Reklama

Reklama

Hofman: Nie będę proszalnym dziadem

Polityczny nieboszczyk? „Ledwo, ale dycha. Odruchy życia są, więc być może reanimacja jest możliwa” - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM były rzecznik PiS, poseł niezrzeszony Adam Hofman.

- Nigdy nie mówiłem, że czuję się święty. Żałuję, że tak się stało. Gdybym mógł cofnąć czas, to nigdy bym tak nie postąpił. Myślę o sobie, jako o kimś, z kogo zrobiono symbol obciachu. Walczę z tym, żeby nim nie zostać - odpowiada Hofman pytany o tzw. aferę madrycką.

Reklama

Dlaczego nie oddał mandatu poselskiego? - Nie ma takiej potrzeby, ani nie ma takich okoliczności - komentuje.

Poseł cieszy się, że Prawo i Sprawiedliwość dobrze sobie bez niego radzi, ale "po wynikach ich poznacie". - Nie stoję w pozycji proszalnego dziada i wyobrażam sobie życie poza polityką. Jeśli tak będzie, to tak będzie - mówi były poseł PiS. Wybory parlamentarne? - Jeśli nie będzie możliwości startowania z rozsądnej propozycji, to nie będę startował - odpowiada Adam Hofman.

Konrad Piasecki: W Kontrwywiadzie RMF FM Adam Hofman. Niegdyś rzecznik Prawa i Sprawiedliwości, dzisiaj to już chyba polityczny nieboszczyk.

Adam Hofman: - Ale dycha.

Ale ledwo.

- Ledwo, ale dycha.

Czuje się pan już politycznym trupem czy wciąż jeszcze młodym zdolnym?

- Odruchy życia są, więc być może reanimacja jest możliwa.

A co musiałoby się wydarzyć, żeby tę reanimację przeprowadzić?

- Polska scena polityczna jest w tej chwili - wbrew temu, co mówią, że zabetonowana - w takim momencie, że przed wyborami prezydenckimi wydaje się, że się nic nie może zmienić, a jednak się trochę może zmienić. Pojawiają się nowe możliwości, by obóz zmiany - szeroko mówiąc - zyskał większość, być może większość konstytucyjną.

A nie myślał pan, że by się lepiej sprzedać, może odbudować, dobrze byłoby porzucić poselski mandat, oddać go, zrezygnować z niego?

- Ja uważam, że jeśli nie będzie możliwości startowania z rozsądnej propozycji, czyli nie takiej typu Michał Kamiński, że trzeba napluć na swoich kolegów - tego nie będę robił, to nie będę startował.

To pan nie będzie startował, ale ja się zastanawiam, dlaczego pan nie oddał tego mandatu teraz, parę miesięcy temu.

- Nie ma takiej potrzeby ani nie ma takich okoliczności.

Grupa pańskich wyborców została zredukowana właściwie do zera. Nie ma dzisiaj wyborcy Adama Hofmana.

- Właśnie tak wielu myślało, a okazało się po tej sprawie ostatniej - czyli tego procesu z Bronisławem Komorowskim, kiedy zostałem pozwany za dociekanie prawdy, za pytanie, już skazany, choć nieprawomocnie - że wiele telefonów, maili, wpisów na serwisach społecznościowych od moich wyborców, sympatyków skłaniało, żebym się trzymał, że trzeba walczyć, że tu chodzi o zasady.

Czyli ma pan jeszcze jakichś sympatyków i wyborców?

- Ja chciałem im gorąco podziękować, bo ja sam byłem bardzo pozytywnie tym zaskoczony. Także z mojego okręgu, z Konina, z Gniezna, ale nie tylko - z całej Polski.

I nie sądzi pan, że ktoś ze śledztwem prokuratorskim na karku nie powinien mieć w sobie na tyle dużo - rzekłbym - zuchwałości, żeby rwać się na pierwszą linię frontu walki politycznej w wyborach prezydenckich?

- Ale kto jest ze śledztwem prokuratorskim na karku?

Adam Hofman.

- Nie.

A co prokuratura robi w pańskiej sprawie?

- Nic. Prowadzi postępowanie w sprawie.

Ale to pan je zapoczątkował, pańska sprawa, pański casus.

- Jest wielu posłów, którzy podlegają tej samej sprawie. Ba, jest postępowanie w sprawie blisko 150 posłów dotyczących kadencji 2005/2007. Także to jest rzecz powszechna...

Pan się czuje niewinny.

- Nie, przecież ja nigdy nie mówiłem, że czuje się święty. Ja wyciągnąłem i wyciągam wnioski z tej sprawy, żałuję, że tak się stało, i mówiłem o tym, że gdybym mógł cofnąć czas, to nigdy bym tak więcej nie postąpił. Mimo że postępowałem według swojej wiedzy najlepiej jak wydawało mi się, że można, ale czas już upłynął i teraz trzeba pracować, żeby odpracować swoje...

Pan myśli wciąż o sobie, jako o symbolu obciachu?

- Ja myślę o sobie jako ktoś, kto został w to wrobiony. Może wrobiony to złe słowo... Z kogo zrobiono symbol obciachu. Ja walczę o to, żeby nim nie zostać.

Panie pośle, trochę refleksji... Zachował się pan po cwaniacku, mówiąc wprost.

- Ale mam naprawdę sporo refleksji, nie zachowałem się w ten sposób, proszę tak nie mówić...

No próbował pan wyciągnąć na boku parę złotych z kasy Sejmu...

- To nieprawda. Insynuuje pan... Takie insynuowanie jest, mimo wszystko, nie tylko z okazji świat, ale w ogóle nieładne i nie na miejscu. Żeby tak mówić...

A jak pan coś insynuuje prezydentowi, to jest ładne i na miejscu, a jak ja pytam pana, dlaczego pan wyciągał parę złotych z kasy Sejmu... Można każde pytanie zadawać, bo to jest wolność słowa.

- Pan insynuuje rzecz, która jest przestępstwem, a tutaj nikt o tym nie mówi, nie ma ani żadnego wyroku, ani dochodzenia, ani takiego zarzutu. Ja zaś zadałem pytanie, za co zostałem pozwany i skazany, co prawda nieprawomocnie, musiałbym zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych za to, że chciałem wyjaśnić rzecz w obecności ministra prezydenckiego, zadać pytanie ministrowi prezydenckiemu o jego komitet honorowy. To jest jednak różnica.

Ale dostał pan już odpowiedź, że tego pana nie ma w komitecie honorowym. Nie wystarczy to panu?

- Wystarczy i sprawa była zamknięta. Nigdy bym więcej o to nie pytał. Gdyby nie to, że kancelaria uznała, że prezydenta nie można pytać o takie sprawy, nie można go pytać o przeszłość, nie można pytać o jego związki...

Nie tylko kancelaria, ale także sąd nawet uznał. Są takie pytania, które są insynuujące, panie ministrze. Są takie, które coś imputują.

- Jest pan dziennikarzem. Dowiaduje się pan o jakiejś informacji. Na przykład, że ktoś, pan X, jest w komitecie honorowym prezydenta. 

To po pierwsze ją sprawdzam...

- Ja też to zrobiłem! Wszedłem na stronę prezydenta, na stronę jego komitetu, szukałem listy poparcia honorowego - to jest oczywiste. Ale nie mogłem tego znaleźć. Ba, świadek w sądzie, czyli członek sztabu Bronisława Komorowskiego powiedział, że nie ma takiej listy formalnej i że oni nigdzie jej nie publikowali. No to jak siedzę z profesorem Nałęczem, który jest jego przedstawicielem, nie robię tego pokątnie, nie robię plotek, w żaden sposób nie kolportuję wiedzy. Pierwszy raz publicznie zapytuję ministra. Minister mówi: "Nie wiem". Redaktor Olejnik, chwilę później, mówi: "Nie ma go". No, mówię, dobrze, sprawa jest zamknięta. Nie jest zamknięta? Trzeba prewencyjnie kneblować usta. I to jest sentencja tego działania Kancelarii Prezydenta.

Za chwilę ja będę musiał w pana rzucać ołówkiem... Nie smutno panu, gdy widzi pan, że Prawo i Sprawiedliwośc bez Hofmana dobrze radzi sobie w kampanii prezydenckiej? 

- Gratuluję, cieszę się, że sobie dobrze radzą. 

Nie okazał się pan niezastąpiony. 


- Ależ nikt w polityce, i chyba w ogóle, nie jest niezastąpiony... Cieszę się, że sobie radzą...

Miło byłoby chyba być niezastąpionym.

- ... Przy czym po wynikach ich poznacie, bo to przecież jest tak, że nie kampania ma być oceniana, tylko wynik tej kampanii. To jest ważne.

Czuje pan, że ta kampania siada?

- Czuję, że te rezerwy, które zostały dobrze zagospodarowane - rezerwy Andrzeja Dudy - zostały wykorzystane. W tej chwili rozstrzygnie się po świętach wielkanocnych, przy okazji 10 kwietnia i później, kształt wyniku wyborczego. 

Ale uważa pan, że jeżeli on nie zbliży się o parę procent do Bronisława Komorowskiego, to w ogóle nie będzie drugiej tury czy będzie w niej pozbawiony jakichkolwiek szans?

- Nawet może nie o parę procent. Sondaże nie mają zbyt dużej wartości opisu rzeczywistości. Ale na samych tematach kampanii - i jakby umocowaniach kampanii - Bronisław Komorowski zagrał na generała. Czyli generał - spokój, może być wojna, ja tu będę prowadził Polskę. Andrzej Duda gra na ekonomii, czyli euro i drożyzna.

Kto lepiej przemawia do wyborców?

- Moim zdaniem, bardziej angażującym tematem jest oczywiście temat bezpieczeństwa. Jest on bliski, to, co się dzieje za wschodnią granicą. Ludzie się pytają, czy będzie wojna, czy nie będzie wojny. Nie pytają się, czy będzie jutro euro, czy nie będzie euro. I to trzeba przepracować.

A uważa pan, że te haki, haczyki wyciągane przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu pomogą w kampanii? Czy raczej obrócą się przeciwko tym, którzy je stosują?

- Ale haki, haczyki wyciągane są przeciwko wszystkim kandydatom, Andrzejowi Dudzie tak samo. Bardziej lub mniej udolnie. To jest normalne w kampaniach politycznych na całym świecie - to, że sztaby prowadzą także czarną kampanię.

Czyli "idźcie tą drogą" podpowiada pan? "Czarna kampania nie jest zła"?

- Nie, nie, nie. Ja nie chcę być ten straszny, ten okropny, który namawia do złego...

Ale już pan jest.

- Ale jeszcze bardziej. Pan utrzymuje, że się pewnie już nie da. Jednak ja sądzę, że bez tego nie ma dziś kampanii - to dekonstruowanie wizerunków czy pokazywanie słabych stron kandydatów jest elementem kampanii.

Od kiedy pan wiedział, że Duda będzie kandydatem PiS-u?

- Przebąkiwało się o tym, mówiło się o tym dość dawno.

Ale od kiedy było to pewne?

- Ja pierwszy raz taką rozmowę pamiętam, że w ogóle kilka lat temu mówiło się o tym. Była taka rozmowa, dotycząca być może prawyborów i udziału Andrzeja Dudy, być może Zyty Gilowskiej, więc ta kandydatura od kilku lat już pojawiała się na rynku.

Ale na ostatniej prostej miał przeciwko sobie jakiegoś silnego kontrkandydata?

- Nie, myślę, że nie. Myślę, że prezes zdecydował, że to będzie Andrzej Duda już jakiś czas temu. 

Jeszcze a propos prezesa: w jakiej sprawie go pan oszukał? 

- Nie wiem.

Prezes mówił: Nadużył mojego zaufania, nie pierwszy raz oszukał mnie...

- Nie wiem, nie miałem okazji...

Z powodu wyjazdu do Madrytu?

- Nie, ja nie miałem okazji rozmawiać od tamtego czasu na ten temat z Jarosławem Kaczyńskim, także...

Nie, nie, ale on sugeruje, że pan powiedział mu, że jedzie zupełnie gdzie indziej, a poleciał wtedy z kolegami do Madrytu. 

- Ale ja nie chcę tego komentować, nie chcę w ogóle do tej sprawy w ten sposób wracać, ja tak tego nie pamiętam. 

Ale liczy pan, że gniew prezesa kiedyś przeminie? 

- Nie no, ja nie stoję w pozycji proszalnego dziada i naprawdę, proszę mi wierzyć, wyobrażam sobie życie poza polityką. Jeśli tak będzie, to tak będzie. 

A co pan będzie robił w tym życiu pozapolitycznym?


- Mam taką wyobraźnię, że widzę kilka pomysłów na to życie. Oczywiście będzie mi brakować pana redaktora Piaseckiego... 

Ja pana jako komentatora chętnie będę zapraszał. 

- ... będziemy się spotykać już tylko na biegach masowych, a nie w studiu RMF. 

Może mnie pan kiedyś wyprzedzi w tym biegu... 


- No, to nie ukrywam, że postanowiłem sobie teraz taki cel. 

Adam Hofman, dziękuję bardzo. 


- Dziękuję bardzo.


Dowiedz się więcej na temat: Adam Hofman

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy