Reklama

Reklama

Marek Opioła: CBA? Brakuje realnej walki z korupcją

- Marszałek poprosił, żeby komisja się zebrała i sam przyszedł, rzeczywiście była pora późna. Jeśli marszałek dostaje wniosek od premier o wyrażenie opinii przez komisję, to dlaczego to ma czekać do rana? Jeśli ja miałem już posiedzenie komisji, przyszli ministrowie Kamiński i Macierewicz, to dlaczego mieliśmy tego nie robić? – tak w Kontrwywiadzie RMF FM mówi o nocnym odwołaniu szefów służb, szef komisji ds. służb specjalnych Marek Opioła.

Konrad Piasecki: Czy szefów służb specjalnych koniecznie trzeba odwoływać w nocy?

Marek Opioła: - Panie redaktorze. Jaka noc? Jakie odwołanie?

Jakaś to 11 była, czy nawet 12 w nocy. Co takiego nagłego i pilnego przemawiało za tym, żeby akurat w nocy ze środy na czwartek to robić?

- Po pierwsze, panie redaktorze, pan marszałek poprosił, żeby komisja się zebrała i sam przyszedł, żeby ukonstytuowała się, po zakończonych głosowaniach i rzeczywiście była pora późna. Ale posłowie pracują wtedy, kiedy muszą. I w związku z tym, jeżeli się ukonstytuowaliśmy...

Reklama

To można było pójść o krok dalej?

- Ale jeżeli pan marszałek dostaje wniosek od pani premier o wyrażenie opinii przez komisję w sprawie odwołania szefów służb, którzy złożyli sami dymisje...

... to nie może to poczekać do rana?

- Ale dlaczego ma czekać, jeżeli komisja była w pełnym składzie?

Żeby zachować świeżość umysłu. Poranną. A nie nocne zmęczenie.

- Świeżość umysłów posłów jest też wieczorna, popołudniowa i jest taka sama. Tylko mówię, że jak pan marszałek dostaje taki wniosek i przekazuje go do komisji - w związku z tym, jeżeli ja już miałem posiedzenie komisji, przyszli też ministrowie, którzy prezentowali ten wniosek, czyli pan minister koordynator Mariusz Kamiński i szef MON Antoni Macierewicz, to dlaczego mieliśmy tego nie zrobić. I zrobiliśmy to.

Czy szefowie służb sami chcieli odejść, czy zostali odwołani mocą i decyzją premier i koordynatora spec-służb?

- Zostałem poinformowany i komisja została poinformowana na posiedzeniu, że sami złożyli dymisje.

Mariusz Kamiński skarżył się parę dni wcześniej, że oni nagle chcą odchodzić. Że to jest niepoważne, że w obliczu zagrożeń należałoby z tym poczekać, że oni powinni zdać służbę następcą. I oto się okazało, że te wszystkie słowa są nieistotne, bo i tak trzeba ich wyrzucić.

- Ale to panie redaktorze były słowa zupełnie jak rozumiem sprzed rozmowy z panami, szefami służb, jak już była nominacja pani premier i jak zostali powołani nowi ministrowie i spotkali się z szefami służb, może wtedy wręczyli dymisje.

Zastanawiam się, dlaczego, skoro sami chcieli odejść, to Kamiński uznawał to za groźne, a jak szybko zaczęło się ich odwoływać to już groźne nie było.

- Ale nie, panie redaktorze, różnica polega na tym, że jak ktoś próbuje samemu odejść i nie ma żadnego kontaktu i nie ma nawet formalnej ścieżki do tego, żeby...

... się podaje do dymisji, żeby wyczyścić sytuację. Żeby ułatwić nowym ministrom ich odwołanie.

- Chodziło o to, że jeżeli panowie mieli pomysł, żeby odejść... wcześniej, to nie można było inaczej tego mówić, jak to mówił pan minister Mariusz Kamiński.

Nie. Oni się tylko podali do dymisji.

- Panie redaktorze, ale to jest tkanka, która jeżeli szef mówi o tym, że odchodzi i jakby zostaje przez jakieś chwile zawieszenie. W związku z tym chodzi o to, żeby ta instytucja - jeszcze przede wszystkim służby specjalne - normalnie funkcjonowały.

Zastanawiam się, czy one normalnie funkcjonują, skoro szef dyplomacji w TVN24 mówi: minuta funkcjonowania tych służb, była większym zagrożeniem niż to zagrożenie, które płynie z poza Polski. Cóż takiego strasznego ci szefowie służb robili, że byli aż takim zagrożeniem?

- Ale panie redaktorze - jak rozumiem pan minister Witold Waszczykowski mówił o tej przeszłości, czyli właśnie AntyKomorze...

Mówił, że minuta funkcjonowania tych służb była ogromnym zagrożeniem.

- On w jakiś sposób podsumował to, co się działo przez ostatnie osiem lat i to jest jego wersja.

I pańskim zdaniem rozsądnie podsumował?

- To jest pytanie do pana ministra.

Nie, to jest pytanie do szefa komisji, czy tak samo ocenia polskie służby.

- Ja zupełnie inaczej oceniam te służby. Były momenty takie, z którymi się jednak zgadzam z panem Witoldem Waszczykowskim, jak np. akcja Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w stosunku do strony AntyKomor.pl i tego typu działania. A były też takie, w których normalnie funkcjonariusze realizowali codziennie swoją pracę.

Czyli Waszczykowski się zagalopował - mówiąc krótko.


- Panie redaktorze - to pana słowa.

A pan im nie zaprzeczy.

- Nie, zupełnie na to inaczej patrzę.

Bo Witold Waszczykowski mówi też o podsłuchiwaniu i inwigilowaniu prezydenta. O co chodzi?

- Panie redaktorze, krótka pamięć. Nie pamięta pan? Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego - w CAT-cie został zarejestrowany śp. Lech Kaczyński do bazy danych.

I był podsłuchiwany jako prezydent?

- Nie wiem tego, nigdy tego nie udało nam się potwierdzić.

Bo Witold Waszczykowski tak mówi. Coś wie - jak rozumiem.

- Witold Waszczykowski był w czasie incydentu gruzińskiego bodajże zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, więc jak rozumiem ma pewnie wiedzę na ten temat.

Ale rozumiem, że pan nie ma tej wiedzy, iż prezydent był podsłuchiwany.

- Nigdy nie posiadałem takiej wiedzy, nie udało się nam jej zweryfikować, bo przez ostatnie 8 lat Platforma blokowała pewne informacje dla komisji.

Szefowie specsłużb odwołani. A czy - gdyby ustawa na to pozwalała - PiS odwołałby też szefa CBA?


- To jest pytanie do pani premier.

A jak pan ocenia działalność ministra Wojtunika, czyli szefa CBA?

- Są momenty, kiedy pan minister jest przeciwnikiem wszystkich opcji politycznych z punktu widzenia jego funkcjonowania. Ale są też momenty, które nie podobają się w ramach funkcjonowania Centralnego Biura Antykorupcyjnego. W związku z tym jest to ocena wyważona. Z jednej strony można chwalić działania i trudność funkcjonowania Centralnego Biura Antykorupcyjnego, ale z drugiej strony brakuje mi takiego pazura i takiej realnej walki z korupcją - chociaż pan mi pewnie powie: "no jak to, przecież Bury został właśnie doprowadzony do prokuratury".

Inna sprawa, że na polecenie prokuratury.

- Ale właśnie - od dwóch lat mamy problem z tą sprawą. Od dwóch lat mówimy o tej sprawie i dopiero jak wyborcy powiedzieli "stop PSL-owi i panu Buremu"...

... przede wszystkim skończył się Buremu immunitet, co było absolutnie kluczowe w tej sprawie.

- Widocznie prokuratura oceniała te materiały Centralnego Biura Antykorupcyjnego za niewłaściwie.

Panie przewodniczący - Prawo i Sprawiedliwość ma plany wzmocnienia CBA, rozbudowania tej służby specjalnej. Pytanie - czy będziecie to robić jeszcze pod wodzą Wojtunika? Czy poczekacie aż Wojtunik skończy swoją kadencję?

- Panie Redaktorze. Na dzień dzisiejszy szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego to pan Paweł Wojtunik. Plany dotyczące - to pytanie do  pana ministra koordynatora -  jak one wpłyną do Sejmu to będziemy na ten temat rozmawiać. Dla mnie najważniejsza jest teraz inna kwestia. Np. wykonanie Trybunału Konstytucyjnego wyroków w kwestii właśnie uprawnień operacyjnych śledczych. To stoi przed nami jako wyzwanie i to trzeba w najszybszym czasie przeprowadzić.

A to... a propos koordynatora. Czy koordynatorowi spec-służb Mariuszowi Kamińskiemu do czegoś było potrzebne akurat teraz prezydenckie ułaskawienie?

- Panie Redaktorze. Wydaje się i dobrze, że to się stało tak szybko, dlatego, że to oczyszcza atmosferę i decyzja pana prezydenta...

Tak. Tylko czy on - bez tego ułaskawienia - miałby ograniczony dostęp do jakichś informacji?

- Nie. To nie chodzi o dostęp do informacji. Tu chodzi o ...

... to dlaczego zrobiono to akurat w tym momencie?

- Pan się mnie pyta o intencje pana prezydenta. Ale to jest - tak jak mówię - pytanie do pana prezydenta. Ja nie byłem przy podejmowaniu tej decyzji.

Pytałem też o pańską ocenę polityczną i ocenę szefa komisji.

- Znaczy ja powiem jasno: decyzja pana prezydenta- i nie ma co z nią dyskutować -  bezsprzecznie, oczyszcza całą tą sprawę i jakby robi porządek w tej kwestii. Dlatego, że za każdym razem opozycja by nam zarzucała, że pan Mariusz Kamiński jest właśnie po pierwszej instancji, czeka na drugą instancję w związku z tym...

... sam Mariusz Kamiński mówił, że  nie interesuje go ułaskawienie. Jego interesuje tylko uniewinnienie.

- Ale jak widać, pan prezydent podjął inną decyzję.

Najwyraźniej Mariusza Kamińskiego też zaczęło interesować to ułaskawienie, skoro złożył do prezydenta wniosek o nie.

- To jest też, jak mówię, pytanie do pana Mariusza Kamińskiego.

Skoro pan mówi, że nie można dyskutować z decyzjami prezydenta... Nie no. Żyjemy w demokratycznym kraju. Uważam, że można dyskutować.

- Nie no. Dyskutować w sensie takim: została podjęta, możemy mówić o intencjach różnego rodzaju i ocenie. Ale ja mówię o twardości, czyli właśnie- została podjęta i pan prezydent ma do tego pełne prawo.

To na koniec cytat: "Zasada rotacyjności szefa speckomisji jest nadal istotna dla zagwarantowania pluralizmu politycznego. Nie może być w warunkach demokracji konstytucyjnej przekreślona z dnia na dzień". Posłanka Pawłowicz tak mówiła, kiedy jeszcze była...

- Pani profesor Krystyna Pawłowicz w 2009...

 ...profesorem, prawnikiem i nagle Prawo i Sprawiedliwość robi skok na rotacyjność komisji.

- Wiedziałem, że o to będzie pytanie.

Jakże pan przewidujący! Ale co się takiego stało, że nagle słowa pani Pawłowicz przestały być istotne?

- Nie. One są nadal istotne..

...ale rotacyjności już nie ma.

- No dobrze, panie redaktorze. Tylko był to rok 2009...

A teraz jest 2015.

- Jasne. Tylko, że w sytuacji takiej, że rotacyjność się nie sprawdziła i rozmawialiśmy w Sejmie o tym wielokrotnie, że nie sprawdziła się, dlatego, że sama Platforma, która ją wprowadziła, zaczęła ją łamać i wtedy...

Nie. Łamać, nie. Zaczęła łamać ją... to, że opozycja nią w części kieruje.

- Ale mówiła o tym, że będzie nią opozycja głównie kierowała, a tak naprawdę kierowała koalicja rządząca.

Czasami warto wczytać się w opinie profesor Pawłowicz. Nawet w te z 2009 roku.

- Ale to była zupełnie inna sytuacja. To dotyczyło pana ministra Zielińskiego, gdzie właśnie był w takiej samej sytuacji, że ta rotacyjność nie była egzekwowana.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy