Reklama

Reklama

Gowin: Nie ma podstaw, by za katastrofę obwiniać pilotów

Nie ma podstaw do obarczania polskich pilotów winą na katastrofę Tu-154 - mówi minister sprawiedliwości Jarosław Gowin odpowiadając na oświadczenie generała majora Michaiła Guriewicza z Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej, który widzi możliwość uznania winnymi katastrofy w Smoleńsku pilotów prezydenckiego tupolewa.

- Działania strony rosyjskiej to próba odwrócenia naszej uwagi. Rosjanie wykorzystują takie informacje do dzielenia nas. A my dajemy się dzielić - mówi Gowin w Kontrwywiadzie RMF FM.

Reklama

Konrad Piasecki: Obaj pełni bólu i szoku, po tym co wydarzyło się w Bostonie. Wyrazy współczucia dla ofiar

Jarosław Gowin: - Już korzystałem z okazji, żeby przekazać wyrazy solidarności całemu społeczeństwu amerykańskiemu. Dzisiaj wszyscy jesteśmy bostończykami.

Panie ministrze, rosyjska prokuratura daje do zrozumienia, że za winnych tragedii 10 kwietnia uzna polskich pilotów. Polski rząd będzie protestował?

- To jest kolejna prowokacyjna sugestia ze strony rosyjskiej. Nie ma żadnych podstaw do tego, aby obarczyć odpowiedzialnością polskich pilotów.

Żadnych? Jest pan przekonany, że także polska prokuratura nie wyda na koniec takiego właśnie orzeczenia?

- Nic z dowodów, jakimi dysponuje strona polska, nie wskazuje na to, żeby można było zrzucać odpowiedzialność na polskich pilotów.

Nawet część odpowiedzialności?

- Nie w takim sensie, w jakim mówi rosyjska prokuratura. Wszystkie działania strony rosyjskiej obliczone są na to, żeby odwrócić uwagę od zaniechań, zaniedbań, błędów popełnionych przez urzędników rosyjskich.

Co my zrobimy, jeśli takie będzie orzeczenie prokuratorów rosyjskich? Jedyni winni to polscy piloci. Mamy w ogóle jakieś możliwości protestu, czy możemy tylko skulić uszy po sobie i powiedzieć: no, trudno jeśli śledztwo rosyjskie wydało takie owoce, to nic nie zrobimy?

- Stanowisko strony polskiej będzie równie jednoznaczne jak to, co ja dzisiaj mówię.

Czyli jak rozumiem pełne bólu i zranienia po takiej decyzji Rosjan?

- Nie, pełne świadomości tego, że tę ogromną tragedię, największą, jaka spotkała Polskę w czasach pokoju, strona rosyjska wykorzystuje do politycznych rozgrywek przeciwko Polsce i do dzielenia Polaków. Bo to jest coś, co boli mnie najbardziej - dajemy się rozmaitym prowokacjom dzielić.

Czy resort sprawiedliwości zamierza się zainteresować tym, co mówi Antoni Macierewicz o trzech osobach, które przeżyły? Moglibyście wysłać do Rosjan jakieś pytania o to, czy mają na ten temat jakąś wiedzę.

- Prokuratura, jak pan wie, nie podlega dzisiaj ministrowi sprawiedliwości. Jeżeli Antoni Macierewicz ma jakiekolwiek dowody w tej sprawie, powinien je zgłosić prokuraturom. Zdaje się, że już zaczął się rakiem wycofywać z tego, co powiedział.

A pan daje temu wiarę?

- Nie, kompletnie nie, bo jak można dawać wiarę słowom wypowiadanym w tak dramatycznie poważnej sprawie, słowom, którym nie towarzyszy jakikolwiek najmniejszy dowód.

Antoni Macierewicz powołuje się na spotkania, zeznania, wypowiedzi różnych osób. Rzeczywiście takie plotki się pojawiły, ale poza sferę plotek nie wyszły. 

- No, ale właśnie. Czy w takiej sprawie jak śmierć blisko stu osób, w tym pary prezydenckiej, powinniśmy w debatach publicznych opierać się na plotkach?

Czyja głowa powinna spaść za rządową kompromitacje gazową? Bo czyjaś rozumiem powinna?

- Pan przesądził już, że to kompromitacja. Ja czekam z niecierpliwością na raport ministra Sienkiewicza. Nie nie, powiedziałem, z niecierpliwością, bo...

Wszyscy czekamy, tylko widząc to, co się stało - przyzna pan, że chaos, brak wiedzy, brak koordynacji i brak kompetencji...

- ...to, że Rosjanie podjęli w tej sprawie pewne działania, to rzecz zrozumiała. To, że my okazaliśmy się niedostatecznie przygotowani na to, to druga rzecz i myślę, że stąd decyzja premiera, aby minister Sienkiewicz wyjaśnił wszystkie okoliczności tej sprawy.

No tak, ale nie wiedziała rządowa lewica, co robi prawica, premier, co robi wicepremier, minister, co robią podległe mu firmy. Czy w normalnym państwie tak wygląda komunikacja wewnątrz rządu, wewnątrz Ministerstwa Skarbu?

- Niedobrze się stało, że doszło do takich sytuacji. Być może już dzisiaj na posiedzeniu rządu, a jeżeli nie to zapewne w najbliższych dniach, pan minister Sienkiewicz - osoba niezwykle w tych sprawach kompetentna, bo i znająca sposób działania służb i znająca się świetnie na energetyce i wreszcie wybitny ekspert od spraw rosyjskich - myślę, że przedstawi swoją analizę sytuacji. Wnioski będą należeć do premiera.

A kiedy Janusz Piechociński mówi: "Jako minister gospodarki zachowałem się w całej sprawie bardzo profesjonalnie" - to ma pan poczucie, że rzeczywiście się tak zachował?

- Wiem za mało, żeby wypowiadać się w sposób jednoznaczny. Jestem przekonany o jednej rzeczy. Ze strony nikogo z rządu nie było najmniejszego elementu złej woli.

A ze strony ministra Budzanowskiego była wybitna kompetencja?

- Mamy pod tym względem niejasne przepisy, które powodują, że spółki skarbu państwa są po części w gestii ministra skarbu, w gestii ministra gospodarki. To jest tak zwana ustawa działowa, przy braku dobrej woli lub braku profesjonalizmu ze strony prezesów spółek może dochodzić do takich sytuacji. Ja ubolewam, że do tej sytuacji doszło.

Czuł pan wstyd, obserwując to, co się dzieje w rządzie i wokół niego?

- Czułem niepokój. Bo tego typu sytuacje nie powinny się zdarzyć.

Tylko niepokój?

- Jestem przekonany, że będziemy potrafili wyciągnąć konsekwencje organizacyjne, strukturalne z tej sytuacji. Co do odpowiedzialności personelu, tak jak powiedziałem - w tych sprawach właściwą osobą jest premier.

Episkopat wzywa polityków, katolików o prawny zakaz in vitro. To zmienia pański pogląd na tę sprawę?

- Nie, nie zmienia.

Nie rzuci pan się do walki, nie rozpocznie krucjaty o prawny zakaz?

- Nie, w mojej ocenie in vitro powinno być dopuszczalne, ale z wykluczeniem tych metod, które prowadzą do zabijania ludzkich embrionów, ponieważ co najmniej nie można wykluczyć, że ludzki embrion jest już człowiekiem.

No ale episkopat jest bardziej jednoznaczny niż pan. I wzywa pana - katolika, żeby pan przyjął jego interpretację in vitro.

- Nie oczekiwałem żadnego innego stanowiska ze strony episkopatu i chyba pana nie powinno dziwić to, że episkopat w tej sprawie jest w tym jednoznaczny. Natomiast proszę też zwrócić uwagę na końcowe fragmenty tego stanowiska. Odczytuję tam pochwałę takiej postawy politycznej, którą ja reprezentuję, czyli postawę dążenia do kompromisu.

A nie wprawia pana w konsternację to potępienie dla rządowego programu refundacji in vitro - też wyrażone przez episkopat?

- To jest kontrowersyjna decyzja. W mojej ocenie byłoby zdecydowanie lepiej, gdybyśmy najpierw rozstrzygnęli te wszystkie sporne sprawy w rodzaju tego, kto powinien mieć dostęp do procedury in vitro, jaka powinna być ochrona dla matek, jaka ochrona ludzkiego embrionu, a dopiero potem rozstrzygali sprawy finansowe.

Czyli pan odcina się od decyzji premiera, ministra finansów i Bartosza Arłukowicza?

- Nie to, że się odcinam, ale w tej sprawie miałem i mam nieco inne stanowisko.

Kwaśniewski wraca, lewica zaczyna zagrażać prymatowi Platformy, co począć?

- Na razie lewica zagraża sama sobie...

A to swoją drogą.

- Ilość nieporozumień, wpadek, rzeczywiście obezwładnia...

Ale ma pan jakiś pomysł, jak pokrzyżować im szyki? Może wziąć Ryszarda Kalisza do rządu, na ministra sprawiedliwości?

- To jest jedno z rozwiązań, natomiast ja mam oprócz tego inny pomysł. Moim zdaniem powinniśmy wrócić do priorytetów z expose premiera - i pierwszego i drugiego - i realizować reformy. Ja się bardzo dużo spotykam z przedsiębiorcami, to jest naturalna grupa trwałego elektoratu Platformy. My ten elektorat tracimy.

A to prawda, że wybiera się pan do Brukseli?

- Nie, to jakaś kompletna bzdura. Mam dużo rzeczy do zrobienia w Polsce.


Dowiedz się więcej na temat: Jarosław Gowin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne