Reklama

Reklama

Jadwiga Staniszkis w RMF FM: Chciałabym, żeby Rzepliński kandydował

- Siłą Andrzeja Dudy jest umiejętność deklamowania, rezonowania, retoryka, upajanie się własnym głosem, to wytrzymywanie przerw. I to się ludziom podoba, ale ja szukam raczej treści. U niego jest przesyt formy przy minimalnej treści - powiedziała prof. Jadwiga Staniszkis w Popołudniowej rozmowie w RMF FM.

Marcin Zaborski, RMF FM: Słyszała pani, że następne wybory prezydenckie będą rozstrzygnięte w pierwszej turze?

Prof. Jadwiga Staniszkis: - Nie wiem, zobaczymy.

Tak mówi szef biura prasowego prezydenta Marek Magierowski. Wskazuje na sondaże poparcia i na sondaże zaufania, gdzie - jak mówi - "prezydent nie ma dzisiaj konkurentów".

- Tak, jest na pierwszym miejscu w tych sondażach zaufania, ale zobaczymy, kto będzie konkurentem obecnego prezydenta i jaka będzie postawa mediów.

A dzisiaj widzi pani konkurentów dla Andrzeja Dudy na przyszłość?

Reklama

- Myślę, że jest jeszcze trochę czasu, żeby namówić kilka osób. Ja będę starała się to robić.

A kogo będzie pani namawiała w takim razie?

- No na pewno nie Tuska, chociaż on mógłby wygrać z panem Dudą. Ja bardzo krytykowałam jego politykę, jego sposób bycia, jego sposób łamania ludzi we własnej partii, taki w białych rękawiczkach. To widać po Schetynie. Ja znam Schetynę, jak jeszcze był studentem, działał w niezależnych związkach i ja po prostu jakoś się z nim kontaktowałam. Widać, jak bardzo został złamany i jak w tej chwili się odbudowuje, ale skutecznie się odbudowuje, bo w porównaniu z Petru, on jednak miał znacznie lepszą strategię. Wyczuwał, że nie można zaakceptować tego, co było wcześniej nielegalne, co dla PiS-u jest normalnością. 

To jeśli nie Tusk, to Schetyna będzie właśnie tym, kogo pani będzie namawiała?

- Nie sądzę, że Schetyna będzie chciał. Ale myślę, że uda się znaleźć osoby, które wygrają z Dudą.

To chociaż jedno nazwisko podajmy, żeby zaspokoić ciekawość niektórych naszych słuchaczy.

- Nie wiem. Wie pan, to jest odległa kwestia - za trzy lata. Chciałabym zresztą, żeby mówiło się o Andrzeju Rzeplińskim. Nawet się mu to zarzucało, że on o tym myśli. Powiem szczerze, że chciałabym, żeby kandydował.

A dlaczego byłby pani zdaniem dobrym prezydentem?

- Po pierwsze sądzę, że on by nie robił tego, co robi prezydent Duda. To znaczy systematyczne łamanie konstytucji, już nie tylko po prostu zatwierdzenie tych sędziów dublerów, ale wybór nowej pani prezes, o której Rzepliński mówi "ta pani", bo szacunek dla stanowiska nie pozwala mu powiedzieć o niej "prezes Trybunału Konstytucyjnego". Myślę, że stosunek do prawa, w tej chwili to jest - dla mnie - papierek lakmusowy; przy tym niszczeniu instytucji pilnujących rządów prawa - dzisiaj dowiadujemy się o Krajowej Radzie Sądownictwa - to po prostu dla mnie to by wystarczyło.

Pytanie, czy Rzepliński ma to, co jest potrzebne, żeby wygrać wybory prezydenckie w Polsce. Przed wyborami mówiła pani, ze Andrzej Duda nie ma charyzmy i że jest potrzebny ktoś bardziej odporny i waleczny. Sondaże pokazują, że Andrzej Duda cieszy się poparciem czy zaufaniem mnóstwa Polaków.

- Ja znałam prezydenta Lecha Kaczyńskiego i miałam nadzieje, że Duda, pracując w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, po prostu będzie lepiej rozumiał, jakie są granice tej władzy, że będzie wykorzystywał możliwości, że po prostu będzie inny. Ale myślę, że jego profesorowie, prof. Zoll i tak dalej, bardzo szybko zgasili te oczekiwania, znając go jako studenta. Jego siłą jest coś, na co nawet ja po prostu bym się nie zdobyła - taka umiejętność takiego deklamowania, rezonowania, retoryka, upajanie się własnym głosem, to wytrzymywanie przerw. I to się ludziom podoba, ale ja szukam raczej treści. U niego jest przesyt formy przy minimalnej treści.

Nie kryła pani wcześniej, że bardzo ceni Antoniego Macierewicza. Jeśli spojrzymy na rok pracy rządu, ponad rok, to właśnie wokół szefa MON i jego zaplecza pojawia się sporo wątpliwości, sporo pytań, sporo uwag. Najnowsze kłopoty - samochodowy rajd z Torunia do Warszawy z karambolem po drodze, a w jednej z limuzyn Macierewicz, albo z drugiej strony wciąż powracające kłopoty z Bartłomiejem Misiewiczem.

- Wie pan, to jest o tyle dramatyczne, że powiedzmy na poziomie elity się łamie konstytucję, a tutaj się myśli, że można sobie pozwolić - gdzieś jakiś mały tam funkcjonariusz prowadzący ten samochód - że można jechać na czerwonym świetle. I to jest anarchia - to przekonanie, że nic nas nie ogranicza.

Ale premier Szydło dziś wychodzi i mówi, że prawo obowiązuje wszystkich, te reguły obowiązują wszystkich, także ministrów. Na tym kończy się ta "reprymenda".

- Nie zdecydowano, kto był winny, mimo że...

Warunki drogowe, jak czytamy w komunikacie prokuratury.

- ...widać było, że oni pędzili, to czerwone światło było wysoko, więc musieli widzieć. Po prostu ich to nie obowiązuje - że jadę jako konwój i że tam jest jakaś policja, która wszystkich innych po prostu odsuwa, tak jak w dużych miastach, kiedy przejeżdża taki konwój rządowy. Ale to jest ta demoralizacja, która płynie z tego typu władzy. I ja myślę, że główną cenę, na dłuższą metę, zapłacą ci ludzie, których - no może tak nieuprzejmie - nazywam "pisiakami", bo po prostu nie mówiąc "nie", myśląc, że jeszcze się nic takiego nie zdarzyło i że swój mały odcinek prowadzą dość porządnie, niszczą coś w sobie.

"Pisiaki" to są ci, którzy są w PiS?

- ...którzy są "pisiakami". Którzy są posłami, którzy funkcjonują jako twarze, którzy funkcjonują jako urzędnicy PiS, bo uderzające jest w Sejmie, że to schodzi także na poziom kancelarii. Bo te rozporządzenia np. o cenzurowaniu wypowiedzi posłów, jeżeli będą wychodzić poza temat - co jest w sobie kuriozalne, bo właśnie wychodzenie poza temat rzuca nową perspektywę - to była decyzja małych ludzi w jakimś tam Biurze Analiz Sejmowych, czy w Kancelarii Sejmu.

Pani profesor, gdy PiS walczył o głosy tuż przed wyborami - mówiła pani tak: "Widzę, że Jarosław Kaczyński się postarzał, wydaje mi się, że coś w nim zgasło". Przyzna pani, że jak na człowieka, w którym "coś zgasło", przez ten ponad rok sporo udało mu się w Polsce zmienić.

- I tak, i nie.

Czy obudziło się w nim to, co zgasło?

- Ja się często wypowiadam krytycznie o PiS, dlatego, że bardzo popierałam PiS. Wydawało mi się, że ta wizja łączenia rozwoju ze sprawiedliwością społeczną, że w ogóle mają jakąkolwiek wizję, w porównaniu z tą "ciepłą wodą" Tuska. Ale w tej chwili... Nie przewidziałam tego, co się dzieje z państwem, tego obsesyjnego i wąskiego rozumienia demokracji. W tej chwili pojawiło się słowo "porządek" - to jest nowe słowo-klucz od paru dni - że właściwie trzeba uporządkować opozycję czy inne rzeczy. To właśnie jest porządek i znowu ta wizja jest tak anachroniczna w świecie sieci, wymagającym współpracy, zaufania, że po prostu mnie to zaczęło denerwować. Ja jestem człowiekiem wolnym, który może sobie, wydaje mi się, pozwolić na mówienie tego, co myślę. A z drugiej strony znam bardzo długo Kaczyńskiego, znałam jego brata, otrzymałam z rąk jego brata wysokie odznaczenie. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy