Reklama

Reklama

Karczewski w RMF FM: Słowa Waszczykowskiego to niezręczność językowa

"Powiedział to, o czym wiemy - w jaki sposób wyglądało głosowanie. Po prostu nie było głosowania" - w taki sposób marszałek senatu Stanisław Karczewski w Porannej rozmowie w RMF FM odniósł się do słów ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego dotyczących wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Pytany przez Marcina Zaborskiego o użyte przez szefa MSZ sformułowanie "fałszerstwo", Karczewski odparł: "To za daleko idące określenie, ja się z nim nie zgadzam (…). Powiedzmy, że to jest niezręczność językowa, skrót myślowy".

Marcin Zaborski: Jest pan lekarzem, więc sięgam na początek po medyczną metaforę. Strupy po ranach z brukselskiego szczytu już przyschły, jak się wydawało, aż tu nagle przychodzi szef MSZ i je brutalnie zrywa. Po co?

Reklama

Stanisław Karczewski: Mógłbym chyba odpowiedzieć na to pytanie, że trzeba zapytać się pana ministra Waszczykowskiego.

Ale nie zastanawia się pan, dlaczego minister Waszczykowski rozdrapuje tę zabliźnioną już ranę?

- Powiedział to, o czym wiemy - w jaki sposób wyglądało samo głosowanie. To nie było głosowanie.

Mówił o fałszerstwie.

- To za daleko idące określenie, też nie zgadzam się z nim.

Błąd ministra spraw zagranicznych?

- Nie, to nie jest błąd.

Niezręczność?

- Powiedzmy, że to jest niezręczność językowa. To jest skrót myślowy. Jak byśmy o tym nie mówili - któryś z polityków powiedział też, że zmieniliśmy czas...

Chce pan powiedzieć, że pan minister Waszczykowski się nie wyspał.

- Nie, to nie ja. To powiedział jeden z moich kolegów.

Ale pan wyspany jak widzę.

- Jestem wyspany, taką mam nadzieję.

Minister Waszczykowski mówi tak: "Mamy dzisiaj ekspertyzy, że Tusk został wybrany w sposób, który można zakwestionować na poziomie prawa europejskiego". Widział pan te ekspertyzy?

- Nie, nie widziałem tych ekspertyz. Chętnie się z nimi zapoznam.

Te ekspertyzy, jak się okazuje, są dostępne. Po kilku godzinach minister wyjaśnił, że to nie do końca ekspertyzy, a doniesienia prasowe, pisały o tym gazety.

- Jeśli nie ekspertyzy, a doniesienia prasowe, też chętnie się z nimi zapoznam. Donald Tusk został szefem Rady Europejskiej, przedłużono mu kadencję o 2,5 roku - zobaczymy, jak będzie. Mam nadzieję, że będzie lepiej współpracował. Pierwsza jaskółka jest, bo jednak zadzwonił do pana prezydenta. To dobra jaskółka. Chciałbym, żeby pan Donald Tusk właśnie w taki sposób interesował się sprawami polskimi, nie krytykował polskiego rządu.

Nie uciekajmy od ministra spraw zagranicznych.

- Ale mówimy o wyborze Donalda Tuska, do tego chcę się też odnieść.

Ale mówimy też o ekspertyzach i te ekspertyzy, które - jak się okazuje - są w prasie, pokazują, że mamy politykę zagraniczną prowadzoną na podstawie prasówki?

- Panie redaktorze, ale przede wszystkim należy powiedzieć również, że te wybory, wybory w Unii Europejskiej na ważne stanowiska, na stanowiska w różnych instytucjach Unii Europejskiej, są nieprzejrzyste, są niedookreślone.

Był na to czas, żeby o tym mówić pół roku temu, kilka miesięcy temu. Nagle to odkryliśmy?

- Jest czas, żeby mówić. Właśnie będziemy mówić. Będziemy chcieli, żeby to zmienić, żeby wszystkie wybory na ważne stanowiska były bardziej przejrzyste, w tej chwili nie są. To jeden z przykładów.

Panie marszałku, nagle minister Waszczykowski wczytuje się w to, co piszą gazety, robi z tego użytek. A gdy rok temu można było przeczytać w tej samej gazecie o wątpliwościach dotyczących przeszłości Andrzeja Przyłębskiego, wtedy kandydata na ambasadora Polski w Berlinie, jakoś pan minister nie robił z tego użytku.

- Sprawa ma być wyjaśniona i z tego, co wiem, to jest w trakcie wyjaśniania. Pan minister podejmie odpowiednie decyzje, gdy będzie miał wszystkie dane.

Zamykając wątek ministra Waszczykowskiego - czy to nie jest przypadkiem polityka w stylu "bum-bum". Zna pan takie pojęcie?

- Pojęcie nie jest mi obce.

Krzysztof Szczerski mówił kiedyś tak w Sejmie do Grzegorza Schetyny, wówczas szefa MSZ: "Czasami zdobywa się pan na politykę bum-bum, ale właściwie nie wiadomo po co i o co potem z tymi fajerwerkami w stylu bum-bum chodzi".

- Panie redaktorze, jeśli pan zapytałby mnie o to, jak ja oceniam politykę rządu i naszą politykę zagraniczną, to powiem, że oceniam jako bardzo dobrą.

Bardzo dobrą?

- Bardzo dobrą.

Nie ma żadnych wątpliwości, że coś tu nie gra?

- Natomiast tego typu określenia nie wpływają na to, co przedstawiamy za granicą jako politykę.

Minister Waszczykowski chętnie sięga do gazet, to dzisiaj w tych gazetach przeczyta m.in. tak: "Waszczykowski wali głową w mur", "Wyskok Waszczykowskiego", "Samotna szarża", "Kuriozalna wypowiedź szefa MSZ", "Wielogłos świadczy raczej o bałaganie, niż wirtuozerii".

- Nie, to są zbyt daleko idące określenia. Ja bym tak nie oceniał tego. Było to sformułowanie - jeśli miałbym powiedzieć - niezręczne.

Panie marszałku, a propos niezręczności - śnią się panu po nocach pana słowa o tym, że Łukaszenka to ciepły człowiek?

- Panie redaktorze, ja zakończyłem swą wizytę w Białorusi pełny optymizmu, bo to była bardzo dobra wizyta, bardzo dużo zrobiliśmy dla Polaków tam mieszkających. Byłem podczas ratyfikacji umowy o współpracy oświatowej, byłem podczas podpisywania współpracy między Polską Akademią Nauk i Białoruską Akademią Nauk...

I upojony sukcesem tamtej wizyty pan te słowa wypowiedział? Nie zabrakło panu instynktu politycznego, kiedy pan to mówił?

- Być może mi zabrakło. Na pewno była to ocena bardzo powierzchowna, bo sama rozmowa z Łukaszenką dotyczyła wszystkich tematów. Całą agendę, którą miałem przygotowaną, przeprowadziłem; rozmawialiśmy na wszystkie bardzo ważne tematy, które dotyczą Polaków.

To dzisiaj powiedziałby pan, że "Łukaszenka to ciepły człowiek"?

- Panie redaktorze, powiedziałem, że rozmawialiśmy na wszystkie tematy, które mieliśmy do omówienia. Uważam, że zbliżenie Białorusi...

Czyli rozmowy były konstruktywne, ale to jest zupełnie co innego niż "ciepło" Łukaszenki.

- Niezwykle konstruktywne i potrzebne rozmowy. I tak to odebrałem. Ta powierzchowna ocena tej sytuacji - taka była. W tej chwili zmienia się ta ocena. Niestety, Białoruś traci szansę na współpracę i z Unią Europejską, i z Polską. Bardzo żałuję. Wczoraj wystosowałem rano pismo do swojego odpowiednika Miasnikowicza, w którym apeluję, by zaprzestać represji, zaprzestać łamania swobód obywatelskich, praw człowieka...

Czy zachęcałby pan dzisiaj polskie firmy, polskich przedsiębiorców do tego, żeby inwestowali na Białorusi? Bo kilka miesięcy temu wicepremier Morawiecki był w Mińsku i mówił o tym, że być może - mamy zaproszenie - będziemy brać udział w prywatyzacji na Białorusi.

- Panie redaktorze, też wiem o tym, bo rozmawiałem bardzo długo z panem premierem Morawieckim. Przed wyjazdem rozmawiałem również z panem marszałkiem Terleckim, bo to ich wizyty poprzedzały moją wizytę, rozmawialiśmy na te tematy. Dziś jest duży znak zapytania stojący na granicy polsko-białoruskiej.

Co pan powie tym polskim firmom? Inwestujcie czy poczekajcie?

- Ja bym poczekał w tej chwili, zobaczył, w jaki sposób będzie się rozwijała sytuacja. Jeśli pan pyta co, to ja był powiedział, że jest duży znak zapytania. Wczoraj to mówiłem i powtórzę to - ta nasza wyciągnięta dłoń jeszcze jest, jeszcze jej nie cofnęliśmy. Liczymy na zmianę, na szybką zmianę tej polityki, na ponowne otwarcie na Unię Europejską, na Europę, a również i na Polskę.

Panie marszałku, mówił pan wczoraj, że na pewno PiS weźmie pod uwagę wyniki referendum w Legionowie, referendum dotyczącego metropolii warszawskiej. Co to znaczy "weźmie pod uwagę"?

- Oczywiście, panie redaktorze, gdybym powiedział, że nie bierzemy pod uwagę...

Ale co to znaczy, dokładnie?

- Dokładnie? Co znaczy? To, że weźmiemy pod uwagę.

Czyli Legionowo na pewno w metropolii warszawskiej nie będzie?

- Nie, nie. To ja nie...

To widzi pan - można różnie rozumieć te słowa.

- Panie redaktorze, po pierwsze nie pracuję przy tej ustawie, po drugie, chciałbym powiedzieć, że pracuje zespół nad ustawą i wszystkie te elementy, które się dzieją, i to, co dzieje się wokół, i te wszystkie konsultacje, które są prowadzone, będą wzięte pod uwagę. Warto przypomnieć, że to przecież PO chciała, to przecież starosta...

Pan marszałek o Platformie, a ja jednak o PiS. Panie marszałku, powie pan dzisiaj, tak jak pani poseł Lichocka, pana koleżanka z parlamentu, że te głosy na "nie" dla metropolii warszawskiej i Legionowa, to są głosy "od byłych pracowników Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Feliksa Dzierżyńskiego"?

- Powiem, że to zmienił zdanie były starosta powiatu legionowskiego, który przecież zachęcał w swojej kampanii wyborczej, mówił, że trzeba stworzyć dużą Warszawę.

SB głosowało na "nie" dla metropolii warszawskiej?

- Ja nie wiem, kto głosował...

Tak mówi pani poseł Lichocka.

- Ale ja nie będę komentował tego, co mówiła pani poseł Lichocka.

Dlaczego nie? To pana koleżanka parlamentarna, partyjna.

- Cieszę się bardzo, że jest moją koleżanką, natomiast chcę powiedzieć, że to PO przecież mówiła o metropolii warszawskiej, mówiła o konieczności czy o potrzebie stworzenia metropolii warszawskiej. Zmieniła zdanie, no cóż... Jeżeli pan pyta, panie redaktorze, czy weźmiemy pod uwagę wynik referendum - wszystkie głosy będziemy brali pod uwagę, tworząc tę ustawę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy