Reklama

Reklama

Dera: Słowa prezydenta o jazgocie opozycji? Andrzej Duda tylko opisuje rzeczywistość

"Trudno nazwać merytoryczną dyskusją to, co robi opozycja. Andrzej Duda mówiąc o jazgocie opisuje stan rzeczy" - tak gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM Andrzej Dera komentuje słowa prezydenta, że program PiS-u spotyka się z jazgotem i niezadowoleniem wielu elit. "Gdyby to była merytoryczna dyskusja, te słowa by nie padły. Prezydent opisuje rzeczywistość, jaką mamy. Trudno opisać ją łagodniejszymi słowami. Jazgot nie jest słowem wulgarnym, ani niestosownym" – podkreśla prezydencki minister.

Marcin Zaborski, RMF FM: Co to jest "jazgot"?

Andrzej Dera: - Jazgot? Inaczej wrzask, hałas...

Reklama

Gwar, mieszanina głośnych, piskliwych dźwięków, krzykliwa kłótnia. Andrzej Duda mówi, że program PiS-u spotyka się właśnie z jazgotem, z niezadowoleniem wielu elit. To jest język głowy państwa, panie ministrze?

- To jest język, który dosadnie pokazuje to, co dzieje się w naszym kraju. Trudno nazwać merytoryczną dyskusją to, co robi opozycja.

Prezydent Duda mówiąc o jazgocie włącza się w merytoryczną dyskusję?

- Ja nie mówię, że włącza się w merytoryczną dyskusję. Opisuje stan rzeczy.

A pamięta pan na pewno, co Andrzej Duda mówił, kiedy obejmował urząd prezydenta. Przemawiał w parlamencie i mówił tak: "Proszę, żebyśmy umieli szanować się nawzajem. Mówię o tym zwłaszcza tutaj, w sali sejmowej. Mówię to do polskich polityków. Mówię to także do siebie".

- Tak jest - i cała prezydentura Andrzeja Dudy udowadnia to. Natomiast przypomnę, te słowa były opisaniem zjawiska. Opisał to w ten sposób.

Krytyka programu Prawa i Sprawiedliwości to jazgot.

- Nie, to nie jest krytyka. Panie redaktorze, jeszcze raz powtórzę - nie jest to krytyka.

Tak mówi prezydent.

- Prawdziwa cnota krytyki się nie boi. To nie w tym jest problem. Gdyby to była krytyka, gdyby była to merytoryczna dyskusja, to na pewno te słowa by nie padły. Proszę zwrócić uwagę na to, co się działo ostatnio w parlamencie, jakie wypowiedzi mają przedstawiciele totalnej opozycji. Uważam, że słowa o jazgocie są tutaj akurat opisujące to, co robi totalna opozycja.

Pytanie, czy prezydent nie powinien być tym, który nadaje zupełnie inny ton w tej dyskusji. Przypomnijmy jeszcze te słowa z początku...

- Sam pan prezydent nie używał takiego słownictwa. Opisał to...

No nie, powiedział, że to jest jazgot, panie ministrze. On użył tego słowa - nie opozycja.

- Jeszcze raz powtarzam, panie redaktorze. Opisał to, co każdy może zobaczyć.

"Chciałbym, żebyśmy budowali wzajemny szacunek. Proszę o wzajemny szacunek" - mówił na początku swojego urzędowania. Czy kiedy teraz mówi o jazgocie, to okazuje szacunek krytykom PiS-u?

- Panie redaktorze, opisuje rzeczywistość, którą mamy - ona taka jest. Trudno opisywać łagodniejszymi słowami, bo aż się cisną mocniejsze słowa... Uważam, że pan prezydent bardzo dyplomatycznie mimo wszystko powiedział. Jazgot nie jest słowem ani wulgarnym, ani niestosownym. Opisuje to, co robi opozycja i nie jest wyzywające.

Czy kiedy zaprasza na demonstracje zwolenników Prawa i Sprawiedliwości...

- Kto zaprasza?

Pan prezydent. Nie słyszał pan?

- Nie.

"Przyjedziecie? - Przyjedziemy!" - hasło, które zostało po tym przemówieniu. Nie słyszał pan tych słów?

- Nie, nie słyszałem.

Nie słyszał pan hasła "Przyjedziemy, przyjedziemy", kiedy prezydent mówił: "Mam nadzieję, że kiedy będzie trzeba, przyjedziecie i pokażecie poparcie dla tego programu"?

- No, ale to cóż w tym złego jest, że pan prezydent mówi, ze zaprasza, żeby było poparcie dla rządu mieszkańców? Przecież nie pytał się...

Niektórzy pamiętają, panie ministrze, że pan prezydent w maju, kiedy zaczynał urzędowanie, kiedy wygrał wybory, kiedy startował w wyborach, mówił o tym, że chciałby, żeby po 5 latach jego prezydentury postrzegany był jako prezydent wszystkich Polaków. Czy to jest realizacja tego marzenia?

- Panie redaktorze, pan prezydent przyjechał do Żagania nie na spotkanie partyjne tylko spotkanie otwarte. Mówił do mieszkańców Żagania.

A wciąż był prezydentem RP czy nie?

- Jest cały czas prezydentem RP. Przyjeżdża i zaprasza mieszkańców do poparcia tego, co się dzieje. Co tu jest niestosownego czy złego?

Jako prezydent wszystkich Polaków?

- Tak jest.

Panie ministrze, cieszy się pan, że Wołomin...

- Rząd jest rządem wszystkich Polaków. To, że niektórzy politycy kontestują - mają do tego prawo, bo są w opozycji. Ale rząd - niezależnie od tego, czy jest takiego czy innego ugrupowania, jest pana rządem i moim rządem.

Czyli mają prawo ten "jazgot", jak panowie mówią, wydawać z siebie?

- Panie redaktorze, jeszcze raz powtórzę, bo widzę, że pan nie chce mnie słuchać.

Cały czas pana słucham, panie ministrze z wielką uwagą.

- Ale pan swoje, ja swoje. Jeżeli tak ma wyglądać ta rozmowa, to zostawmy na tym poziomie, bo ja trzeci raz nie będę o tym samym mówił.

No to idźmy dalej. Cieszy się pan, że Wołomin, Grodzisk Mazowiecki, Kobyłka niebawem też będą stolicą Polski?

- Panie redaktorze, o metropolii w Warszawie mówi się już - o ile ja dobrze pamiętam - 2006, 2007, 2008, 2013, 2014 r. - cały czas jest problem, co z Warszawą.

A kto powinien zdecydować o tym, czy będzie metropolia, czy nie?

- Panie redaktorze, są dwie drogi: albo dobrowolna, albo ustawowa.

Która jest lepsza?

- Na pewno byłaby lepsza droga dobrowolna, ale dobrowolnie to wygląda w ten sposób, że mieszkańcy podwarszawskich miejscowości w skutek tego, że władze nie potrafią się dogadać, płacą po prostu więcej za bilety, co jest kuriozum. Pokazuje to, że każdy trzyma swoją stronę i nie widzi całości.

Ta dobrowolna droga, o której pan mówi zakłada, że pytamy mieszkańców, czy chcą?

- Nie, nie. Dobrowolna to jest najpierw porozumienie, chęć do tego. Jeżeli nie będzie chęci władz, to nawet i mieszkańcy nie będą pytani, bo nie będzie woli politycznej do tego.

Ale czy mieszkańcy podwarszawskich gmin i także Warszawy, bo to ich dotyczy, powinni mieć szansę wypowiedzieć się chociażby w referendum?

- Panie redaktorze. Na jedną rzecz chcę zwrócić uwagę: czym jest metropolia? Nikt nie narusza struktury dotychczasowych gmin. To nie jest tak, jak się mówi, że gminy znikną. Znikną te... Nie wiem, bo nie znam tutaj dosyć dobrze tej struktury gminnej wokół Warszawy, ale to nie jest tak, że znikną podwarszawskiej gminy i ktoś na siłę zmusza ich do przystąpienia tylko jest coś takiego urbanistycznie, że Warszawa jest po prostu metropolią.

Chodzi o zmianę granic administracyjnych.

- Ale tylko w zakresie powiatu. Panie redaktorze...

Panie ministrze. Tyle, że mamy Europejską Kartę Samorządu Terytorialnego...

- Panie redaktorze...

...proszę pozwolić, artykuł 5.

- A przeczytał pan projekt ustawy?

Absolutnie, przeczytałem. Przeczytałem, że stolica Rzeczypospolitej Polskiej, miasto stołeczne Warszawa.

- Jest zachowana autonomia gmin?

Spierali się wczoraj o to m.in. burmistrzowie Grodziska Mazowieckiego i Sulejówka. Każdy patrzy na tę ustawę i widzi w niej co innego. Prezydent Warszawy mówi dzisiaj...

- Ale ja bym się do faktów, nie do tego, co kto chce widzieć tylko do tego, co jest zapisane w projekcie.

Do faktów się odnosząc. Europejska Karta Samorządu Terytorialnego, artykuł piąty mówi tak: "Każda zmiana granic społeczności lokalnej wymaga uprzedniego przeprowadzenia konsultacji z zainteresowaną społecznością, możliwie w drodze referendum, jeśli ustawa na to zezwala".

- Panie redaktorze, gdybyśmy mówili o tym, że likwidujemy gminy i włączamy je do innej jednostki, to jest to zrozumiałe. Tutaj nikt nie narusza integralności terytorialnej. Tutaj nikt nie zmienia granic gmin. Mówimy o metropolii jako wykonywaniu pewnych zadań. Ja czytałem projekt tej ustawy.

Burmistrzowie też pewnie czytali i pytają. Mówią, że nie chcą tego rozwiązania, część przynajmniej z nich.

- Ja bym się głęboko na miejscu tych burmistrzów zastanawiał, czy nie chcą tego, żeby sprawniejsza była komunikacja, czy kwestia planów rozwojowych i korzystania z tego, że się jest w oddziaływaniu... Bo dzisiaj wygląda to tak, że mamy oczywiście pełną autonomię. Każdy robi swoje, natomiast brakuje wspólnych osiągnięć. Paradoksalnie panu powiem, bo sobie przejrzałem nawet internet. PO, która dziś w czambuł krytykuje ten pomysł, dwa lata temu, jak mówiła sama o metropolii, zachwalała. Ci sami ludzie, którzy dzisiaj krytykują, wtedy mówili: będzie lepsza komunikacja, będą lepsze rozwiązania dla mieszkańców. No to zastanówmy się, czy to schizofrenia polityczna czy może inne cele.

Pytanie jeszcze o gen. Skrzypczaka. Słyszymy w Faktach RMF FM, że stracił prace w Wojskowym Instytucie Uzbrojenia Technicznego. Myśli pan, że to jest przypadek, że dopiero co mówił o tym, że nadszedł taki czas, że żołnierza polskiego się nie szanuje, nadszedł czas pogardy dla polskiego żołnierza, komentując ten parasol nad Bartłomiejem Misiewiczem trzymany przez żołnierza polskiego?

- Panie redaktorze, ja nie będę się na ten temat wypowiadał, bo sprawy nie znam, po prostu nie znam. Nie wiem, dlaczego został odwołany. To jest świeża informacja, chyba z ostatniej godziny.

Ta koincydencja tutaj występująca jest dla pana interesująca?

- Nie wiem, panie redaktorze, czy jest, czy jej nie ma, jakie były powody zwolnienia. Nie chciałbym wchodzić tutaj w charakter komentatora nie znając sprawy. Nie lubię tego robić.

To może wie pan, czy jest już nowy dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych, bo to pana kompetencja, m.in.?

- Wiem, że jest, bo przez moje ręce te wnioski przechodzą. Pan prezydent taką decyzję podjął.

Kiedy ją poznamy?

- Myślę, że w ciągu najbliższych paru dni.

Gen. Jarosław Mika został nowym dowódcą generalnym rodzajów sił zbrojnych?

- Panie redaktorze, za parę dni ta informacja oficjalnie zostanie przekazana. Wtedy państwo się dowiecie, kto został tym dowódcą.

Ogłosi to pan prezydent czy minister obrony?

- To jest decyzja pana prezydenta, więc ja nie wiem, czy sam osobiście pan prezydent czy Kancelaria Prezydenta. Na pewno będzie to komunikat ze strony pana prezydenta bądź kancelarii.

Marcin Zaborski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje