Reklama

Reklama

Jurek Owsiak gościem Popołudniowej rozmowy w RMF FM

"Nie jestem facetem, który zabiera głos we wszystkim, zawsze się pojawia i wkłada kij w mrowisko. Robię to wtedy, kiedy istotnie czuję, że coś takiego chciałbym powiedzieć" - podkreślił Jerzy Owsiak w Popołudniowej rozmowie w RMF FM, odnosząc się do tematu "czarnego protestu", w którym zresztą współpracownicy WOŚP brali czynny udział. Pytany przez Marcina Zaborskiego o to, czy należy zmienić obowiązujące obecnie przepisy aborcyjne, stwierdził: "Nie próbuję tutaj postanawiać za kobiety czegokolwiek". W Popołudniowej rozmowie w RMF FM poruszono także temat Tomasza Terlikowskiego. "Pan Terlikowski wmówił mi, że jestem za eutanazją. Nie jestem za eutanazją" - stwierdził twórca WOŚP.

Marcin Zaborski: Jednoczymy Polaków od 25 lat - to będzie hasło najbliższego finału Orkiestry.

Jerzy Owsiak: Od prawie 25 lat, ale po tym ćwierćwieczu, które zaraz będziemy mieli to nic bardziej nie pasuje jak właśnie takie hasło, tym bardziej w dzisiejszych czasach. My naprawdę chcemy grać ze wszystkimi i mam takie poczucie, że gramy ze wszystkimi. Nie pytamy się o kolory, nie pytamy się o filozofię, poglądy polityczne. Nasza pomoc trafia do wszystkich. To chyba jest taka jedna z niewielu akcji, którą dedykujemy i chcemy grać ze wszystkimi Polakami.

Reklama

No właśnie. Pisze pan: Nadal róbmy wszystko, byśmy mogli się łączyć, a nie dzielić, bo nie ma do tego żadnego powodu. Ale z drugiej strony pytanie: Czy wsparcie czarnego protestu jest działaniem, które wpisuje się w ten nurt łączenia a nie dzielenia?

- W moim prywatnym to jest absolutne wsparcie. Nigdy nie odmówię sobie bycia także Jurkiem Owsiakiem. W razie mówię: to jest pogląd mój, mojej żony, nie podpisuję się pod tym jako fundacja. Mówię: to jestem ja, Jurek na moim Facebooku. Zostawiam absolutną wolność przekonań mojej załodze, z którą pracuję - 42 osoby, większość kobiet.

Pisze pan: Ja wspieram ten protest i nasza załoga będzie brała udział w tym proteście. Załoga WOŚP.

- Tak, ale nie odbierajmy tego jako załoga, która nie ma prawda do czegoś. To są ludzie, którzy pracują. Czy by pracowali w piekarni, czy pracowaliby w fundacji...

Ale mogą to robić jako prywatne osoby, nie jako pracownicy fundacji.

- Jako prywatne osoby. Ale czy ktoś widział te osoby pod szyldem WOŚP? To były prywatne osoby wszystkie...

Na Facebooku zdjęcia pokazywane - to można było zobaczyć.

- No tak, ale to były osoby, które prywatnie swój czas i swój urlop poświęciły, żeby wziąć udział w czarnym protestem. W ogóle uważam, że osiągnięciem państwa demokratycznego jest branie udziału we wszelkich tego rodzaju sytuacjach, gdzie możemy pokazać swój pogląd, a nie narzucać, że jeżeli pracujemy w takiej czy innej strukturze, czy jesteśmy mundurowymi czy nie, czy mamy do tego prawo czy też nie. Mamy prawo i dlatego powinniśmy to robić.

No tak, ale kiedy pan pisze: "Nie boję się użyć stwierdzenia, że WOŚP to wspólne dobro wszystkich Polaków" z jednej strony to nie obawia się pan z drugiej, że kiedy zabiera pan głos w sprawie czarnego protestu, aborcji, otwiera pan zupełnie nowy front, w którym fundacja jest w centrum?

- Nie boję się tego, ponieważ na dzień dzisiejszy mamy zarejestrowanych chyba już prawie 600 sztabów. W zeszłym roku o tej porze tego nie było. Ja myślę, że to nie jest jakieś politykowanie, to nie jest wymyślanie siebie i myślenie, jak to ludzie odbiorą, czy to będzie jakiś zysk czy nie. Politycy tak myśli. To politycy robią pewnego rodzaju gesty, puszczają do nas oko i oceniają, jak to będzie odebrane. Ja to robię od siebie. Od 25 lat ludzie mnie znają i wiedzą, że nie jestem facetem, który zabiera we wszystkim głos, zawsze się pojawia i wkłada kij w mrowisko. Robię to wtedy, kiedy istotnie czuję, że coś takiego chciałbym powiedzieć. A zwrotną mam wspaniałą na dzień dzisiejszy.

Ale zabiera pan głos ws. aborcji i kierowane są pod pana adresem pytania. Np. Tomasza Terlikowskiego pytanie, z którym polemizuje pan w internecie. Tomasz Terlikowski pyta tak: Czym różni się noworodek urodzony w 24 lub 25 tygodniu ciąży i uratowany, także za sprawą sprzętu WOŚP, od tego, który ma 23 tygodnie i podejrzewany jest o Zespół Downa?

- Ale ja w ogóle nie rozmawiam z panem Terlikowskim. Tutaj jest taka próba powiedzenia słuchaczom, że ja z nim dyskutuję.

Jest wymiana listów internetowych.

- Nie, nie wymieniłem żadnego listu z panem Terlikowskim, broń Boże, to nie jest dla mnie temat do rozmowy z panem Terlikowskim.

Dlaczego nie chce pan z nim rozmawiać?

- Bo dla mnie jest to człowiek, który jest zakręcony w tym, co mówi, w tym co robi. Już parę lat temu, kiedy wmówił mi, że jestem za eutanazją. Przekręcił moje słowa. Sobie darowałem jakąkolwiek dyskusję, ponieważ jeżeli będziemy dyskutowali o Zespole Downa to właśnie Orkiestra i ja osobiście jestem człowiekiem, który w bardzo wielu miejscach jest świadkiem, że te dzieci żyją, że te dzieci się rozwijają, że tym dzieciom pomagamy. Bo także pomagamy, mamy pomoc indywidualną. To nie jest temat, który można wrzucić do jednego worka. Biorąc udział w takim proteście nie jestem za wieloma rzeczami, za którymi są ludzie, którzy radykalnie chcą coś zmienić.

To za czym pan nie jest protestując w czarnym proteście?

Tej ustawy, która jest, nie trzeba - uważam - ruszać na dzień dzisiejszy i wielu, bardzo wielu ludzi, którzy wyszli wtedy na ulice, miało takie same poglądy. A więc byli bardzo radykalni ludzie - ich nie można wrzucać do jednego worka i mówić mi, że jeżeli ja mówię o ludziach w podeszłym wieku, którzy w strukturach dzisiejszej opieki zdrowotnej... to jest jak państwowa eutanazja, oni po prostu czekają na śmierć, czekają na powolną śmierć, bo ta opieka jest bardzo słaba. My dużo zmieniliśmy, a pan Terlikowski mi mówił, że jestem za eutanazją. Nie jestem za eutanazją. To samo tutaj: nie jestem za radykalizmami.

Zostawmy ten spór. Już kilka lat temu szef fundacji Prawo do Życia Mariusz Dzierżawski namawiał pana w liście otwartym do tego, żeby zabrał pan głos i ujął się za nienarodzonymi dziećmi właśnie z zespołem Downa. Przekonywał, że jeśli ktoś taki jak pan zabierze głos, to pewnie wielu polityków przekona.

Ale ja swoje robię. Ja nie muszę (wypowiadać się) tylko na zawołanie, być kolesiem, któremu ktoś powie: to proszę zabrać głos w tej sprawie, czy w innej. Drodzy słuchacze, my dostajemy listy ws. przemalowania Pałacu Kultury i zburzenia go - żebym też zabrał w tym głos, żeby autostrada nie szła na pewno przez Ursynów... Ja nie jestem dyżurnym wołaczem, któremu ktoś przyjdzie i powie, co ma zrobić. 25 lat ratowania życia ludzkiego - jeżeli chcemy porozmawiać o samym ratowaniu życia ludzkiego, to mogę usiąść z każdym, kto ma do mnie jakieś pretensje albo mnie o coś prosi i tylko mu powiem: to ty teraz rozwiąż sytuacje, które fundacja rozwiązuje codziennie, prośby, że jeżeli nie zapłacimy za operację, to dziecko umiera. My musimy odpowiedzieć na to. Ja muszę się pod tym podpisać, moja żona. Nie ten, który pisze i ma tylko hasła: to proszę się ująć za dziećmi, które są z zespołem Downa. Tak, ujmuję się, oczywiście. Uważam, że te dzieci także powinny przyjść na świat i powinniśmy być obok tych dzieci - i jesteśmy.

I w związku z tym należy zmienić przepisy, żeby była możliwa aborcja z tego właśnie powodu?

A nie, ten powód ostateczny zostawiam kobietom. Absolutnie to nawet nie próbuję za kobiety tutaj cokolwiek postanowić.

Sąd postanowił, że ma pan zapłacić 5 tysięcy złotych grzywny za zniesławienie i znieważenie blogera znanego jako Matka Kurka, którego nazwał pan nierobem. To jest wyrok nieprawomocny. Pan się będzie odwoływał?

Będę się odwoływał, ponieważ wydaje mi się, że człowiek, z którym spotykałem się na sali sądowej i według mnie, bo na własne uszy to słyszałem, kiedy groziła mu kara grzywny, wtedy udowadniał w sądzie, że jest niepracującym. No nie ma innego słowa w moim języku, może być jeszcze leń, ale leń to jest słaby pracownik. A słowo "nierób" w języku polskim oznacza człowieka, który nie podejmuje pracy zarobkowej, nie pracuje.

Ale sąd uznał, że te przytyki poszły jednak za daleko.

Ale sąd ma takie prawo, absolutnie. Dlatego ja tutaj nie siedzę i nie mówię: Zły sąd. Ten pan bloger, kiedy była sprawa nie po jego myśli, był skazany, nazywał sądy stalinowskimi. Ja tak nie nazywam. Uważam, że tak ocenił sąd, tak ocenił sędzia. Czekamy na apelację, gdzie będziemy udowadniali, będziemy próbowali udowodnić czy przekazać informację, że słowo "nierób" oznacza człowieka, który nie podejmuje pracy.

Ten bloger został wcześniej skazany za zniesławienie i znieważenie pana. Pytanie, czy nie ma pan ochoty tak zwyczajnie, po ludzku, przeciąć tej sprawy i dać spokój.

Ale tak! To mówiłem to, właśnie na sali sądowej. Kiedy pan sędzia taki wyrok ustanowił, powiedziałem: Jeżeli chce pan bloger usłyszeć słowo przepraszam, to właśnie je mówię: przepraszam. To powiedziałem.

Ale to będzie pan apelował, czyli nie zamykamy sprawy.

No tak, ale to właśnie sędzia nie przyjął tej mojej dobrej propozycji. Teraz mnie pan pyta, czy przeprosiłem. Właśnie to zrobiłem na sali sądowej. Są sędziowie, którzy wtedy wykorzystują ten moment i mówią: Uczyńmy to polubownie. Ten sędzia z tego nie skorzystał. W związku z tym jest taki wyrok. Słowo "nierób". Jestem sam ciekaw, co powiedzą o tym ludzie, którzy znają język polski, którzy wiedzą, jak to słowo mogło być użyte lub nie.

Marcin Zaborski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy