Reklama

Reklama

Gronkiewicz-Waltz: Zbliżenie stanowisk

Nastąpiło zbliżenie stanowisk, była dobra atmosfera i będzie konsensus - mówiła w Kontrwywiadzie RMF FM o wczorajszym spotkaniu PO-PSL Hanna Gronkiewicz Waltz.

Konrad Piasecki: Do pani trzeba mówić "pani prezydentko", czy "pani prezydento"?

Reklama

Hanna Gronkiewicz-Waltz: - Jak pan woli. Może być "pani prezydent", może być "pani prezydentko", co brzmi troszeczkę z czeska, ale Magdalena Środa dopomina się zawsze o to, żeby wszystkie tytuły były jednak feminizowane. Więc zostawiam to temu, który się zwraca. Niech sobie wybiera.

Czyli "prezydentka Hanna Gronkiewicz-Waltz"?

- Jak panu to się podoba, to jest pełna wolność.

Bo minister Mucha chce "ministro".

- "Prezydento" byłoby dziwnie, więc albo "prezydent" albo "prezydentko". Jak mówi profesor Bralczyk, wszystko, co się dłużej używa, może wejść do życia na stałe. Tak że za 30 lat możemy się obudzić w kraju, gdzie jeśli będzie kobieta - a będzie z pewnością jeszcze więcej kobiet-prezydentów miast - no to będzie wtedy "prezydentka".

Pani prezydentko zatem. Czy zostanie pani następnym premierem?

- To jest pytanie, wie pan... Myślę, że to takie dywagacje dziennikarzy, którzy muszą o czymś pisać.

Gdyby Tusk dziś musiał odejść, premierem zostałaby Hanna Gronkiewicz-Waltz. Piszą tak tygodniki.

- Tak, ale myślę, że Tusk nie musi dzisiaj odejść i są to takie dywagacje... Rozumiem, że dziennikarze muszą się zawsze zajmować jakoś takim wybieganiem w przyszłość, mnożeniem konfliktów, mnożeniem - powiedziałabym - różnych sytuacji, które nastąpią, ale nie nastąpią.

Już poeci mówili: "trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe". Więc...

- "Po życie sięgać nowe". Myślę, że moje "życie nowe" od 20 lat jest bardzo urozmaicone. Przy okazji powiem, że obchodzę niebawem, bo 5 marca, 20-lecie mojej pracy publicznej, bo zostałam wtedy prezesem NBP.

Serdecznie gratulujemy.

- Dziękuję.

Myśli pani, że Tusk wytrzyma to 4-lecie?

- Myślę, że wytrzyma.

Mimo że z sondażu na sondaż traci sympatię, poparcie i zaufanie?

- Wie pan, myślę, że są trudne czasy. Kiedy zaczęliśmy rządzić, kiedy Donald Tusk został premierem, to był rok 2007, rok beztroski, rok powszechnej szczęśliwości, wzrostu gospodarczego bardzo wysokiego. A w 2008 roku na jesieni wszystko gruchnęło. Gruchnęło, bo kryzys światowy finansów, nie tylko finansów się wydarzył. W związku z tym trzeba zaciskać pasa...

Ma prawo być coraz bardziej zmęczony i coraz bardziej zrezygnowany?

- ...zaciskanie pasa, robienie różnych reform, zmian, które są niezbędne. Nie tylko emerytury pomostowe, ale podniesienie wieku.

Bywa taki stopień zużycia premierów, do których partia musi przyjść i powiedzieć: "Przepraszamy cię. Musi być ktoś inny".

- Mnie się wydaję, że trudno nam o tym mówić, bo w całym dwudziestoleciu jest to pierwszy premier, który w ogóle jest drugą kadencję. Mieliśmy premierów powracających, jak premier Pawlak, który teraz jest wicepremierem. Mieliśmy premierów, którzy byli bardzo krótko i odchodzili ze względu na okoliczności, które wówczas miały miejsce. Nie było takiego przypadku do tej pory. Będziemy go próbować, dobrze...

Z tych 67 lat wieku emerytalnego, zwłaszcza kobiet, cała partia zrobiła sobie punkt honoru, czy tylko premier?

- Ja myślę, że to nie jest kwestia punktu honoru. To kwestia pewnych konieczności. Pamiętajmy, że we Włoszech wiek emerytalny jest chyba podwyższony do 68 lat, a Włosi wyjątkowo wcześnie przechodzili na emeryturę. W krajach skandynawskich będzie ponad 70 lat. W Wielkiej Brytanii też. Takie są czasy. Dłużej żyjemy.

Wszystko zgoda. Tylko przez 4 lata słyszałem od rządzących, że nie ma sensu podnosić wieku emerytalnego. Dzisiaj mam wrażenie, jakbyście się uparli i powiedzieli: "Nie, nie. 67 i nie oddamy nawet guzika od munduru".

- Rządzący mieli też taką nadzieję jak pamiętam, zwłaszcza minister Rostowski, że każdy będzie dobrowolnie dłużej pracował, ponieważ co roku miało być 7 procent dodatku do obliczenia emerytury. Jednak ludzie przechodzą na emeryturę, w związku z tym musi być pewne obligo.

Jest tak, że po nocnych spotkaniach nawet koalicjanci się z tym zgodzili? Czy w trakcie nocnych spotkań wczorajszych?

- Myślę, że była bardzo dobra atmosfera, że będzie wypracowany jakiś konsensus. Ja muszę powiedzieć, jako osoba, która jest w samorządzie i od czasu do czasu tylko w tych spotkaniach koalicyjnych uczestniczy, to byłam bardzo zbudowana.

Ale jakieś jaskółki porozumienia się pojawiły, że się pani tak zbudowała?

- Myślę, że będą jeszcze przez najbliższe dni te konsultacje, które odbywa każda z dwóch partii koalicyjnych - i PSL, i Platforma Obywatelska. Myślę, że za tydzień, góra 10 dni, już fachowcy, którzy będą liczyć, usiądą do stołu i wypracujemy.

Ale wczoraj, jak siedzieliście, to było tak, że wy cały czas mówiliście: "67", oni cały czas: "Ulga dla kobiet albo rozłożenie tej reformy na etapy"?

- Byliśmy bardzo zadowoleni z koalicji. Mówiliśmy, o tym, że koalicja jest pewną wartością i zastanawialiśmy się nad tym, jak to się dzieje w innych krajach, a jak to się dzieje w Polsce, że jest pewna konieczność.

Ale mówili, gdzie mogą ustąpić albo wy mówiliście, gdzie możecie ustąpić?

- Takich konkretnych rozmów nie było. Ale myślę, że nastąpiło zbliżenie stanowisk i wzajemne zrozumienie.

Co to znaczy: "zbliżenie stanowisk"?

- To się okaże w szczegółach. Często diabeł tkwi w szczegółach. Ale okaże się, myślę za jakieś 2 tygodnie, co oznacza to zbliżenie stanowisk. Jest ogólne zrozumienie dla konieczności podniesienia wieku. Jest tylko kwestia, że mężczyźni będą podniesione mieli o 2. Kobiety musiałyby mieć, co prawda w 2040, ale podniesione o 7. Jest kwestia, jak to robić.

Ale, czy jest tak, że PO jest gotowa podnosić ten wiek emerytalny i kobiet, i mężczyzn nawet kosztem koalicji? I funkcjonowania koalicji?

- Ja myślę, że zarówno jedna jak i druga partia są otwarte na wzajemne zrozumienie, że doceniają to, że koalicja jest wartością, że ona przetrwała już cztery lata a teraz piąty. Tak naprawdę, jak niektórzy zaznaczyli, to jest już szósty rok koalicji, bo zaczęliśmy jeszcze w wyborach samorządowych. Tak, że widzi pan, że było dużo wspomnień, dużo teraźniejszości. O przyszłości też była mowa, ale ona się zrealizuje szczegółowo za jakieś dwa tygodnie.

A pytanie pierwotne było? Lepsze 67 dla kobiet, bez koalicji, czy lepszy kompromis i koalicja funkcjonująca dalej?

- Takiego wprost pytania oczywiście nie było. Natomiast myślę, że consensus jest ważny, dlatego, że są określone wartości. Wiemy jakie PSL ma inne poglądy, pamiętajmy, że też nie była łatwa dla PSL przykładowo: składka zdrowotna dla rolników. Okazuje się, z dwóch różnych stanowisk zrobiono jedno. Tak że tu mam nadzieję, że będzie tak samo.

Będzie dobrze, na koniec padliście sobie w ramiona i powiedzieliście "kochamy się".

- Aż tak może nie było, ale rozstaliśmy się w przyjaznej atmosferze.

Na koniec chciałem panią zapytać o wysokość premii dla burmistrzów. Utajnia ją pani?

- Nie, nie. Ja od razu udzieliłam odpowiedzi jak tylko mnie zapytał jeden z radnych.

Ale udzieliła pani tej odpowiedzi jemu i można to upublicznić. Można powiedzieć, ile który burmistrz Warszawy dostał premii?

- Wie pan, jeżeli chce się kogoś pokłócić to można upublicznić. Natomiast ja uważam, że pracuje się najlepiej w takiej atmosferze zgodnej, czyli, żeby ludzie nie skakali sobie do oczu.

Tak, czy inaczej zarzut do pani jest taki, że tym burmistrzom z PO dała pani dużo a burmistrzom z poza PO malutko.

- Wie pan, to jest śmieszny zarzut. Dlatego, że na 18 jest chyba...

...czternastu z PO, czterech spoza.

- ...w związku z tym jakby się przyjrzeć ich nagrodom...rzeczywiście dwóch dostało wyższe ze względu na trudniejszą dzielnicę i na to, że nam szczerze powiedzieli, jakie będą mieli dochody, które wyrobili. Natomiast ci, którzy nie powiedzieli w październiku szczerze, zostali w jakimś sensie za to sankcjonowani. Dlatego, że nie przewidzieli. A mnie chodziło o rzetelne dane a nie o chowanie danych.

Czyli kolory partyjne nie miały tu nic do rzeczy?

- Wie pan, to ktoś może być taki podejrzliwy, kto by sam tak robił. On by tak robił i myśli, że ja tak robię. Nie, ja robię obiektywnie. Zresztą sam fakt, że cztery lata była koalicja wtedy i były podobne nagrody w tych dzielnicach. Ja zresztą niektórym burmistrzom chętnie bym zaproponowała, żeby poszli do tych dzielnic, gdzie mieli wyższe nagrody. Bo szczerze wątpię, żeby sobie dali radę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje