Reklama

Reklama

Kurski: Polscy chłopcy ginęliby dziś w Donbasie. Sikorski chciał sojuszu z Ukrainą

"Ewa Kopacz zmyśliła, że priorytetem PiS-u jest wojna z Rosją" - mówi w Kontrwywiadzie radia RMF FM Jacek Kurski. Zdaniem Kurskiego, jeżeli ktoś już chciał wysyłać na Wschód wojska, to był to Radosław Sikorski. - Kiedy Donald Tusk na początku 2014 roku zwołał posiedzenie ponadpartyjne po agresji Putina, to Sikorski zaproponował, że jedną z opcji jest zawarcie sojuszu dwustronnego Polski i Ukrainy. To oznaczałoby, że dziś polscy chłopcy ginęliby w Donbasie - dodaje.

Konrad Piasecki: W trójmiejskim studiu ciągle niemogący wrócić do PiS, jego syn marnotrawny, Jacek Kurski, dzień dobry.

Reklama

Jacek Kurski: Witam pana bardzo serdecznie. Dlaczego niemogący wrócić?

To jest pytanie do pana.

- Pozwólmy działać naturalnym procesom.

A te procesy polegają na procesach politycznych czy raczej prywatnych?

- Jestem politykiem zjednoczonej prawicy, pozostającym w regularnym kontakcie z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim.

Ale dlaczego ciągle nie może pana przyjąć na łono partii?

- Dlatego że czas jest najlepszym lekarstwem. Trzeba czasu, spokojnie.

Ten sam czas, który ma wyleczyć Adam Hofmana i spółkę.

- Jestem, że tak powiem, z innego zbioru i z innego zasobu. Miałem dłuższą przerwę i pewnie muszę troszeczkę dłużej poczekać, ale spokojnie.

To cień nadziei czy już absolutna wiara, że Andrzej Duda zostanie prezydentem?

- No,  to już jest absolutny cień nadziei. Do tej pory odmawiano Andrzejowi Dudzie nadziei na drugą turę. Po konwencji, która pokazała miażdżącą przewagę nad urzędującym prezydentem w sensie witalności, komunikatywności, energii, wizji Polski, nikt nie ma wątpliwości, że druga tura będzie. A jeżeli uda się uczynić z drugiej tury plebiscyt za lub przeciw dotychczasowym rządom PO, to jest wielka szansa wygrać z Bronisławem Komorowskim. Jest nowe rozdanie w Polsce, jest nowa nadzieja i zaczął się prawdziwy mecz.

Tyle że Duda jest wciąż mało znany i wciąż ma dużo gorsze sondaże niż Prawo i Sprawiedliwość - że o Bronisławie Komorowskim, z którym - jak pan twierdzi - ma duże szanse wygrać w drugiej turze, nie wspomnę.

- Jak ma być lepiej, jeśli nawet ta konwencja została zignorowana - z wyjątkiem przemówienia Andrzeja Dudy - przez wszystkie telewizje informacyjne.

Brakowało panu transmisji Janusza Rywińskiego?

- Oczywiście, że tak. Jak miała konwencję Platforma, to były wielogodzinne przemowy numer 7, 8, 9, 10...

Którą konwencję?

- Poprzednie wyborcze.

I Janusza Rywińskiego, gdyby występował, też by puszczano? Nie, nie, nie.

- Oczywiście, że by puszczano.

Ja trochę więcej wiem o telewizjach informacyjnych niż pan.

- Ale Natalia Niemen. To są elementy pewnej popkultury, ale bardzo ciekawe dla ludzi. Więc jest skandalem, że wszystkie trzy telewizje informacyjne nie pokazały tej konwencji. Pokazały wyłącznie przemówienie Andrzeja Dudy. A potem są zarzuty, że jest mała rozpoznawalność.

Będzie pan teraz mówił, że wszystko przez telewizje informacyjne, które nie pokazują całej konwencji. Dudę pokazały, więc jeśli Duda ma stać się rozpoznawalny, to po tej konwencji się stanie.

- Tak, ale gdyby była rzeczywiście równość szans, to ta konwencja byłaby pokazana, może nie w całości, ale powiedzmy 1 godzinę. Czyli pół godziny przed przemówieniem Andrzeja Dudy powinna być transmitowana, przynajmniej przez telewizje informacyjne, przecież one po to są.

Ale panie pośle, wy nie możecie ciągle grać na tym samym bębenku, że "fatalne media nie pokazują naszego kandydata, działają przeciwko Prawu i Sprawiedliwości, dlatego przegrywamy".

- Nie, nie przegrywamy, dlatego że konwencja jest zapowiedzią wielkiego zwycięstwa. Mało tego, druga rzecz, która zdarzyła się w ten weekend, jest zapowiedzią wielkiego zwycięstwa, to znaczy uzupełniające wybory w okręgu Mysłowice-Bieruń-Lędziny i prawie 50-procentowe poparcie dla kandydata PiS-u w okręgu, z którego dała dyla do Europy pani komisarz Bieńkowska. Czy pamięta pan, ile poprzednio wzięła Bieńkowska i Raś w tym okręgu?

Zapewne doskonałe wyniki miała Bieńkowska, ale tutaj była niska frekwencja...

- 76 proc. razem wzięli. Teraz PO wzięła 29, a PiS, które poprzednio wzięło 22, teraz prawie 60. Prawie trzykrotny wzrost PiS w okręgu śląskim, czyli mateczniku PO. To jest zapowiedź zwycięstwa i Andrzeja Dudy i PiS.

Jeszcze jakieś niedostatki Dudy pan widzi, czy już pełnia szczęścia, charyzmy, sił i kompetencji?

- Panie redaktorze, jestem politykiem zjednoczonej prawicy i chcę, żeby Andrzej Duda wygrał.

Dlatego nie będzie pan mówił o jego ułomnościach ewentualnych?

- Nie będę mówił o żadnych ułomnościach, bo ich na pierwszy rzut oka nie widzę.

A na drugi?

- Na drugi też nie widzę. Na trzeci też nie widzę, panie redaktorze...

Czyli ucieleśnienie marzeń o silnym rywalu dla Komorowskiego.

- Limes nieskończoność też nie widzę, żeby była jasność panie redaktorze.

A za brak precyzji w wypowiedzi na temat polskich wojsk na Ukrainie powinien dostać od partii żółtą kartkę?

- To był brak precyzji w przekręconych słowach przez panią Kopacz. Pani Kopacz zmyśliła, że priorytetem PiS jest wojna z Ukrainą i że to jest priorytet Andrzeja Dudy. Andrzej Duda zrobił dyplomatyczny unik. Jak dyplomata mówi "tak", to znaczy, że "być może". Jak mówi, że "być może", to znaczy, że "nie". I oczywiście, że "nie". Prawo i Sprawiedliwość i zjednoczona prawica uważa, że w tej sprawie powinniśmy działać razem i prezentować swoje stanowisko, mieć ambicję, żeby polskie stanowisko wpływało na stanowisko Unii Europejskiej i NATO, natomiast nie podejmować żadnych prywatnych wojen z Rosją - to jest oczywiste.

Ale nie myśli pan, że w taką romantyczną i godnościową politykę obozu zjednoczonej prawicy i Prawa i Sprawiedliwości wpisanie ewentualnego wysłania polskich wojsk na Ukrainę czy dostarczania broni na Ukrainę - przed czym Andrzej Duda też już się zaczął bronić - doskonale by się wpisywało. A wy teraz jakbyście nie pamiętali o dziedzictwie Lecha Kaczyńskiego.

- Bywają takie momenty w historii, kiedy to, co na pierwszy rzut oka wygląda romantycznie, jest twardą, realną polityką. Czymś takim była wizyta pięciu prezydentów, którą Lech Kaczyński zorganizował w sierpniu 2008 roku w Tbilisi.

Właśnie o tym mówię - romantyczna i godnościowa polityka.

- To był moment tego "wind of opportunity". To był moment empatii międzynarodowej. I to tworzyło realne fakty presji międzynarodowej na Rosję, wsparte wizytą Sarkozy'ego w Tbilisi.

Czy dzisiaj dostarczanie broni nie byłoby taką realną i aktywną polityką?

- Ja akurat nie mam nic przeciwko dostarczaniu broni. Czym innym jest dostarczanie broni niż wysyłanie wojsk.

Ale Andrzej Duda już ma.

- Nie muszę mieć tutaj takich samych poglądów. Broń się produkuje na wojny. W Polsce mamy fabryki broni - Pionki, dość przypomnieć słynne branżowe derby Granat Skarżysko gra z Bronią Radom. Mamy fabryki zbrojeniowe. Przecież one nie służą wyposażeniu Filharmonii Wiedeńskiej, tylko jakiejś armii. Jeżeli w pobliżu mamy wojnę i akurat Ukraina została napadnięta przez Rosję w bardzo brutalny sposób, łamiący zasady współżycia międzynarodowego po II wojnie światowej, to ja akurat nie mam nic przeciwko temu, żeby Polska sprzedawała - w jakimś rozsądnym kredycie. Natomiast czymś innym jest wysyłanie wojska. Jeżeli ktoś chciał wysłać wojsko, to chciał to zrobić Sikorski. Nie wiem, czy pan pamięta, kiedy Donald Tusk na początku 2014 roku zwołał takie ponadpartyjne posiedzenie w swojej kancelarii po agresji Putina, to Sikorski zaproponował, że jedną z opcji jest zawarcie sojuszu wojskowego, dwustronnego Polski i Ukrainy, co by oznaczało, że dzisiaj polscy chłopcy ginęliby w Donbasie. To był pomysł Sikorskiego.

Czyli nowa narracja PiS się rodzi.

- To są bzdurne teorie, w ogóle to jest coś nieprawdopodobnego, że w realnej polityce Platforma...

Jedna ważna sprawa, o której chciałem porozmawiać, a czas nam się kończy powoli. "Prezesie, czas jest nieubłagany, a gotowość do odejścia jest miarą dojrzałości" - tak mówi niedoszły kandydat PiS na prezydenta profesor Nowak. No i co pan na to?

- Zupełnie się nie zgadzam.

Może czas na zmiany?

- Akurat te słowa padły w momencie, kiedy Jarosław Kaczyński stoi u progu swojego największego życiowego, politycznego zwycięstwa, czyli moim zdaniem zjednoczona prawica ma szanse na większość bezwzględną, absolutną w nowym Sejmie i Senacie i te wyniki na Śląsku, jak również konwencja Andrzeja Dudy, są tego oczywistymi zapowiedziami.

Ale może właśnie ta konwencja pokazuje, że czas na młodych, że oto zdaje się 42-letni, żeby mu nie zaglądać za bardzo w metrykę, Andrzej Duda wychodzi i okazuje się być realnym jak pan mówi, realną kontr kandydaturą dla Bronisława Komorowskiego.

- Panie redaktorze, ja przez 3 lata testowałem alternatywne wobec Jarosława Kaczyńskiego przywództwo młodzieży, ja już dziękuję za młodzież. Jarosław Kaczyński nie ma alternatywy i powiem panu, że Ronald Reagan, najgenialniejszy prezydent XX wieku w Stanach Zjednoczonych, zaczynał prezydenturę, kiedy miał 69 lat. Konrad Adenauer, najwybitniejszy kanclerz niemiecki, zaczynał swoje rządy kiedy miał 73 lata, a kończył kiedy miał 87. Jarosław Kaczyński jest młodzieżą w porównaniu z Adenauerem.

I w wieku 67 lat sobie poradzi?

- Poradzi sobie, pomimo tego...

Ale wie pan, że są takie momenty w historii, gdy nawet najwięksi przywódcy zaczynają ludzi nużyć, drażnić, uwierać, kiedy ci łakną kogoś nowego, młodego.

- Jarosław Kaczyński potrafi zbudować drużynę młodych ludzi od Dudy poprzez znakomitego, właśnie to można było pokazać na tej konwencji, prezydenta Stalowej Woli - 29-latka charyzmatycznego, fantastycznego, poprzez również już niemłodego, ale np. mówiącego te słowa, pozostającego w regularnym kontakcie z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim, co też stanowi wróżbę zwycięstwa zjednoczonej prawicy.

Konrad Piasecki



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje