Reklama

Reklama

Leszek Miller: Jesienią upływa moja kadencja. Nie ma przeszkód, żeby zgłaszali się kandydaci

"Jestem szefem Sojuszu z woli ponad 20 tys. członków SLD, jesienią upływa moja kadencja i nie ma przeszkód, żeby już się zgłaszali kandydaci na moje miejsce" - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM szef SLD Leszek Miller, pytany o swoje odejście. "W SLD nie brakuje młodych ludzi. Będą młodzi liderzy, oczywiście. Jest nowa sytuacja, która wymaga nowych propozycji i nowego języka" - ocenia były premier. Zdaniem Millera partia ma szansę na sukces, jeżeli "znajdzie pomysł, jak wykorzystać miejsce, które się tworzy i wejść z nowym programem".

Konrad Piasecki: Prezes od trzech dni imprezuje - pan pogrąża się w żałobie?

Leszek Miller: - Nie. Natomiast życzę panu Kaczyńskiemu utrzymania się w formie.

Ale widzi pan jaka kondycja - trzy dni kładzie się spać o świcie.

- Podziwiam, a pewnie to nie koniec.

W prezydencie Dudzie Leszek Miller wietrzy swoją szansę?

- Obydwaj kandydaci to przecież kandydaci prawicowi, którzy nie zauważyli, że w Polsce następuje przyspieszona prywatyzacja usług publicznych. Nie zauważyli, że rozdział kościoła od państwa jest fikcją. Wielu rzeczy jeszcze innych nie rozważyli. Natomiast niewątpliwie zwycięstwo pana Dudy stwarza zupełnie nową sytuację polityczną.

Reklama

Ale sytuację, w której pan i SLD będą kreowały się na przedmurze obrony Polski przed strasznym PiS-em i jego prezydentem?

- Nie, to już nie działa i niewątpliwie zakończył się model bipolarnego podziału sceny politycznej.

Ale pan tez już PiS-em straszyć nie będzie?

- Myśmy nigdy nie straszyli PiS-em.

No nie, no nie.

- Mówiliśmy o pewnych zjawiskach, które nas niepokoiły, natomiast PO mobilizowała swoich wyborców poprzez taką antypisowską retorykę. I to się skończyło. Można powiedzieć że wybory wyzerowały scenę partyjną, bo wyczerpała się dominująca oś sporu PO-PiS, czy PO kontra PiS.

Tak, tylko jeśli się wyczerpała to raczej nie z wróżbą pomyślności dla SLD, bo na to miejsce wchodzi raczej Kukiz niż Miller.

- To otwiera pole dla różnych ugrupowań, także to tworzy nową sytuację dla SLD, bo przecież ten werdykt wyborców to jest także surowa ocena 10 lat transformacji, 10 lat obecności w UE i świadectwo tego, że na transformacji zyskały głównie banki i korporacje, a nie ludzie.

Ta transformacja to już ma nawet 26 lat, nie tylko 10.

- Ale ja mówię o tej "10", która wynika z obecności z UE.

W tych wyborach obywatel Miller zagłosował na obywatela Dudę?

- W tych wyborach obywatel nie zagłosował ani na jednego, a ni na drugiego, choć wziął udział w wyborach....

Czyli oddał pan głos nieważny.

- ...Dlatego że ja nie miałem swojego kandydata, o czym zresztą wcześniej już wspominałem.

Ale mógł pan na koniec z zaciśniętymi zębami jednak na któregoś z nich zagłosować. Mimo braku miłości do żadnego.

- Nie zauważyłem żadnych sygnałów ze strony obydwu kandydatów...

Nie uwiedli pana.

- ...które by to sygnały mnie uwodziły. Zresztą myślę, że spora część naszych wyborców, naszego elektoratu zrobiła podobnie.

Ale te prawie 17 milionów do urn jednak poszło. Współczuje pan prezydentowi Komorowskiemu?

- Współczuję w tym sensie, że bardzo mnie przygnębiły pierwsze reakcje jego koleżanek i kolegów...

Czyli to, że wyrzekają się go koledzy, to jest największy powód do współczucia.

- ...gdzie na drugi dzień Platforma Obywatelska się demonstracyjnie odcięła. Jednego dnia pan prezydent Komorowski był mężem stanu, a drugiego dnia był obcym mężem, który poniósł dotkliwą klęskę...

Trochę normalny los przegranych.

.- ..w której Platforma Obywatelska nie ma żadnego udziału.

Nie myśli pan, że to normalny los politycznie przegranych?

- No tak, ale wie pan... tak po ludzku współczuję panu prezydentowi Komorowskiemu.

A myśli pan, że jeszcze wróci czy już po nim?

- Myślę, że wróci, dlatego że dostał przecież ponad osiem milionów głosów...

Ma kapitał.

- Ma kapitał, oczywiście.

Ale wróci do tego stopnia, żeby za pięć lat powalczyć z Dudą o reelekcję? Czy to se ne vrati?

- Możliwe. Możliwe. W każdym razie sytuacja zaczyna być bardzo ciekawa. Jak pan wspomniał o kapitale, to można powiedzieć, że właśnie w tym okresie polskiej transformacji w Polsce zbudowano kapitalistów, ale nie zbudowano kapitalizmu rozumianego jako społeczna gospodarka rynkowa - a to jest przecież zapisane w konstytucji.

A doradzałby pan Komorowskiemu, okiem weterana polskiej polityki, start w wyborach parlamentarnych?

- Jeżeli nie jest zniechęcony, jeżeli ma jeszcze taki temperament polityczny, to czemu nie. Tylko wie pan: szeregowy poseł - były prezydent...

No nie ma tradycji.

- Może marszałek Sejmu przynajmniej. Ale rzeczywiście to jest trudna sytuacja dla każdego ustępującego prezydenta.

Ustępującemu i przegranemu pan współczuje, a sobie pan nie współczuje?

- Sobie nie, dlatego że nie mogę się roztkliwiać nad moim własnym losem, tym bardziej...

Bo pana też się koledzy wyrzekają i też wzywają pana do ustąpienia.

- ...że jak powiadam: jest zupełnie nowa sytuacja, na pewno jest wiele ciekawych zapotrzebowań, np. skoro mamy w Polsce kapitalizm, to Polska powinna się zachowywać jak spółka z 36 milionami udziałowców, tzn. powinniśmy mieć jako Polacy możliwość zysków z tej spółki, uczestniczyć w całości w efektach PKB w postaci chociażby dywidendy corocznej w zależności od wzrostu produktu krajowego brutto.

Jakieś widzę pomysły na wybory już się panu snują po głowie... Ale ta dywidenda to jak by miała wyglądać?

- Zamiast mówić o prekariuszach, powinno się mówić po prostu o robotnikach. I nasz program powinien - myślę - to uwzględniać - robotnicy 2015, czyli współczesna klasa średnia. Prekariat.

Czyli co, takim współczesnym Ludwikiem Waryńskim chce pan być?

- Nie, uważam, że jest nowa sytuacja, która wymaga nowych propozycji i nowego języka.

Ale w tej nowej sytuacji rada wojewódzka SLD w Lublinie wzywa: "Millerze, odejdź". Wielkopolska się burzy. Łódź się burzy. Chyba będzie się pan musiał podać do dymisji z tego wszystkiego.

- Proszę pana, ja jestem szefem Sojuszu z woli ponad dwudziestu tysięcy członków SLD, bo tyle na mnie głosowało w wyborach bezpośrednich. Jesienią upływa moja kadencja. Nie ma zatem przeszkód, żeby kandydaci na moje miejsce się już zgłaszali.

Czyli pan ostatnią szarżę jeszcze parlamentarną chce przeprowadzić?

- To jest nasza kuchnia, o której będziemy mówili w sobotę. Sytuacja w SLD to jedno, ale o wiele ciekawsza, o wiele bardziej pasjonująca jest sytuacja na zewnątrz.

Czyli? Czyli PiS, Platforma...

- O tym mówimy. Ta nowa sytuacja wynikająca z rozpadu systemu bipolarnego i wzajemnego szachowania się. SLD jeśli znajdzie dobry pomysł, jak wykorzystać to miejsce, które się tworzy, jak wejść z nowym programem, nowym słownictwem, nowymi propozycjami, to ma ogromną szansę.

Ale myśli pan też o jakimś zjednoczeniu lewicy, ściągnięciu pod flagę - albo bez flagi SLD już - Palikota, Napieralskiego znowu, Rozenka, Kalisza?

- Otrzymałem list od szefa OPZZ. To jest apel do różnych struktur lewicy, partii politycznych, w którym szef OPZZ proponuje, aby szybko się spotkać i określić jakieś minimum programowe, a także zastanowić się, czy można razem zbudować platformę wyborczą.

I pan odpowiada "tak".

- To jest bardzo interesujące i odpowiadam "Tak". I cieszę się, że to są związki zawodowe, bo skoro musi być w programach partii lewicowych więcej ukierunkowania się na los człowieka, na jego potrzeby, to związki zawodowe są tutaj bezcennym partnerem.

A nie myśli pan, że wybór Dudy pokazuje, że w tym sezonie politycznym będziemy stawiali na młodość, a nie na weteranów?

- Bardzo możliwe. W SLD nie brakuje młodych ludzi. Moi bliscy współpracownicy to są ludzie z młodego pokolenia. Bardzo się z tego cieszę.

Młodego lidera brakuje.

- Właśnie będą młodzi liderzy, oczywiście.

To nie jest kraj dla starych ludzi.

- Myśli pan? To ja od razu protestuję.

Politycznie starych.

- Szanowni seniorzy, którzy utrzymują tych młodych, bo przecież ci biedni, bezrobotni młodzi korzystają z emerytur swoich dziadków i babć, także z pomocy ojców. Szanowni seniorzy, ja uroczyście protestuję przeciwko sugestiom, że do niczego nie jesteście już potrzebni.

Ale milion złotych pan przeputał na kandydatkę, która się nawet SLD wyrzekła. Błąd, błąd, błąd.

- W porównaniu do 20 milionów Platformy Obywatelskiej, która na drugi dzień po wyborach uznała, że nie miała żadnego kandydata. Cóż to jest panie redaktorze?

I jeszcze zakład pan przegrał.

- Zakład przegrałem, tak, i przyniosłem czerwone wino z mojej ulubionej Toskanii. Gratuluję panu, że pan wygrał.

Bo mówił pan: "będzie pan zapraszał prezydent doktor Magdalenę Ogórek". Bardzo się nie sprawdziło.

- Jak pan widzi, ja zawsze dotrzymuję słowa.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy