Reklama

Reklama

Michał Woś w RMF: Za miesiąc będę ministrem środowiska

Myślę, że za miesiąc będzie to już w pełni prawda - tak minister Michał Woś odpowiadał w Popołudniowej rozmowie w RMF FM na pytanie, kiedy w końcu zostanie szefem resortu środowiska. Gość Marcina Zaborskiego zapewniał, że przygotowanie podziału resortów klimatu i środowiska to "bardzo skomplikowana sprawa". Przez najbliższy miesiąc Woś będzie zajmował się m.in. dzieleniem etatów w nowym resorcie.

Marcin Zaborski, RMF FM: Mógłbym pana przedstawić jako ministra środowiska, ale to byłaby nieprawda.

Reklama

Michał Woś: Myślę, że za miesiąc będzie to już w pełni prawda.

Myśli pan, że za miesiąc będzie Ministerstwo Środowiska w Polsce?

22-23, czyli na najbliższym Sejmie, ustawą o działach administracji zajmie się Sejm, później ustawa trafi do Senatu.

Senat zbiera się na początku lutego. 5-7 lutego.

Jeżeli przyjmie bez poprawek - wówczas trafi do pana prezydenta, jeżeli będą poprawki - wróci do Sejmu. W połowie lutego jest kolejny Sejm.

Rząd w obecnym składzie działa ponad dwa miesiące. Ministerstwa Środowiska, którym ma pan kierować, wciąż nie ma. Co pan robi od ponad dwóch miesięcy w rządzie? Za co panu płacimy dzień po dniu?

W pierwszej kolejności za przygotowanie podziału. To rzeczywiście jest bardzo skomplikowana sprawa. Ta ustawa - zgodnie z moją zapowiedzią w RMF, nazajutrz po naszej ostatniej rozmowie przekazałem panu premierowi projekt ustawy.

"Przekazałem już dziś ustawę, która precyzuje działy administracji" - to było 21 listopada. Minęły dwa miesiące i co? To pana ustawą zajmą się teraz posłowie?

To jest ustawa, którą wypracowaliśmy. To była podstawa do współpracy między różnymi ministrami, oczywiście z ustawy, która dzieliła Ministerstwo Klimatu od Ministerstwa Środowiska, czy w jakiś tam sposób przekształcała Ministerstwo Energii w Ministerstwo Klimatu, a z Ministerstwa Środowiska wyjmowała dwa departamenty. Ta ustawa przerodziła się w większą ustawę, bo oczywiście doszły jeszcze aktywa państwowe i różnego rodzaju uszczegółowienia.

Pan pisał ustawę, pisał ją razem z ministrami, tymczasem ustawa trafia do Sejmu jako projekt poselski. Bardziej wyraźnego dowodu na to, jak to wszystko wygląda, jeśli chodzi o pisanie dzisiaj prawa w Polsce, już nie da się znaleźć.

Wszyscy jesteśmy członkami, ja też jestem członkiem, klubu parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość. Też jestem posłem na Sejm. Doszliśmy do wniosku - wspólnie, że nasi posłowie taki projekt przedłożą z tej racji, żeby sprawnie ten proces podziału Ministerstwa Klimatu od Ministerstwa Środowiska przebiegł.

Żeby było sprawnie. Tak samo było z ustawą sądową, tą najnowszą, którą też zgłosili posłowie. Choć, jak słyszeliśmy, w Ministerstwie Sprawiedliwości, nad nią pracowano?

Współpracowano w Ministerstwie Sprawiedliwości, chociażby z tej racji, że jednym ze zgłaszających posłów był Sebastian Kaleta, który jest wiceministrem sprawiedliwości. Więc oczywiście tu nie ma rozbieżności między tym, jaką politykę przyjmuje klub parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości a jaką politykę przyjmuje rząd kreowany przez klub parlamentarny.

Co będzie pan robił jeszcze przez miesiąc? Skoro to ministerstwo ma za miesiąc dopiero powstać?

W tym czasie szczegółowo dzielimy, to nie są proste sprawy, związane z budżetem, etatami, pracownikami, budynkiem, miejscem.

Czyli pan rządzi w tym ministerstwie, chociaż nie jest pan ministrem i ministerstwa wciąż nie ma?

Współpracuję z panem ministrem Kurtyką w sprawach, które będą odnosić się do mojej części ustawy działowej. Natomiast, w sposób formalny, czynności formalne sprawują podsekretarze stanu, którzy są odpowiedzialni. Akurat pani minister Golińska, czy pan minister Dziadzio, to są te sprawy z jednej strony ochrona przyrody - Główny Konserwator Przyrody, w drugiej strony Główny Geolog Kraju, to są ci ministrowie, którzy prowadzą sprawy.

Panie ministrze, prezydent dużo mówi ostatnio o sędziach. Pan tego, jak rozumiem, słucha w międzyczasie, a pan prezydent mówi na przykład tak: "ci ludzie przypuszczają huraganowe ataki na polskie władze i załatwiają różnego rodzaju obce interwencje w Polsce". Czy pana zdaniem wizyta Komisji Weneckiej w Polsce była obcą interwencją?

Moim zdaniem na pewno niedopuszczalna sytuacja jest taka, kiedy do procesu legislacyjnego w Polsce, nieskończonego procesu legislacyjnego - przypominam, czyli na etapie senackim, zaprasza się w nieformalny sposób między innymi przedstawicieli Komisji Weneckiej, czy jeździ się do Brukseli do komisarz europejskiej, konsultować polskie ustawy i sprawy.

Jeśli pan pozwoli, zaglądam na stronę Stałego Przedstawiciela Polski przy Radzie Europy w Strasburgu i tam czytam, że Komisja Wenecka to jest takie ciało, które wydaje opinie prawne właśnie w sprawach ustaw, które są dopiero co opracowywane, są nad nimi prace prowadzone w parlamencie, albo już obowiązują. Tu się nie dzieje nic takiego, czego by Komisja Wenecka na co dzień nie robiła.

Nie, Komisja Wenecka jest związana swoimi statutami. Zgodnie z tymi statutami, żeby mogła podjąć, opiniować - musi o to wystąpić państwo. Przedstawicielem polskiego państwa, czyli tym właściwym w stosunkach dyplomatycznych, zgodnie z konstytucją, sprawy zagraniczne prowadzi Rada Ministrów we współpracy z prezydentem... Więc to rząd...

Cytat ze strony, którą przywołałem, stałego przedstawicielstwa RP przy Radzie Europy w Strasburgu" "Wniosek o opinię prawną ws. danego aktu prawnego może złożyć państwo członkowskie - w nawiasie: parlament, rząd lub głowa państwa". Marszałek Senatu nie jest przedstawicielem parlamentu w tym przypadku?

Marszałek Senatu jest przedstawicielem izby wyższej parlamentu i jako przedstawiciel izby wyższej, jak mówiliśmy, może jakieś rzeczy oczywiście współpracować, natomiast...

Komisja Wenecka się pogubiła przyjmując to zaproszenie do Polski, rozumiem?

Zdecydowanie nie było to działanie na zaproszenie polskiego rządu i nie było to działanie państwa polskiego.

Pan prezydent mówi dalej tak: "Nie będą nam w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce i jak mają być prowadzone polskie sprawy..." Panie ministrze, dlaczego polski rząd nie był tak stanowczy, kiedy konsultowaliśmy na przykład ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej za granicą? Przypadkiem nie było tak, że daliśmy sobie wtedy narzucić coś za granicą?

Weźmy pod uwagę to, że tamta ustawa została przyjęta przez parlament, a potem oczywiście były prowadzone różnego rodzaju rozmowy w związku z reakcją światową, więc z nikt z nas nie spodziewał się aż takiej reakcji światowej. Interes Polski wymagał takiego, a nie innego działania, ale co ważne...

Cytat oficjalny z komunikatu Ministerstwa Sprawiedliwości: Ministerstwo Sprawiedliwości wprost wskazywało wtedy, że - cytuję: "Projekt ustawy był od samego początku konsultowany ze stroną izraelską".

Projekt ustawy był konsultowany w ten sposób, że był przedstawiony do opiniowania w ramach procesu legislacyjnego i w ramach tego procesu legislacyjnego, który jest standardowy, wpłynęło też stanowisko ambasady. Natomiast nie było tak, że ktoś z polskiego rządu jechał w ramach, w czasie trwania polskiego procesu legislacyjnego do Tel Awiwu i prosił o opinię. Więc jest zasadnicza różnica...

Projekt był od  początku konsultowany ze stroną izraelską, panie ministrze...

Nie, ale jeżeli ambasadorowie... Oczywiście różnych krajów, różne placówki zgłaszają swoje uwagi czy wątpliwości, ale to nie jest tak, że pytamy, jadąc do obcych stolic, co można zrobić w tę czy drugą stronę...

Jeśli chce się znaleźć różnice, zawsze się je znajdzie, panie ministrze...

Przyzna pan, że ta różnica jednak jest. Może jest ona subtelna, ale jest konkretna. Nikt nie jechał do Tel Awiwu pytać o to, jak ma wyglądać polska ustawa.

Były też wyjazdy do Tel Awiwu. Pamięta pan doskonale, jak to wszystko wyglądało.

Nie przed przyjęciem ustawy.

Delegacje z Polski jeździły także do Izraela. Prezydent, choćby w Zwoleniu, wytykał części sędziów, że byli wcześniej w partii, w PZPR. Tu się zastanawiam, dlaczego PZPR w życiorysie na przykład pana Stanisława Piotrowicza nie przeszkadzała, gdy wysyłaliście pana posła do Trybunału Konstytucyjnego?

Wie pan, ja należę do nowego pokolenia w polityce i mi akurat przeszkadzało.

I głosował pan przeciwko tej kandydaturze?

Już powiem czemu. Bardziej mi jeszcze przeszkadzały jego rzekome zarzuty na temat stawiania zarzutów w stanie wojennym. Ja sobie to zweryfikowałem. Były dwa przypadki, kiedy pan Piotrowicz jako prokurator został obniżony stopniem, czyli z prokuratury wojewódzkiej został skierowany do prokuratury niższej i miał tylko dwie sprawy polityczne: jedną umorzył, za to mu pani podziękowała, można sprawdzić dokładnie. A w drugiej i to powiedzieli mi doświadczeni prokuratorzy, bo prosiłem o weryfikację, tak prowadził to postępowanie, żeby umorzyć sprawę.

Piotrowicz w PZPR-ze to nie problem, rozumiem? Zweryfikował pan to i żadnego kłopotu nie było.

Razi mnie członkostwo w PZPR-ze, natomiast na pewno nie jest tak, że powinniśmy się wszyscy dać ponieść tej narracji, że Piotrowicz jako prokurator stanu wojennego szkodził polskiemu państwu. 

Autor: Marcin Zaborski

Opracowanie: Jonasz JasnorzewskiJustyna Lasota-KrawczykMalwina ZaborowskaMagdalena Partyła

Więcej w RMF 24

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje