Reklama

Reklama

Graś: Sprawa stadionu nie rozejdzie się po kościach

Sprawa nie rozejdzie się po kościach. Z raportu sporządzonego po kontroli w resorcie sportu i NCS wynika, że problemem przy organizacji meczu Polska-Anglia był brak jednego organizatora, podmiotu, który czułby się w pełni odpowiedzialny za podejmowanie decyzji. Niby wszystko było w porządku, a coś nie zagrało... Efektem raportu muszą być zmiany organizacyjne, które uniemożliwią podobną sytuację w przyszłości - mówi o problemach z dachem i zalaną murawą Stadionu Narodowego gość Kontrwywiadu RMF FM, rzecznik rządu Paweł Graś. O decyzjach personalnych premier poinformuje osobiście - dodaje.

Konrad Piasecki: Jest raport, jest winny dachowo-deszczowego skandalu?

Reklama

Paweł Graś: - Wnioski z tego raportu pan premier przedstawi, zgodnie z tym co zapowiedział pewnie w środę, po zapoznaniu się w z nim.

Co jest w tym raporcie? Raport obciąża winą Muchę, Wojtasia, Latę, PZPN, NCS, Ministerstwo Sportu?

- Raport jest przede wszystkim opisem okoliczności, w jakich były przez różne instytucje podejmowane decyzje związane z organizacją tego meczu. Jest o tyle niepełny, że Departament Kontroli Kancelarii Premiera nie może kontrolować ani PZPN, ani delegata FIFA. To są dwa takie miejsca, dwa takie punkty, które miały istotny wpływ na podejmowanie tych decyzji.

Panie ministrze, przeczytał pan ten raport? Już wie pan, kto jest odpowiedzialny za to, że nie było dachu, był za to deszcz i była murawa, która nie była w stanie tego deszczu przyjąć?

- Natomiast w raporcie są dosyć szczegółowo opisane kwestie związane z NCS-em, czyli z trybem podejmowania decyzji w Narodowym Centrum Sportu i nadzoru nad NCS-em przez Ministerstwo Sportu, czyli te dwie instytucje, które mogły być przez kancelarię premiera skontrolowane.

I w tym NCS-ie i Ministerstwie Sportu działo się dobrze czy źle?

- Ja myślę, że o tych decyzjach i wnioskach płynących z tych decyzji pan premier opowie osobiście.

Oczywiście opowie szczegółowo, ale już dzisiaj jego rzecznik uchyli na rąbka tajemnicy...

- Wynika z tego raportu dosyć jasno, że problemem przy organizacji tego meczu, jeszcze nie przesądzając po czyjej stronie była wina, był taki brak jednego organizatora, jednego podmiotu, który czułby się w pełni aktualny za podejmowanie decyzji.

A kto powinien ten podmiot wyznaczyć? Niby każdy wszystko wiedział.

- Niby wszystko było w porządku. Każdy podejmował decyzje, czy postępował na podstawie umów wcześnie zawartych, a jednak gdzieś coś nie zagrało.

A kto powinien ten podmiot wyznaczyć? Czy powinien go wyznaczyć PZPN czy FIFA, minister sportu?

- To jest temat do ewentualnych decyzji, czy wyciągnięcia wniosków po lekturze tego raportu. Ten raport zresztą będzie jeszcze pogłębiony. Na razie jest to wersja wstępna. Kontrolerzy zapowiedzieli, że jeszcze uzupełnią wiedzę, którą przekazali premierowi.

Jak pana słucham, to czuję, że się wszystko rozejdzie po kościach.

- Nic się nie rozejdzie po kościach, spokojnie. Między innymi po to była ta kontrola, żeby zanalizować tę sytuację i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Co się stało, to się stało.

...po co drążyć temat...

- Jeśli będą konsekwencje czy decyzje personale, to - jak powiedziałem - pan premier poinformuje o nich osobiście. Natomiast efektem tego raportu i efektem działalności kontrolerów powinny być zmiany organizacyjne, które uniemożliwią taką sytuację...

Na pańską intuicję: będą jakieś zmiany personalne czy premier potoczy tylko surowym wzrokiem, pogrozi palcem i powie: No, w przyszłości ma być lepiej?

- O wszystkich decyzjach personalnych - jak pan redaktor doskonale wie...

...poinformuje premier w stosownym czasie, a Centrum Informacyjne Rządu oraz rzecznik prasowy rządu uprzedzą o tym, że będzie konferencja prasowa premiera.

- O wszystkich decyzjach personalnych poinformuje premier osobiście.

A od kogo w ten feralny wtorkowy wieczór premier dowiedział się, że coś jest nie tak na tym stadionie?

- Wszyscy dowiedzieli się chyba tak samo, to znaczy w momencie, kiedy okazało się, że mecz nie rozpoczyna się...

Taka scena: siedzicie w kancelarii premiera, telewizor włączony, paluszki przygotowane. Ktoś zadzwonił czy po prostu z telewizora się dowiedzieliście?

- Oczywiście dzieje się tak, że kiedy widać, że jest jakiś problem, rozpoczyna się kontakt z ludźmi odpowiedzialnymi za dany obszar, w którym następuje kryzys. W tym przypadku był to kontakt z panią minister Muchą, z szefem Narodowego Centrum Sportu...

A proste pytanie: pani minister Mucha albo szef NCS-u zadzwonili wcześniej czy premier dowiedział się dopiero z telewizora, że coś jest nie tak?

- Inicjatywa wypłynęła w kancelarii premiera.

Aha. Czyli z telewizji się dowiedzieliście. Media siłą. I nie ma żalu, że minister Mucha nie zadzwoniła?

- Inicjatywa pogłębienia informacji o tym, że coś jest nie tak, zrodziła się w kancelarii premiera.

Jestem gotowa refundować in vitro wtedy, kiedy będę miała stosowny akt prawny, jakim jest ustawa. Pamięta pan, kto to mówił?

- Pani minister Kopacz.

No właśnie. I co: Kopacz nie mogła bez ustawy, a Arłukowicz może? Pięć lat dyskusji i się okazało, że nie ma problemu.

- Problem jest oczywiście - wiadomo. I wiadomo też, dlaczego jest taki problem, i wiadomo, dlaczego w tym momencie właśnie takie decyzje premiera. Jesteśmy właśnie o pięć lat starsi, pięć lat mądrzejsi o wiedzę, że temat, który dawno w parlamencie powinien być rozwiązany, z różnych względów - między innymi takich, że zarówno jeden klub koalicyjny, czyli Platformy Obywatelskiej, jak i drugi, czyli PSL-u, są w tej sprawie podzielone, w związku z tym nie ma pewności, jaki ostatecznie ta ustawa miałaby kształt, w tej sprawie głosy są podzielone. W związku z tym ta zapowiadana wielokrotnie ustawa ciągle jeszcze nie ujrzała światła dziennego.

Co się stało z tym silnym, gromowładnym przywódcą partii, który nie potrafi nawet własnej partii skłonić do przyjęcia ustawy i do wypracowania jednej opinii na jej temat?

- Ja myślę, że taka decyzja, która właśnie wczoraj została podjęta przez pana premiera, to jest objaw siły i zdecydowania.

Wręcz przeciwnie: objaw słabości i braku zdecydowania.

- Tutaj się różnimy absolutnie i myślę, że pozostaniemy przy swoich zdaniach.

Nie wiadomo, jak tę ustawę wprowadzić, nie wiadomo, jak przekonać własną partię, to szukamy sztuczki.

- To nie jest sztuczka. To jest uruchomienie normalnej procedury i normalnej, prawnie zagwarantowanej, prawnie umożliwiającej wprowadzenie tej procedury drogi.

Numer wam zrobią konserwatyści, jak przed wejściem tego programu uchwalą razem z PiS-em i Solidarną Polską ustawę, która zakaże budżetowego finansowania in vitro.

- Pan premier wczoraj mówił o tym, że ma nadzieję, że te decyzje dokładnie zdopingują parlamentarzystów do pracy i do zakończenia prac nad ostatecznym projektem ustawy. Ja przypomnę, że według zapewnień zespołu w Platformie Obywatelskiej, złożonego z konserwatystów i z liberałów, już do końca sierpnia właściwie ta ustawa powinna ujrzeć światło dzienne.

Nasz słuchacz, pan Marek, pyta: Centrum Zdrowia Dziecka pada, nie ma na leczenie dzieci, a państwo chcecie finansować in vitro z budżetu. Wytłumaczy mi pan tę paranoję?

- Centrum Zdrowia Dziecka przechodzi program naprawczy...

Ale pieniędzy nie ma.

- Przechodzi program naprawczy i mamy nadzieję, że efektem tego programu będzie uzdrowienie sytuacji w Centrum Zdrowia Dziecka. Natomiast procedura, o której mówimy, o której mówił wczoraj pan premier, ma szansę wejścia w życie w drugiej połowie przyszłego roku.

Wtedy pieniądze na Centrum Zdrowia Dziecka się znajdą?

- I wtedy pieniądze powinny się znaleźć. Przypomnę, że na przyszły rok mówimy o kwocie 50 mln zł. Ta kwota, według zapewnień, wystarczy.

Panie ministrze, od kiedy premier wiedział o wycieku tych zdjęć ze Smoleńska?

- Myślę, że tak jak cała administracja rządowa.

Czyli we wrześniu?

- Od momentu pozyskania tej informacji przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

To dlaczego nikt nie uprzedził rodzin, że takie drastyczne zdjęcia są, nie przygotował ich na to?

- Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, odpowiedzialna za reakcję w tego typu momentach, podjęła natychmiastowe działania. Również podjęło natychmiastowe działania Ministerstwo Spraw Zewnętrznych.

A rodziny się nie dowiedziały.

Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje