Reklama

Reklama

Graś: Schetyna przydałby się w Moskwie, ale ambasadorem nie zostanie

- Te wybory pokazały, że każdy głos się liczy. Podobnie może być w wyborach parlamentarnych. Stąd apel do Grzegorza Schetyny i jemu podobnych, żeby następnym razem takie słowa przemyśleć - mówi Paweł Graś o byłym marszałku Sejmu, który przed wyborami skrytykował m.in. wpisanie na listy PO Michała Kamińskiego - byłego polityka PiS. Gość Kontrwywiadu RMF FM określa słowa Schetyny, jako "nieroztropne" i twierdzi, że "następnym razem należy się zastanowić - zanim się coś powie".

Konrad Piasecki: W byłym działaczu NZS państwowe i wojskowe honory dla generała wzbudziły entuzjazm czy raczej niesmak?

Reklama

Paweł Graś: Niech pana generała sądzi Bóg i historia. Dobrze, że mamy tę uroczystość już za sobą. Ona budziła kontrowersje, jak wszystko w Polsce, co wiąże się z komunistyczną przeszłością. Wszyscy, zwłaszcza my, którzy pamiętamy ten urok stanu wojennego, nie mamy za co generała kochać, powiem tak bardzo delikatnie.

Czyli rozumiem w panu, dawnym antykomuniście, jakiś odruch buntu się pojawił.

- Uważam, że optymalną była decyzja, żeby położyć go razem ze swoimi towarzyszami broni z 1. Armii Wojska Polskiego na Powązkach. I właściwie tyle.

A optymalną była też decyzja o wystąpieniu prezydenta podczas mszy pogrzebowej?

- Nie śmiałbym w ogóle tutaj komentować słów pana prezydenta, ani decyzji, co do wystąpienia.

No nie, ale może pan jako człowiek, jako dawny działacz coś na ten temat powiedzieć.

- Pojawił się na nabożeństwie i swoją mowę pożegnalną wygłosił i każdy niech w sumieniu ją ocenia. Jak widzę dzisiaj rano sondaże i badania, z których wynika, że 59 proc. Polaków uważa, że to była dobra decyzja dotycząca Powązek, gdzie 48 proc. zwolenników PiS uważa, że to było dobre rozwiązanie, to byłbym może na miejscu Adama Hofmana i innych działaczy PiS bardziej wstrzemięźliwy w takich radykalnych ocenach tego, co się wydarzyło.

Decyzja o państwowym pogrzebie też była dobra? Bo to była decyzja, którą tak naprawdę podejmowali rządzący.

- Myślę, że to była absolutnie optymalna decyzja, jako żołnierzowi, jako generałowi z trudną historią, ze złą historią, z historią tragiczną dla wielu Polek i Polaków, ale wydaje się, że tutaj nie było dobrej decyzji. Przypomnę, że to nie jest tylko decyzja państwa, czy Pałacu Prezydenckiego, ale również rodziny i uważam, że ta decyzja dot. Powązek była optymalna i tyle.

Ale przyzna pan, że honory wojskowe mogłyby być mniejsze, większe - no mogła to być tylko asysta honorowa albo orkiestra wojskowa. A była kampania reprezentacyjna, była salwa.

- Była asysta honorowa taka, jaka wynika z przewidzianych na takie okoliczności instrukcji i procedur.

Kto podejmował te decyzje? Minister Obrony Narodowej? Rząd? Prezydent?

- Wszyscy mogli przebieg tego pogrzebu oglądać, a myślę, że dobrze, że go transmitowano. Wszyscy widzieli zachowanie różnych stron i uczestników tej uroczystości. I niech każdy sobie w sumieniu wyciąga wnioski, czy to zachowanie było właściwe.

Odpowiedź na konkretne pytanie: Kto podjął decyzję o tej formie pochówku?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie. To na pewno nie było w gestii kancelarii premiera, więc tu na leży pytać przede wszystkim członków rodziny.

A czy to, że nie było premiera na pogrzebie, to była decyzja polityczna?

- Premier od samego początku zapowiedział, że w tym pogrzebie nie weźmie udziału...

Pytanie, dlaczego?


-  I tyle.

No nie, można wziąć, można nie wziąć. To jest decyzja świadoma, a nie przypadkowa.

- Nie czuł takiej potrzeby serca, żeby wziąć udział w tym pogrzebie.

Wyborczy sukces to zasługa Tuska, a to, że tak mały ten wyborczy sukces, to wina Schetyny?

- Ja wiem, do czego pan redaktor tutaj pije.

Tak, do czego?

- Do artykułu w jednej z gazet. Rzeczywiście rozmawialiśmy na ostatnim posiedzeniu zarządu o przebiegu wyborów, o kampanii.

I rzeczywiście premier mówił, że Schetyna grał celowo na obniżenie wyniku?

- Na temat Schetyny padły tam może trzy albo cztery zdania.

Jak brzmiały?

- Z których wynikało, że następnym razem zwłaszcza w tak trudnej sytuacji, kiedy ta walka jest do ostatniego momentu o włos, należy naprawdę - jak się jest rozpoznawalną i prominentną postacią Platformy, należy się naprawdę zastanowić, nim się coś powie.

A Schetyna się nie zastanowił - pana zdaniem.

 - Bo takie nierozważne i nieroztropne słowa w niewłaściwym momencie mogą nie odnieść właściwych skutków.

Pytanie tylko, czy to jest przyjacielskie napomnienie: Grzesiu, następnym razem się zastanów. Czy raczej: Grzegorzu, jak tak dalej będziesz postępował, to koniec z nami?

- To raczej był apel i do Grzegorza, i do wszystkich, żeby tego typu słowa i tego typu wypowiedzi następnym razem naprawdę przemyśleć. Zwłaszcza w kontekście wyborów parlamentarnych, bo wtedy może się rozgrywać o włos. Z resztą te wybory pokazały tak naprawdę, że ten wyświechtany slogan "każdy głos się liczy" jest prawdziwy. I podobnie może być w wyborach parlamentarnych, w związku z tym od wszystkich liderów i osób Platformy oczekujemy lojalności i zespołowej gry.

Będzie batożenie Grzegorza?

- Nie, nie będzie żadnego batożenia Grzegorza, ani nagany partyjnej, ani niczego takiego.

Będzie nagroda w postaci stanowiska ambasadora w Moskwie!

- Nie będzie nagrody w postaci stanowiska ambasadora w Moskwie. Wiem, że pan redaktor czeka na jakiś żółty pasek, więc mogę...

W radiu nie ma żółtych pasków.

- ... Z czystym sumieniem powiedzieć: Grzegorz Schetyna nie będzie ambasadorem w Moskwie ani w żadnym innym mieście.

Nawet w Ułan Bator? Nawet w Ałmaty? Nawet w Kiszyniowie? Nigdzie, po prostu nigdzie? Grzegorz Schetyna na ambasadora nie?

- Grzegorz Schetyna jest szefem Komisji Spraw Zagranicznych, ma bardzo poważne i odpowiedzialne zadania. I właściwie tyle.

To może zostanie kandydatem na prezydenta Wrocławia?

- Na pewno nie zostanie skierowany na placówkę do Moskwy. Chociaż uważam - jeśli zapyta mnie pan redaktor o zdanie - chociaż nie pyta...

"Gdyby pan redaktor zapytał mnie o zdanie w tej sprawie to uważam, że Grzegorz Schetyna do Moskwy jak znalazł"?

- Uważam, że byłby właściwym człowiekiem we właściwym miejscu i jest bardzo dobrze przygotowany. Moskwa wymaga bardzo specyficznej osoby, jeśli chodzi o stanowiska ambasadora. Te relacje są między Polską a Moskwą dosyć trudne ostatnio i uważam, że sprawdziłby się, bo jest bardzo dobrze przygotowany.

Ale była propozycja i Schetyna ją odrzucił?

- Ale nie będziemy mieli okazji przetestować tego w rzeczywistości.

Prezydent Wrocławia dla Schetyny?

- Po wyborach do europarlamentu w strukturach Platformy rozpoczęła się już dyskusja i rozmowy o tym, w jaki sposób w różnych miejscach w Polsce Platforma do wyborów samorządowych będzie się przygotowywać. Również pewnie taka dyskusja będzie toczyć się w dolnośląskiej Platformie i we wrocławskiej Platformie, ale przypomnę tylko, że Jacek Protasiewicz szedł do tych wyborów wewnętrznych pod hasłem raczej pogodzenia się, czy współpracy z Dutkiewiczem. Zresztą dla wielu osób w Polsce, o czy sam się przekonałem, bardzo wiele osób w Polsce jest dalej przekonanych, że Dutkiewicz w dalszym ciągu jest członkiem Platformy i po prostu jest Platformą. Tego typu informacje należy naprawić, bo one są dla wyborców kompletnie niezrozumiałe.

Bo jeszcze a propos Protasiewicza i Schetyny - Protasiewicz mówi, że Schetyna najprawdopodobniej nie pojawi się na listach do Sejmu.

- A to jest pieśń dalekiej przyszłości.

Jakże łzawa i straszliwa.

- Sam się wzruszyłem. Mówienie teraz o tym, jak będą wyglądać listy w 2015 roku, to jest zdecydowanie za wcześnie. To dopiero będzie czas na przygotowywanie kryteriów i tak dalej i tak dalej.

To na koniec pytanie od słuchaczy - kto wymyślił wizytę u Marysi, co nie lubi zdrajców? I wręczanie kwiatów? Koszmarny pomysł.

- Pan premier został zaproszony bodajże przez dyrekcję tego liceum - o ile dobrze wiem - i przez uczniów.

Ale 17-latka mówi "panie premierze, pan jest zdrajcą", a premier biegnie do niej z kwiatami?

- Na tej wizycie się pojawił, otrzymał od młodzieży kwiaty po swoim wystąpieniu i w odruchu serca chciał te kwiaty przekazać Marysi. Marysia nie chciała, no trudno.

Ale panie ministrze, 17-latka - przy całym szacunku dla 17-latek - mówi premierowi prosto w oczy, że jest zdrajcą, a premier biegnie do niej z kwiatami?

- Bez przesady z tym "biegniem z kwiatami", bo powiedziałem, że był to bardziej kontekst sytuacyjny. Natomiast o młodych ludzi należy dbać i młodych ludzi należy przekonywać, należy wykorzystywać każdą sytuację, żeby chociażby takiej pani Marysi delikatnie uświadomić, że się myli i że powinna swoje słowa przemyśleć i nad nimi się zastanowić.

Myśli pan, że te kwiaty, których ona nie przyjęła, przekonały ją do tego?

Myślę, że ta cała sytuacja, zwłaszcza to, co później wokół jej osoby robią media - i te prawicowe i nie tylko - skłoni ją do przemyśleń na temat poglądów, które zdążyła sobie w tym czasie zbudować.

Konrad Piasecki


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje