Reklama

Reklama

Jacek Protasiewicz w RMF FM o Rzeczpospolitej "kaczorskiej"

"Nie widzę niczego niestosownego w tej dacie" - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM Jacek Protasiewicz, komentując 13 grudnia jako datę debaty w Parlamencie Europejskim o - jak stwierdził - "sytuacji w Rzeczpospolitej kaczorskiej". O tym ostatnim określeniu powiedział: "To nie są epitety. To jest przymiotnik, który dokładnie opisuje to, z czym mamy do czynienia: przecież Polską nie rządzi ani premier Szydło, ani prezydent Duda - to są tylko pacynki w teatrzyku Jarosława Kaczyńskiego".

Robert Mazurek: Czy 13 grudnia to właściwa data do debaty na temat praworządności w Polsce w Parlamencie Europejskim?

Jacek Protasiewicz: Nie widzę nic niestosownego w tej dacie. Ja wiem, z czym ona się kojarzy w Polsce. Nie byłem wobec tej daty w swym życiu obojętny. Ale uważam, że nawet wzięcie właśnie na warsztat sytuacji w Rzeczpospolitej "kaczorskiej", tak to nazwijmy, właśnie 13 grudnia...

Rzeczpospolita "kaczorska"... Naprawdę pan chce, żebyśmy poziom debaty do poziomu epitetów...

- Ale to nie są epitety. To jest przymiotnik, który dokładnie opisuje to, z czym mamy do czynienia. Przecież Polską nie rządzi ani premier Beata Szydło, ani pan prezydent Duda - to są tylko pacynki w teatrzyku Jarosława Kaczyńskiego. I to dokładnie widać było podczas ostatniego...

A jak rządził Donald Tusk to jak by pan to plastycznie nazwał?

- To była Rzeczpospolita rządzona przez Tuska - silnego premiera.

Ale nie "kaczorska"?

- Nie, wtedy nie, bo wtedy rzeczywiście...

Reklama


Kaczor Donald... ha ha - bardzo zabawne.

- ...wtedy rządził premier, czyli osoba konstytucyjnie upoważniona do rządzenia krajem.

Panie pośle, możemy poważnie porozmawiać przez sekundę?

- Ale ja jestem niezwykle serio, od samego początku.

Pan nie widzi niczego złego w 13 grudnia, a Janusz Zemke - człowiek daleki od PiS-u - owszem, widzi.

- Może dlatego, że prawdopodobnie 13 grudnia był w PZPR-ze, więc może mieć z tego powodu dyskomfort. Ja nie byłem, moi rodzice nie byli. Myśmy byli po właściwej stronie, a nie po stronie Piotrowicza - prokuratora, posła PiS-u.

13 grudnia to dobry dzień do manifestacji?

- Nic złego w tym nie widzę. Przeciwnie, uważam, że trzeba przypomnieć w dniu rocznicy stanu wojennego, że to, co się dzisiaj w Polsce dzieje, czyli zamach na Trybunał Konstytucyjny, zmiany ustawy o zgromadzeniach, nawet ta w złagodzonej wersji, to jest dryf w stronę tego, co swego czasu PZPR Polsce proponował.

Jakże szybko zmienia pan poglądy... Przypominam sobie bowiem, że był pan kiedyś w Platformie, i to całkiem niedawno, i wtedy uważaliście, że 13 grudnia to zła data...

- To ktoś inny uważał. Nie znajdzie pan mojego cytatu.

Donald Tusk mówił na przykład, że dla niego 13 grudnia nie jest dniem, który należało by czcić przez manifestację. Mam również cytat z Ewy Kopacz, z Grzegorza Schetyny. Ja wiem, że akurat ta ostatnia postać działa na pana, jak płachta na byka.

- Ale ja nie jestem rzecznikiem ani Donalda Tuska, ani Ewy Kopacz, ani tym bardziej Grzegorza Schetyny...

To była pańska partia, pan był wtedy lojalnym członkiem platformy. I co?

- I nie wypowiadałem się krytycznie o tych opiniach. Na tym polegała moja lojalność. Dzisiaj nie jestem w Platformie Obywatelskiej, więc mówię w swoim imieniu. Uważam, że nie ma nic niestosownego w demonstrowaniu 13 grudnia. Dzisiaj zresztą robimy konferencję prasową w Sejmie, gdzie ludzie, którzy w stanie wojennym byli ścigani, jak Huskowski listem gończym, jak Onyszkiewicz do internatu poszedł, jak Kazimierz Wójcicki - opozycjonalista od lat 70. - który w więzieniu spędził szmat czasu, dzisiaj będą wzywać Polaków do udziału w jutrzejszej demonstracji. Nie dajmy sobie wmówić, że jutro będziemy z jakimiś ubekami demonstrować.

- No właśnie, panu nie będzie przeszkadzało, że pan będzie w pierwszym szeregu szedł z pułkownikiem Mazgułą?

- To akuratnie będzie mi przeszkadzało, ale mam nadzieję, że pana pułkownika nie będzie w pierwszym szeregu.

No to jak to: przeszkadza panu Piotrowicz, który był członkiem PZPR-u, a nie przeszkadza panu Mazguła, który również był członkiem PZPR-u, oficerem w stanie wojennym...

- Jest wielka różnica między Mazgułą a Piotrowiczem, bo Piotrowicz jest twarzą PiS-u, parlamentarzystą...

...a Mazguła jest twarzą KOD-u. Taka to właśnie różnica...

- Dostał niefortunne zaproszenie od pana Mateusza Kijowskiego. I różnica jest zasadnicza...

Mateusz Kijowski do dzisiaj broni obecności pułkownika Mazguły na tym marszu i broni tej decyzji, bo był jednym z liderów, jednym z tych, którzy zapraszają na ów marsz.

- No dobrze, ale nawet taka rola jest rolą incydentalną. Rola posła Piotrowicza jest rolą fundamentalną w PiS-ie, co jest oburzające. To jest po prostu skandal. To jest plunięcie w twarz ludziom, którzy byli przez niego między innymi oskarżeni w stanie wojennym, że jest on szefem komisji sprawiedliwości i praw człowieka.  Ja też byłem 30 godzin aresztowany - nie jest to może wiele, ale jak wychodzi mi poseł Rzońca i mówi mi, że Piotrowicz pomagał, ponieważ po trzech miesiącach pozwolił zmienić spodnie, to naprawdę woła o pomstę do nieba, to się nóż w kieszeni otwiera - tak powiem.

Dobrze, panu się otwiera nóż w kieszeni na widok Piotrowicza, ale z Mazugłą pod rękę będzie pan tej demokracji bronił. Ja tu widzę drobną niekonsekwencję, ale okej...

- W szeregu, w którym będzie Mazguła, nie będzie na pewno mnie. Natomiast w Sejmie, w którym siedzi Piotrowicz i wykrzykuje "Precz z komuną" - bezczelnie, z mównicy sejmowej, niestety muszę być, dlatego, że został wybrany z list PiS-u. Jest opłacany przez państwo polskie, przez polskich podatników prokurator stanu wojennego.

Dobrze, trochę mniej emocji, ja tylko chciałem tylko spytać, czy Polska jest teraz największym problemem Europy?

- Nie. Problemem Europy jest...

...Nie Włochy, nie Francja...

- ...Problemem Europy jest kształt Unii Europejskiej. Obawiam się, że ten kształt, który jest dzisiaj rozważany w gabinetach europejskich, nie tylko brukselskich, ale przede wszystkim właśnie w Rzymie, w Paryżu, to jest to kształt Unii Europejskiej bardziej zintegrowanej - bez Polski. Także Polska sama się zredukowała do tego, żeby w ogóle nie być problemem Europy.

Bez Polski, bez Włoch, zdaje się, dlatego że Włosi są dzień przed wyborami, w których - jeśli do których dojdzie zapewne - mogą wyjść nawet ze strefy Euro, co będzie końcem tej strefy.

- Mam wrażenie, że na końcu zarówno włoscy wyborcy, jak i włoscy politycy rozumieją, jakie będą konsekwencje wyjścia ze strefy Euro dla Włoch, nie dla Unii Europejskiej, bo Unia Europejska nawet w mniejszej formie poradzi sobie również bez Włoch, chociaż to byłby duży cios. Natomiast Włosi bez Unii Europejskiej i bez euro, to raczej jest fundowanie sobie ogromnego kryzysu gospodarczego.

A wyborcy polscy lubią, jak się szuka pomocy za granicą?

- Wyborcy z polski szanują głos zagranicy, a zwłaszcza ten płynący z Unii Europejskiej, ponieważ w Polsce szacunek do Unii Europejskiej jest autentycznym zjawiskiem.

I akceptują to, że szuka się pomocy w walce ze swoimi wrogami tutaj w Brukseli.

- Nie, nie szuka się pomocy w walce z wrogami, tylko odwołuje się do instancji wyższej, jaką jest Unia Europejska, która ma stać m.in. na straży praworządności w Polsce, kiedy jest ta praworządność zagrożona przez polski rząd. 38 proc. dostał PIS, a zachowuje się jakby na niego głosowało 60 proc. Polaków.

38 proc. ma większość w Sejmie, w związku z tym rządzi prawda?

- ...na skutek , tak powiem głupoty Millera i Palikota, którzy uparli się, aby mieć koalicję...

Myślę, że głownie na skutek głosów wyborców, ale oczywiście może pan to nazwać głupotą.

- Panie redaktorze, Platforma otrzymywała 40 proc. i nie miałaby względnej większości - PIS dostał 38 proc. i ta większość bezwzględną ma.

Panie pośle zostawmy arytmetykę...

- ...ale to jest arytmetyka polityczna, konsekwencje niemądrej decyzji Millera i Palikota skutkują większością bezwzględną PiS-u.

Wkrótce pełny zapis rozmowy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje