Reklama

Reklama

Nałęcz: Ziobro ordynarnie kłamie. Trzeba rozważyć pozew

"Ordynarne kłamstwo godzące w dobry wizerunek prezydenta. Jeżeli osoba publiczna, zaangażowana po stronie jednego z kandydatów, tak prymitywnie kłamie, to trzeba go za to ukarać"- mówi w Kontrwywiadzie RMF FM Tomasz Nałęcz. Doradca prezydenta komentuje w ten sposób słowa Zbigniewa Ziobry, który nazwał prezydenta "małpą". Pozew? "Trzeba to rozważyć. Nie mam wątpliwości, że to było nie tylko przekroczenie prawa, ale i ludzkiej przyzwoitości. Pan Ziobro zachował się jak zwykły mały kłamczuszek, ale jego kłamstwo jest na małych nóżkach"- dodaje Nałęcz.

Konrad Piasecki: Przecież mieli pana odsunąć, schować i postawić w cieniu?

Tomasz Nałęcz: - Jak pan widzi, nie można ufać plotkom.

Rzecznik PiS już słał kwiaty, już apelował do sztabu Bronisława Komorowskiego, żeby jednak tego nie robić. Co się stało?

- Myślę, że najpierw ten sam krąg osób rozpowszechnia te plotki a potem chce słać kwiaty, żeby mnie zachować.

Ale było tak, że chcieli, ale pan się uratował, czy nie chcieli i nie było takiego pomysłu?

- Wie pan, zajmuję się aktywnością prezydencką Bronisława Komorowskiego. Aktywność sztabów kandydatów mnie naprawdę nie interesuje. To piana, która przeminie.

Reklama

To a propos tej aktywności, a propos pierwszych czterech tygodni kampanii. Jest pan z nich dumny? I ze swego w nich udziału?

- Kampania urzędującego prezydenta - pamiętam jak było z Aleksandrem Kwaśniewskim - też wchodzi do gry jako ostatnia. To jest urzędujący prezydent i ma naturalne kłopoty, żeby pogodzić obowiązki prezydenta i kampanię.

Tylko problem jest taki, że zanim się wejdzie do tej gry to się już dużo straci. I to widać już dzisiaj po sondażach.

- Nie. Przede wszystkim te sondaże - moim zdaniem są efektem tego, że popularność prezydencka teraz dostosowuje się do autentycznego poparcia dla kandydata. To są dwie różne rzeczy.

I ono jest z natury rzeczy mniejsze powie pan. 

- Oczywiście.

Dlaczego skoro...

- ... trzeba już zdecydowanie wybierać między poparciem dla kandydata, między poparciem dla swojego środowiska politycznego.

Mogłoby tak być, że skoro 75 procent osób dzisiaj ufa Bronisławowi Komorowskiemu to 75 procent chce na niego głosować. A jak patrzymy w sondaże to tylko czterdzieści parę.

- Te pierwsze sondaże są punktem wyjścia do walki wyborczej ze strony Bronisława Komorowskiego, która będzie twarda, zdecydowana walka. Punkt wyjścia nie jest najgorszy. Moim zdaniem będzie coraz lepiej.

Panie profesorze, zapytam wprost. Czy jest w otoczeniu prezydenta coś co zwie się politycznym kacem i poczuciem tego, że te pierwsze tygodnie kampanii nie poszły tak jak iść powinny?


- Absolutnie nie.

Naprawdę?

- Absolutnie nie. Ja jestem w otoczeniu prezydenckim Bronisława Komorowskiego...

... ale rozumiem o kampanii jakoś tam rozmawiacie?

- Ta aktywność Bronisława Komorowskiego przez najbliższe miesiące to będzie kontynuowanie aktywności prezydenckiej. Ja jestem od tego. I to będzie aktywność kandydata i od tego jest sztab. Jeśli chodzi o aktywność w ogóle Bronisława Komorowskiego to nie ma żadnego kaca, bo pracuje Bronisław Komorowski bardzo intensywnie. Będzie coraz bardziej aktywny jako kandydat. Jest dobra pozycja wyjściowa od drugiego w tym rankingu dzieli Bronisława Komorowskiego 20 punktów, więc jest jeszcze od czego bardziej uciekać.

Myśli pan, z ręką na sercu, że patrząc po owocach tego wszystkiego, co się dzieje, że prezydent spada, Andrzej Duda idzie w górę - że to jest tak, że wina i zasługa, w cudzysłowie, sztabu prezydenta i jego otoczenia.

- Nie, ja jestem jak najlepszego zdania o tych ludziach, robią co mogą natomiast uważam, że reakcja przeciwników kandydata Bronisława Komorowskiego świadczy, że to oni raczej są w dużym kłopocie, bo jak widzę jak się brzytwy chwytają, jak widzę jak ludzie z tych konkurencyjnych środowisk politycznych obrzydliwie kłamstwem, pomówieniem atakują Bronisława Komorowskiego, skoro zachowują się tak niegodnie, to znaczy, że się boją.

Ale mówi pan o których stwierdzeniach? O tym stwierdzeniu Zbigniewa Ziobry, że prezydent zrobił z siebie małpę, bo wskoczył na fotel spikera w japońskim parlamencie, co jest szczytem obciachu, że zacytuję?

- Dokładnie tak. Jeśli ktoś używa tak prymitywnego kłamstwa na tak krótkich nóżkach, bo wystarczy wejść na stronę internetową przedstawiającą izbę wyższą parlamentu japońskiego, żeby zobaczyć, że kształt architektoniczny mównicy i fotelu jest niemal identyczny jak w polskim parlamencie. Panie redaktorze, ja proponuję, niech pan zrobi panu Ziobrze test prawdy. Niech on stanie za mównicą w polskim parlamencie i wskoczy na fotel spikera. Do tego trzeba małpiej zręczności, a pan Ziobro ma tylko małpią złośliwość.  

Ale były też takie głosy, które mówiły, że to jest, jakiś dziennikarz japoński w Faktach TVN mówił, że tam jest siedzenie wyłożone poduszką. Fakt, że ciężko jest dostrzec na zdjęciach.

- To nie jest prawda. Tam nie ma żadnego siedzenia. Sprawdziłem to bardzo dokładnie. Gdzie jest fotel spikera każdy widzi. Jak mówię, niech pan Ziobro w polskim Sejmie - bo przecież nie będzie pan z Ziobro jechał do Japonii - niech zza mównicy w polskim Sejmie skoczy na fotel spikera. Raz jeszcze powtarzam. Do tego trzeba małpiej zręczności, a pan Ziobro ma tylko małpią złośliwość. Na pewno ten test prawdy obleje.  

Mówi pan "małpia złośliwość", mówi pan "kłamstwo". No to na takie kłamstwa i małpie złośliwości jest jeden środek: pozew w trybie wyborczym.

- Trzeba to rozważyć moim zdaniem, oczywiście, ja jestem zdania, że jeśli osoba publiczna, zaangażowana po stronie jednego z kandydatów tak prymitywnie kłamie, to trzeba go za to ukarać. 

Czyli pan by go pozwał w trybie wyborczym na miejscu sztabowców Komorowskiego?

- Nie jestem sztabowcem Bronisława Komorowskiego, ale uważam, że takie ordynarne kłamstwo, w sposób oczywisty godzące w dobry wizerunek prezydenta i kandydata na prezydenta, powinno być skwitowane tam, gdzie w czasie wyborów jest właściwe miejsce.

Czyli w sądzie.

- Ale jak mówię - nie moja decyzja, znam litościwe serce pana prezydenta Komorowskiego, nie wiem, czym się to skończy, natomiast ja nie mam wątpliwości, że to było przekroczenie nie tylko prawa, ale i w ogóle ludzkiej przyzwoitości. Pan Ziobro zachował się jak zwykły, mały kłamczuszek. Ale jego kłamstewko jest na bardzo króciutkich nóżkach.

Panie profesorze, ale mówił pan: czeladnik, mówił pan: mistrz z czeladnikiem, nie będziemy debatować, nie ma sensu. Ale jest tak, że czeladnik jest w pełnym natarciu, a mistrz wygląda jakby troszeczkę spał.

- Miałem pewną satysfakcję, sama osoba, o której pan mówi powiedziała: tak, byłem czeladnikiem, jestem już mistrzem.

A czy pan się dzisiaj uparł, że nie wymieni nazwiska Andrzeja Dudy?

- Właśnie pan się zorientował.

Co pana pytam, to pan unika.

- Postanowiłem sobie, że będę mówił tylko o dobrym urzędowaniu Bronisława Komorowskiego i zajmował się przekazywaniem informacji o tym urzędowaniu.

Czyli nazwiska "Duda" nie wymieni pan przez najbliższe dwa miesiące i parę dni?

- Ależ skąd, dlaczego nie? To jest bardzo piękne, góralskie nazwisko. Proszę popatrzeć - Andrzej Duda.

A, padło jednak!

- Tak, Andrzej Duda, ceniony przez wielu Polaków kandydat na prezydenta, pan przewodniczący "Solidarności" Duda, autentyczny trybun ludowy i związkowiec z krwi i kości... natomiast będę się zajmował mówieniem uczciwie, prawdziwie o wielkiej aktywności prezydenta Komorowskiego.

Bo rozumiem, że pan też ma przekonanie, że to, że na cel główny swoich ataków pan i inni politycy wybrali sobie Andrzeja Dudę - tak naprawdę zaowocowało tym, że zdefiniowaliście go jako głównego kontrkandydata Bronisława Komorowskiego i pewnie mu parę punktów procentowych dodaliście.

- Tak twierdzą PR-owcy, tak...

I pan się z tym zgadza?

- Ja nie jestem PR-owcem. Powiedziałem kilka słów prawdy o panu Dudzie już kilkanaście dni temu, bo to mi serce dyktowało. Nie rachowałem tego PR-em, ale być może jeśli chodzi o PR to zachowałem się niezbyt rozsądnie.

To może czas się zmierzyć z tym Dudą w konfrontacji bezpośredniej, czyli w debacie? Rozumiem, że sztabowcy o tym myślą?

- Panie redaktorze, nie wiem o czym myślą sztabowcy. A co mogę powiedzieć, to jakie jest moje zdanie w tej sprawie. Nigdzie, jak pan wie na świecie, to się do tej pory nie zdarzyło, żeby urzędujący prezydent debatował w gronie kilkunastu pretendentów do prezydentury.

Ale to można wybrać jakąś formułę, w której nie będzie kilkunastu, tylko pięciu z najwyższymi sondażami.

- Ja nawet mogę zaproponować panu Dudzie taką formułę. Niech pan Duda się zmierzy z tymi pozostałymi kandydatami. Niech się odbędzie taka debata i jak się okaże, że rzeczywiście wygrał tą debatę, to jako zwycięzca tej debaty, wtedy może moim zdaniem zaproponować debatę Bronisławowi Komorowskiemu. Natomiast jest rzeczą nieuczciwą, że pan Duda nie chce kandydować z innymi tylko mówi : ja tylko mogę jeden na jeden z Komorowskim. Taka sytuacja to może być tylko wtedy, kiedy pan Duda będzie miał silny mandat do takiej dyskusji jeden na jeden.  

To na koniec pytanie. Co prezydent i pan zrobicie ze sprzeciwem sporej części rodzin Smoleńskich wobec takiej a nie innej lokalizacji pomnika. Będziecie z nimi dyskutować jeszcze o tym? Czy to już jest przesądzona sprawa?

- Ja nie wiem, czy to jest przeciw sporej części.

Część bliska, powiedzmy Prawu i Sprawiedliwości mówi: nie tu na Krakowskim Przedmieściu. Nie podoba nam się ta lokalizacja.

- Ja rozumiem, bo taka była konkluzja spotkania tych rodzin w Belwederze z udziałem prezydenta - tego drugiego - że teraz rodziny które chcą tej lokalizacji, czy akceptują tą lokalizację. Bo propozycja z Rady Warszawy, porozumieją się z pozostałymi rodzinami i wydaje mi się, że to jest tak piękna lokalizacja, że właśnie większość rodzin będzie tą lokalizacją popierała.

I że nie ma o czym dyskutować?

- Nie. Jest oczywiście o czym dyskutować. Moim zdaniem trzeba wysłuchać opinii wszystkich rodzin, ale ja nie sądzę, tak jak według mojego rozeznania, to nie jest opinia zdecydowanej większości rodzin, że to jest zła lokalizacja.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje