Reklama

Reklama

Jacek Kurski: Agresywny Komorowski atakował Dudę

"Nic się nie odkształciło trwale po debacie. Gdyby dziś były wybory, to wygrałby je Andrzej Duda. Wbrew zachwytom sztabowców Komorowskiego, nie zrealizowali strategicznych rzeczy: dotarcie do wyborców Kukiza i byłych wyborców PO i Komorowskiego" - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM były europoseł Jacek Kurski. "Nie wiem, czy agresywny Bronisław Komorowski, który atakował Andrzeja Dudę to było coś, co mogło przyciągnąć wyborców Kukiza. Nosiło mnie, żeby na niezwykle niskie i ordynarne zaczepki Komorowskiego odpowiadać" - dodaje.

Konrad Piasecki: To koniec wznoszącego trendu Andrzeja Dudy?

Jacek Kurski: - Nie sądzę...

Coś po debacie pękło, coś się skończyło.

- Nic się nie odkształciło trwale. Gdyby były dzisiaj wybory, myślę, że wygrałby je Andrzej Duda. Wbrew takim zachwytom sztabowców Bronisława Komorowskiego - nie zrealizowali strategicznych rzeczy.

A co było strategiczną rzeczą? Mam wrażenie, że pokazanie, że Bronisław Komorowski się obudził, ma wolę walki, ma chęć zwycięstwa.

- Strategiczne było dotarcie do dwóch targetów. Po pierwsze - do wyborców Pawła Kukiza. Nie wiem, czy agresywny Komorowski, który atakował cały czas Andrzeja Dudę, to było coś, co mogło ich przyciągnąć - absolutnie nie. A po drugie - do byłych wyborców Platformy i Komorowskiego, którzy nie poszli na wybory. Jeżeli oni znowu zobaczyli niezwykle agresywnego Komorowskiego, który debatował z nieistniejącym PiS-em...

Reklama

Oni pierwszy raz zobaczyli agresywnego Komorowskiego.

- ...z Jarosławem Kaczyńskim, Macierewiczem, Ziobrą, ojcem Tadeuszem Rydzykiem - i bardzo skromnego, kulturalnego, ugrzecznionego, nieodwzajemniającego tych hejterskich ataków Andrzeja Dudę, to moim zdaniem również tych byłych wyborców Platformy oni nie zmobilizowali.

Ale nie nazbyt skromnego i ugrzecznionego tego Andrzeja Dudę? Jak pan, człowiek walki, patrzył na Andrzeja Dudę, nie miał pan poczucia, że "Andrzej, rusz się!"?

- Mnie nosiło, żeby oczywiście na te niezwykle niskie, ordynarne zaczepki, niebędące częścią majestatu prezydenta Rzeczypospolitej odpowiadać.

Widział pan tam ordynarne zaczepki?

- Tak.

Była próba wybicia Dudy z rytmu - normalna sprawa.

- Sięgnięcie po argument blokowania etatu w sytuacji, kiedy po pierwsze ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora reguluje to automatycznie, a po drugie na tym etacie pracuje obecnie człowiek, czyli okłamał...

Nie. Pracuje na umowie czasowej - po pierwsze, a po drugie Andrzej Duda w tym czasie dorabia sobie na innej uczelni. Jest to pewnego rodzaju sprzeczność.

- Ale nie blokuje etatu, bo jest tam człowiek, który wykłada w zastępstwie Andrzeja Dudy...

Ale na umowę czasową, którą PiS straszliwie potępia.

- Ale nie blokuje, bo ktoś tam pracuje i zarabia, w związku z czym nie blokuje, więc Komorowski skłamał. Tego rodzaju zagrań jest więcej. Jestem porażony tym, co się stało wczoraj w programie Tomasza Lisa, takie numery to robiono w stanie wojennym. Gdyby Twitter był w stanie wojennym...

Mówi pan o którym numerze?

- Mówię o numerze z "fake’owego" profilu Kingi Dudy, wymyślono...

No tak, ale Tomasz Lis już za to przeprosił, Tomasz Karolak też już za to przeprosił. Wycofali się.

- Obrażono przy 2,5 milionach widowni, a przeproszono na Twitterze przy 40 tys. fallowersów. Bardzo przepraszam - to są numery poniżej pasa. Nie wiem , dlaczego ktoś nie lubi imienia Kinga, być może ma jakieś powody, natomiast ta sprawa powinna zostać wyjaśniona i nie wiem, czy sztab nie powinien tutaj bardziej gwałtownie zareagować. To są chwyty poniżej pasa.

Maczał pan palce w przygotowaniach Andrzeja Dudy? Bo dzisiaj prasa się rozpisuje o tym, kim jest właściwie Jacek Kurski w jego sztabie.

- a jestem osobą, do której czasem sztab się zwraca z prośba o konsultacje.

A konsultował pan jego zachowanie w tej debacie? Przed debatą?

- Byłem fragmentarycznie pytany o niektóre sprawy.

Bo wszyscy mówią: pytanie o milicjanta, pytanie o Jedwabne - to Kurski.

- W tej sprawie akurat byłem konsultowany i uważałem, że to jest właściwy trop, dlatego że Bronisław Komorowski przekroczył pewną nieprzekraczalną granicę. Ani Aleksander Kwaśniewski, ani Lech Kaczyński , którzy się poczuwali do pewnego rodzaju prawdy o Jedwabnem, nigdy nie posunęli się do przekroczenia granicy odpowiedzialności zbiorowej. Że naród ofiar by również narodem sprawców.

O Jedwabnem w tym studiu już rozmawialiśmy. Ale bardziej mniej interesuje ten wątek milicjanta.

- Panie redaktorze, jedno zdanie - prezydent, który stoi na straży godności, prawdy i honoru RP nie może oskarżać własnego narodu o udział w największej zbrodni XX wieku, której dokonały hitlerowskie Niemcy...

Nie oskarżać. Powiedzieć, że temu narodowi też zdarzały się zachowania haniebne. Nie jest to nic strasznego, moim zdaniem, ale tu się - rozumiem- będziemy różnić.

- Powiedział , że naród był narodem sprawców...

Bywał. Że naród ofiar bywał także narodem sprawców.

- A potem się dziwimy, że James Comey, szef FBI oskarża nas o to samo. W związku z czym on powtarza tylko za Komorowskim. To są rzeczy haniebne.

Ale jak pan może podrzucić Dudzie pytanie o milicjanta. Pan, człowiek podziemia, człowiek, który angażował się w działalność antysystemową w PRL-u, nagle broni milicjantów?

- Panie redaktorze, jeżeli Bronisław Komorowski jest człowiekiem racjonalnym, poważnym, to jest zastanawiające, dlaczego chciał zabić niewinnego człowieka.

Ale to było 40 lat temu.

- Niewinnego człowieka, szeregowego...         

Ale dzisiaj mówi: tak, to było nieracjonalne.

- Ale pisze o tym jako prezydent.

Ale pan, w latach 80-tych, nigdy nie miał niezbyt rozsądnych pomysłów?

- ...panie redaktorze...

...ale niech pan powie, panie pośle...

- ...ja całą swoją młodość poświęciłem na walkę o wolną Polskę w podziemnej Solidarności...

...rzucił pan w milicjanta kamieniem? W zomowca?

- Kamieniami oczywiście, bo w nas strzelali.

W niewinnych zomowców, tak?

- Ale ja się broniłem. Rzucaliśmy kamieniami, czasem nawet butelkami z benzyną w witrynę Aerofłotu w Gdańsku...

...no widzi pan, ale dzisiaj by pan powiedział: "Terrorysta Kurski".

- Nie, nie terrorysta. Czym innym jest zabicie niewinnego, szeregowego człowieka... Panie redaktorze, całe zwycięstwo Solidarności zasadzało się na "non violence"...

...ale w latach 80-tych - tak, "non violence", ale w 70-tych?

- ...cały przekaz polegał na tym, że "zło dobrem zwyciężaj", w związku z czym człowiek, który chce być racjonalny... Ja już się przyzwyczaiłem, że racjonalny Bronisław Komorowski chce latać na drzwiach od stodoły, że staje na fotelu speakera w parlamencie japońskim, ale to, że chciał zabić niewinnego człowieka, to dziwaczne...

Panu głupie pomysły nie przychodziły wtedy do głowy?

- Przychodziły, ale nigdy nie, żeby zabić niewinnego człowieka.

A jakie przychodziły?

- Żeby walczyć, po prostu walczyć. Na przykład zorganizowałem akcję wywieszenia olbrzymiego, 12-metrowego transparentu na stadionie Lechii Gdańsk na tydzień przed wyborami, że bojkot wyborów, podpisane "Solidarność"... 25-tysięczny tłum - to było wspaniałe... Znaczy - z moimi przyjaciółmi oczywiście...

A próbował pan zerwać, wracając do tego, co było wczoraj, zerwać rozmowy o drugiej debacie?

- ...Mariuszem Wilczyńskim, Jackiem Pedryczem i Krzysztofem Biskupskim.

Chciał pan zerwać rozmowy o drugiej debacie?

- Nie, nie chciałem, natomiast uważaliśmy, że lepsza jest formuła, która jest absolutnie pewna i równa, to znaczy debata amerykańska.

Tu nie ma pytań od dziennikarzy. Wolna amerykanka, a propos amerykańskości.

- 70 minut rozmowy, tak jak Nixon - Kennedy, tutaj byłby Duda - Komorowski.

Ale był tak moment, w którym Jarosław Kaczyński mówił: "Niepotrzebna Dudzie ta debata"?

- Nie będę ujawniał żadnych informacji z kuchni, natomiast chcę powiedzieć...

...bo w kuchni mówi się, że Jarosław Kaczyński namawiał Andrzeja Dudę, żeby nie przystępował do debaty. Duda się uparł, żeby jednak...

- ...ale ja nie jestem pomocnikiem kuchennym, tylko konsultantem medialnym sztabu. Natomiast chcę powiedzieć jedno - druga strona przekracza wszelkie granice. To, co się stało z atakiem na ten etat...

...ale o tym już mówiliśmy...

- ...z atakiem na Kingę Dudę, ten bezustanny atak Bronisława Komorowskiego i dzielenie, próba spychania Andrzeja Dudy i dodawania mu masek, których on nie ma, to jest zaprzeczenie hasła, że "zgoda buduje". Jeśli ktoś w Polsce chce zgody, to Andrzej Duda, który - proszę zwrócić uwagę - któremu się zarzuca z jednej strony związki z Radiem Maryja, że to jest popierane i sympatyzuje, z drugiej strony, że był członkiem Unii Wolności, więc jeżeli mamy człowieka - ostatnie zdanie - jeżeli mamy człowieka, który potrafi połączyć wrażliwości od Radia Maryja do Unii Wolności, od OPZZ do Solidarności, kiedyś zaprzysięgłych wrogów, to znaczy, że mamy człowieka zgody narodowej. Andrzej Duda jest prezydentem prawdziwej zgody narodowej.

Co z tym pomysłem debaty u Kukiza? On jest jeszcze aktualny czy już zniknął z pola widzenia?

- No nie wiem...

Bo był taki pomysł, żeby zamiast do telewizji pojechać w czwartek do Kukiza.

- To było odwzajemnienie zaproszenia Pawła Kukiza.

No tak, ale w trakcie debaty czy zamiast debaty?

- Na zaproszenie my byliśmy gotowi. Andrzej Duda od razu to powiedział, tutaj zrejterował Bronisław Komorowski, stchórzył. Gdyby Paweł Kukiz podtrzymał to, to ja byłbym absolutnie za tym, żeby z Pawłem Kukizem rozmawiać.

Ale zamiast debaty z Bronisławem Komorowskim?

- Może obok debaty, może zamiast. W każdym razie realnym żywiołem społecznym w tych wyborach jest elektorat Pawła Kukiza i nasza życzliwość dla niego jest oczywista.

To tak jeszcze a propos Andrzeja Dudy i tej Unii Wolności, jak pan powiedział. A czy panu staremu, że się tak wyrażę z sympatią "pisiakowi", "ropowcowi", "pecetowcowi" nie przeszkadza taka niedookreślona przeszłość Andrzeja Dudy? Czy on tak późno pokochał Jarosława Kaczyńskiego podczas, kiedy pan go wielbił od lat 80.?

- To jest jego siła w tej kampanii, dlatego że cały pomysł Komorowskiego i PO jest zepchnięciem Andrzeja Dudy na pozycje radykalne, szalone. Andrzej Duda jest umiarkowany, jest rozsądny.

Ale panu się to podoba? Panu? Komu, jak komu.

- Mi się wszystko podoba, co prowadzi do zasadniczej zmiany w Polsce. Andrzej Duda może być prezydentem nadziei. Może wygrać. Może zmienić Polskę. Może przerwać te fatalne lata zmarnowanych szans, wykorzystać szansę europejską.

A słuchacze pytają, czy Jacek Kurski ma na ostatnią prostą kampanii jakiegoś dziadka z Wehrmachtu w zanadrzu?

- Dziadka z Wehrmachtu rozpętała Platforma Obywatelska dziesięć lat temu.

Ale ma pan czy nie ma pan dzisiaj?

- Nigdy nie miałem dziadka z Wehrmachtu. Rozpętała aferę Platforma Obywatelska, która w tej sprawie skłamała i została ukarana. Mam nadzieję, że za te numery, które teraz robi, te ataki poniżej pasa zostanie również ukarana. Atakowanie rodziny, myślę, że Polacy to zauważyli i za te numery, które zrobiono wczoraj u Tomasza Lisa, za to, do czego się dopuścił Bronisław Komorowski atakując tak nieczysto, zostanie ukarany przy najbliższych wyborach.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL