Reklama

Reklama

"Byłem świadkiem salutowania Misiewiczowi"

Były wiceminister obrony Romuald Szeremietiew przyznał w Popołudniowej rozmowie w RMF FM, że był świadkiem, jak żołnierze salutowali rzecznikowi MON Bartłomiejowi Misiewiczowi jak ministrowi. "Byłem świadkiem takiego zdarzenia. Przyjechał pan rzecznik i był traktowany jak minister. Każdy ma swoje dziwactwa" – powiedział Szeremietiew.

Marcin Zaborski, RMF FM: Dzień dobry, były wiceminister obrony, prof. Romuald Szeremietiew, dziś wykładowca Akademii Sztuki Wojennej jest moim gościem. Dzień dobry.

Reklama

Romuald Szeremietiew: - Dzień dobry.

Widział pan, panie profesorze, żołnierzy trzymających parasol nad rzecznikiem MON?

- To będziemy o tym rozmawiać? 

No chwilę porozmawiajmy.

- Bez sensu... Po co, nie...

Jednak chyba temat jest.

- Jaki temat? Temat jest taki, że usłyszałem, że to jest już skończona rzecz. Rzecznik rządu powiedział, że sprawa jest zakończona, minister Macierewicz, że niedopuszczalne jest, żeby wojskowy salutował komuś, kto jest nieupoważniony, i że takie rzeczy się nie powtórzą.

No właśnie, tyle że mówił, że to się zdarzyło raz, a teraz widzimy, że było raz, drugi, trzeci. Bartłomiej Misiewicz jest traktowany jak minister, żołnierze mu salutują, oddają honory. 

- No tak, ja też byłem świadkiem takiego zdarzenia. 

Czyli pan to widział na własne oczy, nie tylko w telewizji.

- Tak. Byłem w jednej z miejscowości podwarszawskich, gdzie była kompania honorowa, było odsłonięcie pomnika, przyjechał pan rzecznik i go powitano jako ministra i meldowano jako ministrowi, co wzbudziło, powiedziałbym tak - złośliwe komentarze.

I co pan wtedy zrobił?

- Nic, co miałem robić?

Nie reagował pan na taką sytuację?

- A co miałem reagować?

Nie wydawało się to panu cokolwiek dziwne?

- No wydawało mi się, ale rozumiem, że każdy ma jakieś swoje dziwactwa.  

Gen. Roman Polko np. mówi tak: "To jest żenujący spektakl: żołnierze w mundurze występują w roli ciecia". 

- To prawda, że to nie jest zachwycające rozwiązanie, i kilka razy w mediach społecznościowych wypowiadałem się krytycznie o tym zdarzeniu, ale nie sądzę, aby to było najważniejsze, jeżeli idzie o siły zbrojne i o to, co w systemie obronnym naszego kraju trzeba zrobić.

Ale patrząc na takie obrazy, nie zadaje pan sobie pytania: Gdzie są żołnierskie kręgosłupy, gdzie morale armii budowane przez lata?

- To znaczy tak... Naszej armii jest taki kłopot: po pierwsze pamiętajmy, że odziedziczyliśmy wojsko po Polsce Ludowej, a to odziedziczone wojsko już miało przetrącony kręgosłup, ponieważ uczestniczyło w stanie wojennym.

Ale już ponad ćwierć wieku to wojsko funkcjonuje w nowych realiach.

- Zaraz, zaraz, powoli, powoli... To oznacza po prostu, po pierwsze, że przecież kadra, oficerowie, wszyscy z tego poprzedniego wojska zostali, przecież nikt ich nie rozliczał, nie usuwał, i zresztą trudno było sobie to wyobrazić, żeby tego typu proces można było przeprowadzić, a to doświadczenie zaciążyło bardzo, moim zdaniem, na morale również obecnego wojska. 

Ale patrząc na te obrazy z Bartłomiejem Misiewiczem, widzimy młodych żołnierzy, którzy stoją, salutują, oddają honory rzecznikowi ministerstwa. 

- A widzi pan jak się pewne postawy, które były w czasach Polski Ludowej, i pewne poglądy, powtarzają również w głowach niektórych młodych ludzi?

Czyli to co dzieje się dzisiaj, jest winą PRL-u, wszystko od początku do końca?

- Nie wszystko, ale sporo.

Ale Bartłomiej Misiewicz jest współpracownikiem Antoniego Macierewicza, człowieka, który chyba z PRL-u wyniósł inne wzorce, niż te, o których mówimy.

- Jeszcze raz wrócę do tego, co powiedziałem na początku. Ja naprawdę nie chcę rozmawiać o incydencie, który moim zdaniem nie ma wielkiego znaczenia i mam nadzieję, że minister obrony się z tym upora i nie będziemy do tego wracali. Bo sprawy, jeśli chodzi o naszą obronność, są znacznie poważniejsze niż to, czy ktoś trzymał parasolkę nad kimś.

Sprawy są rzeczywiście chyba poważniejsze, bo na przykład generał Waldemar Skrzypczak mówi: Armię drąży choroba poddaństwa. I dorzuca, że armia stała się narzędziem w ręku polityków, którzy po prostu się nią bawią.

- Zawsze struktury hierarchiczne mają to do siebie, że w tych strukturach hierarchicznych pojawia się również coś, co nazywa się karierowiczostwem i próbą przypodobania się przełożonemu tak, żeby on docenił tego, który się chce przypodobać.

Dlatego żołnierze salutują Misiewiczowi, bo karierę chcą zrobić?

- Nie tylko, ale myślę trochę z przyzwyczajenia, może z tego, że... Nie, znowu pan wraca do tego. To zaczyna być irytujące.

Co się dzieje w ostatnich miesiącach w polskim wojsku, pańskim zdaniem? To jest polityczna czystka czy profesjonalna odnowa? Odeszło 25, 26 generałów.

- Jeżeli ktoś poznał moje poglądy, to wie, że mam bardzo skrystalizowany pomysł na to, co należałoby zrobić, i mogę powiedzieć tak: to, co jest obecnie realizowane przez ministra obrony narodowej nie jest zgodne z moimi poglądami. My się bardzo różnimy, zresztą pan minister też dał mi odczuć, że się różnimy.

A te odejścia generałów: one pana niepokoją, martwią czy są dla pana czymś naturalnym?

- Nie, nie, mnie to oczywiście niepokoi. Mnie niepokoją zmiany jeżeli chodzi o te najwyższe stanowiska dowódcze, dlatego że zawsze tego typu zmiana powoduje, że jeżeli odchodzi ktoś z doświadczeniem, a wiem, że w wojsku, w siłach zbrojnych kompetencje buduje się bardzo długo, jeżeli się prześledzi kariery w wyższych dowództwach, w armiach natowskich, to widać, tak? Tutaj nie można pewnych szczebli przeskakiwać. 

Ale szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego mówi, choćby w tym studiu, że nie dzieje się nic nadzwyczajnego, bo generałowie odchodzą co roku, tak się dzieje zawsze.

- No tak, tylko nie wiem, po pierwsze, w jakiej ilości...

No szczególnie 2013 rok był taki, gdzie kilkunastu generałów rzeczywiście odeszło.

- No właśnie, więc to jest tak, że rzeczywiście zmiany kadrowe w armii są, rozumiem, że minister ma własny koncept co do tego, jak ta armia ma wyglądać, i próbuje ten koncept realizować... Mówię, ja mam inną wizję sił zbrojnych i potrzeb, jeśli chodzi o system obrony, ale nie ja o tym decyduję. Myślę, że minister Macierewicz jest dopiero rok tym ministrem, ma prawo do realizowania swojej wizji, no i zobaczymy oczywiście, jakie będą efekty tego w najbliższej przyszłości. 

Patrząc na to, co się dzieje i w armii i na zewnątrz i wokół Polski, czy w ostatnich miesiącach widział pan powodu do zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego?

- Nie, ja takich powodów nie widziałem.

W zeszłym roku były dwa posiedzenia: marzec, czerwiec, potem cisza.

- Nie ma specjalnie zderzeń, które by wymagały tego typu zdarzenie.

Rosyjskie manewry wojskowe, które obserwujemy choćby w ostatnich dniach, tygodniach?

- To jest pewna stała. Jeżeli mam wyrazić swoją opinię w tej kwestii, to ja bym nie widział tutaj potrzeby zwoływania Rady Bezpieczeństwa, która jest jednak pewnym ciałem, nazwijmy to, dekoracyjnym. Nie tam padają decyzje. Natomiast ja bardzo widziałbym potrzebę zbudowania, stworzenia jak najszybciej nowej strategii obronnej naszego kraju.

Dowiedz się więcej na temat: Romuald Szeremietiew

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy