Reklama

Reklama

Protasiewicz: Wysłanie wojska na Ukrainę? Kopacz absolutnie stać na taki gest jak Camerona

„Ewę Kopacz absolutnie stać na taki gest jak Camerona. Cameron proponuje dziś to, co Polska już zaproponowała w zeszłym roku” – mówi w Kontrwywiadzie RMF FM o wysłaniu na Ukrainę brytyjskich oficerów polityk PO - Jacek Protasiewicz. Jego zdaniem polski plan - utworzenia trójnarodowej brygady jest dużo skuteczniejszy. „Jedna rzecz to szkolenie armii ukraińskiej, a inna wysyłanie polskich żołnierzy” – ocenia gość RMF FM. „Rywalizacja wymusza różnicowanie stanowisk na siłę” – mówi o kampanii prezydenckiej Protasiewicz. „Decyzja koalicjanta o wystawieniu własnego kandydata w wyborach skutkuje dzisiaj niefortunnymi wypowiedziami pana Jarubasa” – dodaje.

Konrad Piasecki: Cameron wysyła swoich oficerów na Ukrainę, Ewy Kopacz nie byłoby stać na taki gest?

Jacek Protasiewicz, członek zarządu PO: - Absolutnie stać. Panie redaktorze, proszę pamiętać, że już we wrześniu zeszłego roku wicepremier i minister obrony narodowej razem ze swoimi partnerami ukraińskimi i litewskimi podpisali porozumienie o utworzeniu trójnarodowej brygady.

Zupełnie co innego niż taki gest, jak ten gest Camerona. To jest gest, w którym premier Wielkiej Brytanii staje w parlamencie i mówi: trzeba pomóc Ukrainie, wysyłam tam swoich oficerów. To jakoś wygląda.

Reklama

- W sensie teatralnym on jest rzeczywiście bardziej spektakularny w wykonaniu pana premiera Camerona, ale polski jest dużo bardziej skuteczniejszy, wcześniejszy i dobrze, że Brytyjczycy, bardzo ważny członek Unii Europejskiej, a zwłaszcza NATO, stają po stronie Polski.  

Tyle że jak w Polsce kandydat PiS-u na prezydenta powiedział dwuznacznie, że można by się zastanowić nad wysłaniem polskich wojsk na Ukrainę, z czego się zresztą potem wycofywał, to pani premier była pierwsza, która stanęła i krzyczała: PiS chce wojny, a my, Platforma, pokoju. 

- Jedna rzecz to szkolenie armii ukraińskiej we współpracy z wojskami NATO w nowoczesnych technikach walki, a co innego wysyłanie polskich żołnierzy. W tym przypadku skojarzenie było jednoznaczne - na front.

Ale Cameron wysyła właśnie swoich żołnierzy. Na front, czy na tyły frontu, ale wysyła.

- Nie na front, tylko to będzie misja szkoleniowa, jak mówię, taka, którą Polska zaproponowała Ukrainie już w zeszłym roku w postaci brygady litewsko-ukraińsko-polskiej.

Cameron potrafi, a wy nawet nie za bardzo swojego koalicjanta do pro-ukraińskości potraficie przekonać. PSL coś ostatnio wierzga w tej sprawie.

- Nie wiem, czy premier Cameron tak bardzo nad swoim koalicjantem tak panuje, ale tak już jest w polityce, że rywalizacja czasami wymusza na siłę różnicowanie stanowisk. No i decyzja o wystawieniu swojego kandydata ze strony władz PSL-u skutkuje dzisiaj, moim zdaniem, czasami niefortunnymi wypowiedziami kandydata, pana Jarubasa. 

To rozjeżdżanie się w dziedzinie polityki zagranicznej pan uważa za poważny problem, czy to jest tak, że przyjdzie 10 maja i 11 nikt już nie będzie o tym pamiętał.

- Raczej ten drugi wariant, zwłaszcza, że pan Jarubas nie jest członkiem rządu. Ma taki komfort krytykowania z tej pozycji pozarządowej.

Na takich mniej poważnych papierach może tę kampanię uprawiać, tak?

- Akuratnie w sprawach polityki zagranicznej tak, ponieważ ani doświadczenia w tej sprawie nie ma, ani nie jest członkiem rządu i jak sam mówi, nie jest zobowiązany do lojalności w tym względzie.

Idzie wam ta kampania prezydencka jak po grudzie, przyzna pan. Wam Platformie, zwolennikom Komorowskiego.

- Nie, nie zgadzam się. Po pierwsze kampania urzędującego prezydenta będzie inna niż kandydata aspirującego, który nie piastuje godności prezydenta.

Ale nie może być dynamiczna? Nie może być efektowna? Nie możne być mocna? No, nie jest. Słaby start, marne tempo i takie poczucie, że wygrana nam się należy. Jesteśmy w Pałacu Prezydenckim to tam zostańmy.

- Po pierwsze prezydent nie mógł rozpocząć kampanii zanim nie została ona ogłoszona przez Marszałka Sejmu.

Ale to Andrzej Duda też nie mógł.

- Po drugie musiał uzyskać formalną akceptację dla swojej kandydatury ze strony PO.

To uzyskał ją trzy, czy cztery tygodnie temu.


- I już w sobotę była na Dolnym Śląsku, w Ząbkowicach i w Kłodzku. Miał znakomite spotkanie z mieszkańcami. Otwarte. Nie ze swoimi zwolennikami tak jak robi to pan Andrzej Duda w jakiś salach. Tylko na rynku jednego i drugiego miasteczka. Spotkania z ludźmi, pełne, znakomite, autentyczne, wróżące sukces w pierwszej turze.

Położy pan rękę na sercu i powie ta kampania idzie tak jak chcieliśmy, żeby szła?

- Mam swoje doświadczenie i wiem, że kampanie przyspieszają zazwyczaj w ostatnich dwóch, trzech tygodniach.

I na nie szykujecie siły, zbieracie.

- Pamiętam jak w 2011 kiedy kierowałem kampanią PO byliśmy krytykowani za jakiś nudny spot z obietnicą trzystu miliardów. Okazało się, że kampania zawsze ma swoją fazę. Był pierwszy etap rozliczenia, drugi etap złożenia zobowiązania i trzeci etap, który był najważniejszy, być może nawet najbardziej emocjonalny, ale powiedzenie wyborcom, teraz w waszych rękach jest decyzja o tym, kto będzie rządził państwem. Więc spokojnie. Jeszcze trzy miesiące do wyborów. Jeszcze się wiele zdarzy.

Ale co? Wierzy pan w zwycięstwo w pierwszej turze?


- Jestem przekonany o tym zwycięstwie.

Jeszcze z tym hasłem: Nasz prezydent- bardzo porywającym.

- Może nie jest porywające, ale jest bardzo ciepłe. To jest ważniejsze. Dużo bardziej pasuje do...

... w zimie ciepłe hasła są bardzo ważne.

- Wybory będą w maju, ale ja pamiętam takim podobnym hasłem posługiwaliśmy się w 2002 roku, kiedy po raz pierwszy pan Rafał Dutkiewicz stawał do wyborów. I ono okazało się bardzo skuteczne.

A wie pan, że bez sensu jest też unikanie debaty? To będzie problem PO aż do 10 maja, jeśli Bronisław Komorowski do tej debaty nie stanie.

- Bez sensu jest dzisiaj nawoływanie do debaty, bo mamy dzisiaj pretendentów na kandydatów.

Ale dlaczego unikać tej debaty? W imię czego?

- Wie pan. Poza kandydatami reprezentującymi formacje parlamentarne, mamy wielu egzotycznych kandydatów...

... dzisiaj tak. Ale...

- ... którzy prawdopodobnie nie zbiorą stu tysięcy głosów...

... ale można powiedzieć: ok, 7 maja zróbmy debatę kandydatów, którzy mają wyższe poparcie niż 3 procent w sondażach. Będzie sześc, siedem osób i da się to zrobić.

- Nie można wykluczyć, że do takiej debaty dojdzie.

To wie pan, że PO zawsze mówiła: tchórzostwo, nie można unikać debaty, Jarosławie Kaczyński stań, Jarosławie Kaczyński usiądź. I dzisiaj się okazuje, że a rebours  to będzie działało przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu.

- Tylko dzisiaj trzeba byłoby zastosować jakiś klucz, którego nie ma: jak wyselekcjonować uczestników debaty.

Stwórzcie go.

- Bo może być ich rzeczywiście kilkunastu, w tym tak egzotyczni jak Paweł Kukiz, który oczywiście ma prawo przymierzać się do wyborów prezydenckich...

Na Dolnym Śląsku wyrósł pańskim.

- ... ale najpierw on, i zresztą wszyscy inni, musi zebrać 100 tys. podpisów, żeby w ogóle uczestniczyć na poważnie w tej rywalizacji.

Pan rozumiem, kolegom sztabowcom radzi raczej, żeby się zastanawiali, jak ta debata miałaby wyglądać, niż jak jej unikać?

- To po pierwsze, a po drugie, przywołuję każdą kampanię wyborczą, od kilkunastu już lat, ona zawsze rozpoczyna się od debaty o debatach, i potem ten temat kompletnie znika, bez względu na to, czy debaty się odbywają czy nie, bo przychodzą ważniejsze, prawdziwe spore, które interesują wyborców, Polaków...  Dużo bardziej od tego, czy do debaty dojdzie czy nie.

Przymierzacie się do zmiany premiera?

- Na pewno nie.

Tak wróżą prawicowe tygodniki.

- Prawicowe tygodniki trzymają kciuki, ażeby PO coś nie wyszło. Ale te scenariusze, które są określone w jednym czy drugim tygodniku, są kompletnie pozbawione jakichkolwiek podstaw.

Przewrót schetynowski PO nie grozi?

- Żaden przewrót nie grozi, ponieważ pozycja pani premier Kopacz jest bardzo silna, to jest po pierwsze bardzo silny przywódca PO, a po drugie, bardzo dobry premier.

A przewrót siemoniakowy? Też nie?

- Na pewno...

Jeśli już to bardziej?

- Nie, na pewno nie ma w ogóle mowy o jakimkolwiek przewrocie, dawno nie widziałem tak dobrej współpracy pomiędzy premierem a pierwszym zastępcą, i to dobrze, bo czasy są niespokojne, i...

Ale wie pan, były takie kraje i takie historie, w których dobra współpraca miedzy premierem a jego zastępcą owocowała tym, że w którymś momencie to ten zastępca zostawał premierem.

- Nie, w tym przypadku, proszę mi wierzyć, że porozmawiałem wielokrotnie z panem wicepremierem Siemoniakiem, trzyma kciuki, wspiera, pomaga, zarówno merytorycznie, w ramach swojego resortu, jak i politycznie, panią premier.

A lokalny rywal w roli szefa dyplomacji - jak się panu podoba?

- Na pewno jest to inna osobowość niż poprzednik, Radosław Sikorski.

Ale właściwy człowiek na właściwym miejscu?

- Dzisiaj... Po skutkach poznaje się działalność ministra i proszę zauważyć, że nasz głos, na forum UE jest słyszany, jest uwzględniany, chociażby w postaci coraz to nowych sankcji nakładanych na Rosję, za to, co robi...

Trzymanie Schetyny w rezerwie przez tyle lat to błąd? - powie pan dzisiaj.

- Wtedy, przez te lata, dyplomacja znajdowała się w rękach Radosława Sikorskiego, który był jednym z wybitniejszych ministrów spraw zagranicznych.

Czyli radzi sobie Schetyna, dobrze sobie radzi?

- Radzi sobie.

Dobrze?

- Radzi sobie.

Konrad Piasecki

CZYTAJ TAKŻE NA RMF24.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy