocznie?

- Tak. Jest jeszcze drugi rodzaj oszczędności, który przewiduję, taki, powiedzmy, "niemarnowania" pieniędzy. To jest to, co dzisiaj obserwujemy, bo krążą pieniądze, krążą pieniądze publiczne. Jest bardzo wielu obywateli, za których składki do funduszu wpływają nie od nich samych, tylko od różnych instytucji publicznych. To są rolnicy, bezrobotni, cała armia ludzi, którzy są beneficjentami ZUS, czyli renciści, emeryci. Za nich wszystkich pieniądze, które mniej czy bardziej pochodzą z budżetu, albo pośrednio, albo bezpośrednio, krążą po systemie między jedną instytucją publiczną i drugą i oczywiście topnieją przy tym. Przy tym wszystkim jest zatrudnione mnóstwo ludzi.

Panie ministrze, powie pan dzisiaj - jak kilka tygodni temu - że smog to jest zagrożenie troszkę bardziej teoretyczne, że wielokrotnie bardziej jest palenie papierosów?

- Bardziej szkodliwe jest palenie papierosów, powtórzę. Oczywiście, że tak jest. 

Wciąż będzie pan to powtarzał, że smog to jest teoretyczne zagrożenie?

- Nie, niczego takiego nie powiedziałem. To jest pół zdania wyciągnięte z kontekstu i...

"Nie ma w tej chwili żadnego powodu do paniki. Nie sądzę, żeby bicie na alarm byłoby tutaj odpowiednią reakcją. Lubimy mówić o zagrożeniach troszkę bardziej teoretycznych w sytuacji, kiedy styl życia, jaki przyjmujemy jest wielokrotnie bardziej szkodliwy".

- No niestety tak jest.

I tak pan uważa, tymczasem Naczelna Rada Lekarska alarmuje dzisiaj...

- Panie redaktorze, oczywiście smog jest problemem...

...apeluje dzisiaj do pani premier o podjęcie pilnych działań w tej sprawie.

- Tak. I podejmujemy je. Rząd od paru tygodni zajmuje się problemem smogu, ale to nie jest rzecz, którą można rozwiązać z dnia na dzień i głównie leży poza resortem zdrowia. Ja nie mam żadnej wątpliwości, że zanieczyszczone powietrze jest czynnikiem ryzyka wielu problemów zdrowotnych...

Czyli zgodzi się pan z Naczelną Radą Lekarską, że smog jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia mieszkańców?

- Ja się zgadzam ze wszystkimi ekspertami, którzy to potwierdzają, natomiast zdecydowanie, ale to zdecydowanie namawiam tych, którzy słuchają tej naszej rozmowy, żeby przede wszystkim prowadzili zdrowy styl życia i m.in., albo przede wszystkim, jeżeli mówimy o zdrowym czy czystym powietrzu, nie palili papierosów. Bo najbardziej powiedziałbym śmieszna jest sytuacja, kiedy człowiek, który pali papierosy, wkłada maseczkę, kiedy wychodzi na dwór. To jest po prostu nieporozumienie.

Radziwiłł: Zakaz "dolewek" w fast foodach? W Polsce czeka nas dyskusja na ten temat

Francja wprowadziła ostatnio zakaz wydawania "dolewki" - wydawania dowolnej ilości słodzonych napojów w fast foodach za jedną cenę - w celu walki z otyłością. "Myślę, że w Polsce czeka nas dyskusja na ten temat. Większość tych napojów zawiera ok. 5-6 łyżeczek cukru i to jest rzeczywiście potężna bomba kaloryczna, bardzo niezdrowa. Nie należy zaczynać od przepisów, należy zacząć od dyskusji, zachęcania" - mówił w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Szef resortu odniósł się też do przegłosowanego wczoraj projektu ustawy dot. legalizacji tzw. medycznej marihuany. "Dowody na jej skuteczność są słabe" - mówił dodając, że zmiany prawne będą niewielkie. "Dziś każdy pacjent, który występuje o użycie marihuany, dostaje ją za darmo.(...) Tak, jeśli są potrzebne leki dla pacjentów, to możemy o tym rozmawiać, natomiast na pewno nie wpuścimy narkotyku dla celów, które nazywamy paradoksalnie rekreacyjnymi" - deklarował Radziwiłł.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje