Reklama

Reklama

Kłopotek: Polska idzie na czele antyrosyjskiej krucjaty

"Powiem to, o czym wszyscy Polacy mówią głośno: po co nam to było! Po co ciągnęliśmy Ukrainę do UE? Idziemy na czele antyrosyjskiej krucjaty i uderzenie rosyjskie będzie przede wszystkim w nas" - mówi Eugeniusz Kłopotek w Kontrwywiadzie RMF FM.

Konrad Piasecki: Chłopi was zabiją za ten wieprzowo-świński problem.

Reklama

Eugeniusz Kłopotek: - Czy nas?

Was, was. Was PSL. Waszego ministra rolnictwa.

- Ja powiem tak: wiadomo, że pierwsze odpryski już są tej dużej geopolityki. Ale z drugiej strony jak się idzie na czele antyrosyjskiej krucjaty to uderzenie może być przede wszystkim w nas.

A my idziemy?

- A tak to nie wygląda?

Niepotrzebnie pańskim zdaniem?

- Przesadzamy, bo przede wszystkim powinna Unia Europejska razem ze Stanami Zjednoczonymi mówić jednym głosem, kroczyć jednym głosem i podejmować decyzje wspólnie i razem a nie każdy kombinuje na swoją stronę.

Ale tak czy inaczej jeśli Rosja uderzałaby to najbardziej w Polskę, czy Litwę, kraje nadbałtyckie, bo my najbliżej i w nas najłatwiej uderzyć.

- Panie redaktorze, proszę zauważyć, czy ktoś będzie chciał umierać za Krym? Putin zrobił co trzeba i co mamy dalej robić?

Ale myśli pan, że chłop zrozumie, że Ukraina, Majdan, geopolityka, Rosja i trzeba się pogodzić z rosyjskim odwetem?

- Polski rolnik po części to rozumie. Ale z drugiej strony będzie oczekiwał skutecznych działań ze strony naszego rządu w tym również ze strony naszego ministra rolnictwa. Ale co ten bidny chłopak ma zrobić? Myślę tu o ministrze Sawickim...

... już nie taki chłopak...ale bidny rzeczywiście.

- Ale w tym momencie politycznie bidny, prawda? Dlatego, że to są po prostu inne mechanizmy. Już powyżej ministra rolnictwa rządu polskiego.

Czy pan "gęsiowy" potentat rozumie?

- Ja gęsiowy potentat rozumiem, dlatego, że moja gęś idzie przede wszystkim na Zachód a nie na Wschód.

Czyli gęś polska nie ucierpi? A jest tak, że gęś współczuje świniom afrykańskich problemów?

- Gęś ma swój rozumek, swój móżdżek. natomiast powiedzmy sobie szczerze, że to wszystko jest sztucznie wywołane po to, żeby m.in. nam dopiec. Bo przecież polskie świnie są zdrowe. Podobno jakieś dwa dziki padły.  Tylko fragmenty nawet tych dzików gdzieś znaleziono. 

Myśli pan, że je nam podrzucili?

- Nie, nie wierzę w to, że podrzucili. Przecież granica dla zwierząt dziko żyjących nie może być zabezpieczoną w stu procentach.

Trudno powiedzieć, czy one po białorusku mówiły, czy po polsku.

- No właśnie.

No dobrze, ale jak chłop nie zrozumie, to was okrutnie pobije w eurowyborach.

- Niewątpliwie nie jest to dobry czas dla Polskiego Stronnictwa Ludowego, bo te wszystkie zewnętrzne historie, które się dzieją, raczej nam nie sprzyjają. Ale ja wiem, że wierny dotychczas Polskiemu Stronnictwu Ludowemu wyborca przy Polskim Stronnictwie Ludowym pozostanie i ten wynik nie będzie gorszy od tego, który był pięć lat temu.

Nie będzie tak, że to będzie Waterloo dla PSL-u? Pierwsze wybory, w których nie przeskoczycie progu?

- Nie sądzę, żeby Polskie Stronnictwo Ludowe nie przekroczyło progu, natomiast rewelacji pewnie też nie będzie. Ale powalczymy, zobaczymy.

A jak się nie uda - to zabije Piechocińskiego?

- Wie pan co, zobaczymy 26 maja.

Bo, zdaje się, jest wielu takich, którzy przebierają nogami i szykują się na jego miejsce.

- Trzeba sobie szczerze powiedzieć: mam nadzieję, że tak nie będzie, ale gdyby eurowybory okazały się porażką, to następuje wewnętrzne rozliczenie kierownictwa partii z prezesem na czele.

Cięcie głów.

- Ale ja wierzę w to, że jednak przetrwamy, a wybory samorządowe, które są jesienią, znowu nam dodadzą wiatru w żagle.

Waldemar Pawlak coś cięty na swojego następcę.

- No ostatnio rzeczywiście trochę zaskoczył w wywiadzie.

"Piechociński, jak padł na kolana, to z nich wstać nie może" - mówi Pawlak.

- No to ja mówię: "Waldek! No to pomóżmy mu wstać! Jeśli uważasz, że nadal klęczy, no to chodź - ja mam swoją siłę, ty, Waldek, też masz swoją siłę - pomóżmy wstać!".

Podobno ludowi ministrowie zastraszeni. Tusk na nich krzyczy, a oni siedzą cichutko. To znowu Waldemar Pawlak.

- No to ja pokrzyczę trochę na Tuska i zobaczymy. Wyrówna się.

Ale to jest tak, że to jest odwieczny brak miłości między Pawlakiem a Piechocińskim czy coś jest na rzeczy?

- No nie ma tutaj chyba specjalnej weny pomiędzy tymi dwoma znakomitymi postaciami Polskiego Stronnictwa Ludowego. Szkoda, że tak jest, ale może to wszystko da się jeszcze ułożyć.

Ale w tym, co mówi Pawlak, jest trochę racji? Bo on rysuje taki obraz - symbolicznie - Piechociński padł na kolana, czyli ukorzył się przed Platformą Obywatelską i przed Tuskiem, i PSL nie ma nic do gadania.

- Ja myślę, że być może to wszystko jest przejaskrawione, ale zarówno jeden jak i drugi koalicjant widzi, że to już nie przelewki. Żarty się skończyły i za chwilę będziemy rozliczani. I każdy - po pierwsze - musi pomyśleć o swojej przyszłości, ale pomyślmy też o wspólnej koalicyjnej przyszłości.

Ale pan też ma poczucie, że Pawlak był twardy jak diament, a Piechociński miękki jak glina?

- Każdy z nich ma trochę inne cechy charakteru, każdy ma swoje plusy, każdy ma swoje minusy, ale ja myślę, że na kłopoty Kłopotek też jest dobry.

A Pawlak sfrustrowany.

- Gdzieś tam na pewno jest jakaś zadra, ale myślę, że to minie.

A pana nie frustruje start do europarlamentu?

- Ja jestem już od czasów studiów, od prawie 40 lat, członkiem Polskiego Stronnictwa Ludowego...

Partia powiedziała: 'Gienek startuj' i Gienek nie ma wyjścia...

- Jeżeli mam nadal jakiś znaczący potencjał wyborczy, jestem stamtąd, czyli z Kujaw i Pomorza, to ja łaski nie robię. Kandyduję, a co będzie - zobaczymy.

Ale myśli pan: 'Poradzę sobie, jak przyjdzie co do czego, pasuję tam'?

- Ja wierzę w to, że ci którzy do tej pory mi zawierzyli, głosowali na mnie, ten swój głos oddadzą?

Ja rozumiem, że oni oddadzą, tylko pytanie - jak wyślą pana do tej Brukseli, czy pan tam sobie poradzi?

 - Wie pan, ja już tam byłem dziesięć lat temu obserwatorem w Parlamencie Europejskim i myślę, że to była dobra lekcja i ona na pewno będzie mi procentować, gdyby tak się zdarzyło, że nagle wyborcy moi wysyłają mnie do Brukseli.

Nagle, nieoczekiwanie. Ale przyjmie pan mandat? Bo też PSL ma czasami to do siebie, że wygrywacie wybory, a potem mandatu nie przyjmujecie i  ktoś kolejny bierze.

- Rzadko, bardzo rzadko się to zdarza, ale ja wychodzę z takiego założenia; jeżeli już tak wyborcy by zdecydowali, to by było niepoważnym z mojej strony powiedzieć "nie, nie sorry, ja wolę zostać przy gęsiach w Kołudze". Na pewno zostanę w woj.kujawsko-pomorskim.

A propos, sorry to jak u pana z angielskim?

 - I speak English enough well.

Yeah?

 - Yes.

Enough for you to be in Parliament? Bo pana wyciągnąłem dzisiaj z lekcji angielskiego, więc mam trochę wyrzuty sumienia.

 - Poświęciłem nawet, żeby pójść do Kontrwywiadu.

A jeszcze a propos wypowiedzi wczorajszej Jarosława Kaczyńskiego, pan by zniósł w Polsce niemieckiego żołnierza?

 - Wie pan, ja nie wiem dlaczego ministrowi Sikorskiemu marzy się jakaś wojenka, jakieś wzmocnienie wschodnich rubieży naszego kraju obcym wojskiem. Co się dzieje, panie ministrze? Ja proponuję i proszę, niech pan pohamuje.

No, ale dlaczego by nie mieć tutaj żołnierzy, którzy w razie czego byliby w stanie zareagować, a przede wszystkim by odstraszali?

 - Tak, ale z drugiej strony, no panie redaktorze, nie tak dawno, widzi pan mnie znowu wyciąga na spytki, ale trzeba powiedzieć, naprawdę to, co myślą ludzie. No jeżeli nie tak dawno, dwa tygodnie temu, pan premier Tusk mówi, że i straszy trochę Polaków, tu można tłumaczyć to na różne sposoby...     

Pierwszy września, dzieci, szkoła.

- Teraz ministrowi Sikorskiemu marzy się brygada obcych wojsk. Ja mówię: panowie, no pohamujcie. No właśnie, że pierwszego września nasze dzieci mogą nie pójść do szkoły. Teraz ministrowi Sikorskiemu marzy się brygada obcych wojsk, oczywiście natowskich czy amerykańskich, na wschodnich rubieżach naszego kraju? Ja mówię: panowie, no pohamujcie.

Bo ludzi straszycie? Ale może taki jest moment, że trzeba ludzi trochę wystraszyć?

 - Ale dobrze, jeżeli my to zrobimy, to z tamtej strony, po drugiej stronie, też nastąpi wzmocnienie. Eskalujemy? I co, i my prowokujemy jeszcze bardziej?

No wie pan, eskalacja zbroi w latach osiemdziesiątych zabiła Związek Radziecki, to może teraz eskalacja zabije Putina?

 - Wie pan, a teraz powiem to, co mówi większość Polaków: a po co nam to było? Po co na siłę Ukrainę ciągnęliśmy jako Unia Europejska i Polska w tym też brała udział, na siłę, nieprzygotowaną Ukrainę ciągnęliśmy do Unii Europejskiej? Warto by było zadać pytanie tym, którzy tak ciągnęli, czy mając to doświadczenie ostatnich dwóch miesięcy, czy rzeczywiście dwa miesiące wcześniej tak by dalej ciągnęli.

Pan by nie ciągnął?

 - Ja na pewno nie.



Konrad Piasecki

Dowiedz się więcej na temat: Eugeniusz Kłopotek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne