Reklama

Reklama

Brudziński: Komorowski bierze ogon pod siebie

"Bronisław Komorowski bierze ogon pod siebie i zmyka z linii, na której mógłby pokazać atuty, które rzekomo posiada" - mówił w Kontrwywiadzie RMF FM o debacie Duda-Komorowski, poseł PiS Joachim Brudziński. "Jak majster pohukujący "ho, ho, ho" nawet zgoli wąsa i zderzy się z tym rzekomo czeladnikiem, to się okazuje, że majster jest nagi, jak strażnik żyrandola" - ocenił Brudziński.

Konrad Piasecki: Od kiedy unikanie debaty to tchórzostwo, arogancja i lekceważenie wyborców?

Joachim Brudziński: A od kiedy takie buńczuczne wymachiwanie szabelką i przekonanie, że ja, Bronisław Komorowski, prezydent nie będę zniżał się do poziomu moich konkurentów i kandydatów, pod których kandydaturami podpisze się 100 tysięcy Polaków, jest czymś dobrym, pozytywnym?

Może od wtedy, kiedy w 2014 roku w czasie kampanii europejskiej Jarosław Kaczyński odmawia debaty Donaldowi Tuskowi, a w 2011 podczas wyborów parlamentarnych mówi, że na debatowanie z Tuskiem szkoda czasu.

Reklama

- Pan redaktor dołącza do grona tych, którzy zawsze w trudnych dla Platformy Obywatelskiej momentach - czy w tym wypadku dla Bronisława Komorowskiego - sięgają po Jarosława Kaczyńskiego.

Ja nie sięgam po Jarosława Kaczyńskiego, tylko pamiętam wszystkie ostatnie wybory i wszystkie ostatnie namawiania Jarosława Kaczyńskiego do debaty. Pamiętam też wybory roku 2010, kiedy Jarosława Kaczyńskiego też trudno było przekonać przed pierwszą turą do debaty oko w oko z Bronisławem Komorowskim - i w końcu do tej debaty przed pierwszą turą nie doszło.

- Szanowni państwo, szanowni radiosłuchacze: otóż nie mija pierwsza minuta naszej rozmowy i pan redaktor Konrad Piasecki był już wątpliwie uprzejmy przywołać Jarosława Kaczyńskiego pięć, sześć, a może nawet dziesięć razy.

Ja przywołuję standard debaty, jaki zaproponowało Prawo i Sprawiedliwość w ostatnich wyborach.

- Niech pan dopuści w ramach tychże standardów, żeby gość, którego pan zaprosił do studia, mógł również parę zdań powiedzieć.

Ale gościowi muszę odświeżyć pamięć.

- A mogę już?

Proszę bardzo.

- Dziękuję. Po pierwsze, to są wybory prezydenckie i to są wybory między Andrzejem Dudą - nie kandyduje w tych wyborach Jarosław Kaczyński - i Bronisławem Komorowskim. Po drugie, Polacy - wynika to z wielu sondaży - takiej debaty się domagają.

Oczywiście. Ja też się domagam jako dziennikarz. I zawsze się domagałem.

- To proszę pytać Bronisława Komorowskiego, dlaczego boi się stanąć na tej ubitej ziemi i wysyła swoich giermków w postaci pana Nałęcza, którzy w sposób niezwykle brutalny i niski próbują dezawuować Andrzeja Dudę.

Pytam i słyszę odpowiedzi Bronisława Komorowskiego, który mówi: "Bo nie ma tradycji takiej debaty".

- Otóż przypominam zarówno panu redaktorowi, jak panu Bronisławowi Komorowskiemu, że w I turze takie debaty miały miejsce.

Z urzędującym prezydentem?

- Pełniącym obowiązki.

Ale czy z urzędującym prezydentem?

- Pełniącym obowiązki prezydenta, panie redaktorze. To po pierwsze. Po drugie jest rok 2015. Jest zupełnie nowa sytuacja. Bronisław Komorowski ogłaszający: mam zwycięstwo w kieszeni; nagle okazuje się, że rejteruje przed kandydaturą, której postaci na początku tej kampanii nie mógł sobie przypomnieć. Kiedy zjechał w sondażach w stosunku do Andrzeja Dudy o 18 procent, zrobiło się nerwowo, i zrobiło się tak nerwowo, że się pojawiają afery. A to afera "promptergate", która wywołał pan redaktor Konrad Piasecki, a to afera rzekomego cienia Barbary Blidy, wywołana przez prof. Nałęcza. Panie redaktorze, nie ma większej satysfakcji dla sztabowców Andrzeja Dudy niż to jak się dzisiaj zachowuje front obrony Bronisława Komorowskiego.

Czym w takim razie było unikanie debaty przez Prawo i Sprawiedliwość przez ostatnie lata?

- Panie redaktorze, nigdy żadnej debaty nie unikaliśmy.

Unikaliście. Była debata w 2011 roku przed wyborami parlamentarnymi.

- Mieliśmy już aferę, którą wywołał Konrad Piasecki.

Nie było żadnej afery...

- Teraz  próbujemy wywołać aferę: PiS odmawiał debaty.

No, nie aferę.

- Otóż PiS oczekuje debaty z Bronisławem Komorowskim.

Ale dlaczego unikał wcześniej tej debaty? Niech pan powie.

- Dlaczego Bronisław Komorowski unika tej debaty? Niech pan powie, niech pan powie.

Bo urzędujący prezydent nigdy nie debatował. Ja się pod tym nie podpisuję.  Mnie się to nie podoba. Ja bym oczekiwał debaty. Ja zawsze oczekuję debaty, a pan zaczął oczekiwać dopiero w tych wyborach.

- Oczywiście, to nie wina Komorowskiego, że rejteruje i bierze ogon pod siebie i znika z tej linii, na której mógłby pokazać te wszystkie swoje atuty, które rzekomo posiada i zderzyć się - jak obraźliwie nazywa swoich konkurentów - z czeladnikiem. Tylko wie pan, często jest tak, że jak majster pohukujący nawet zgoli wąsa i zderzy się z tym rzekomo czeladnikiem, to się okazuje, że ten majster jest nagi jak strażnik żyrandola.  

Panie pośle, a jest mi pan w stanie obiecać, że lider Prawa i Sprawiedliwości przed żadnymi wyborami, w których Prawo i Sprawiedliwość będzie startowało, nie będzie unikał debaty? Za chwilę mamy wybory parlamentarne i znowu będzie debata o debatach.

- Jestem w stanie panu, panie redaktorze, obiecać, że lider Prawa i Sprawiedliwości, sztab Prawa i Sprawiedliwości będzie zawsze podejmował takie decyzje, jakie będziemy uważali za słuszne i dające szanse zwycięstwa. Co my uważamy, panie redaktorze, to jest nasza suwerenna sprawa. Żadne podpowiedzi, czy to pana redaktora Piaseckiego czy pana Nałęcza...

Nikogo się nie będziecie słuchali, bo macie  swoją mądrość.

- Tak, i dobrze na tym wychodzimy. Najlepszym przykładem są najnowsze sondaże i ta nerwowa reakcja tych wszystkich...

Sondaży, w które nie wierzycie

- ...którzy  chcieliby, aby przez najbliższe pięć lat Bronisław Komorowski pilnował  żyrandola. Mam taką nadzieję - zobaczyć pana Bronisława Komorowskiego wyjeżdżającego limuzyną  z Pałacu Prezydenckiego, tak jak kiedyś  Lecha Wałęsę z tą lampką, która zabrał ze sobą. I teraz w sierpniu pan prezydent wyjedzie z tą flintą, którą  gdzieś tam zawiesił na ścianie...

Duda idealny tylko na prezydenta? Czy także na premiera? 

- Andrzej Duda jest kandydatem Prawa i Sprawiedliwości i szeroko rozumianego obozu zjednoczonej podkreślam - zjednoczonej prawicy na urząd prezydenta.

Pod namiotem.

- Niech się pan nie martwi o ten namiot, panie redaktorze, bo on jest wystarczająco wielki, żeby pomieścić  tych, którzy chcą odebrać władzę pani Ewie Kopacz.

Te wybory mogą przynieść zmianę pokoleniową i sytuację, w której prezes PiS-u zostanie raczej mentorem niż liderem.

- Konrad Piasecki znowu wraca do Jarosława Kaczyńskiego. Otóż, panie redaktorze, obserwuje, opisuje i omawia pan polską sceną polityczną...

Ale dlaczego mam nie wracać? Ma pan jakiś kompleks Jarosława  Kaczyńskiego?

- Jak sadzę to pan redaktor ma.

Nie mam.

- Pozwoli pan już...

Czytam list profesora Nowaka, który został już niemal waszym kandydatem, na prezydenta...

- Cieszę się.

I on mówi: Jarosławie Kaczyński, czas jest nieubłagany; gotowość do odejścia jest miarą dojrzałości

- Czy w ramach tych standardów, o które pan apelował na początku naszej rozmowy, pana gość może odpowiedzieć na pytanie? Więc panie redaktorze, Jarosław Kaczyńskie jest dzisiaj niekwestionowanym liderem tej szeroko zjednoczonej prawicy. To po pierwsze. Kandydatem na urząd prezydenta jest Andrzej Duda. I tak jak powiedziałem - opisuje pan polską politykę już od wielu lat. Pamięta pan: już na początku lat 90. Jarosław Kaczyński był wówczas niespełna 40-latkiem i wówczas pojawiały się postulaty, żeby ten stary i wypalony rzekomo już wtedy człowiek usunął się w cień i oddał władzę młodym.

A jak pan czyta ten list Nowaka, to co pan sobie o nim myśli?

- To myślę, panie redaktorze, że wybitny historyk, wybitny sowietolog niekoniecznie okazał się wybitnym i rozsądnym politykiem. Często jak gdyby ta mądrość polityczna nie idzie w parze z taką mądrością, czy wybitnością nawet, jeżeli chodzi o tę dziedzinę nauki, którą reprezentuje pan profesor Nowak.

I myśli pan sobie też, że Duda z Brudzińskim partii by nie udźwignęli? 

- Myślę sobie, panie redaktorze, że zarówno przyszły - wierzę w to głęboko - prezydent Andrzej Duda jak i cichy, pokorny pracownik partyjnej winnicy Joachim Brudziński będą lojalnymi współpracownikami jeszcze przez wiele lat Jarosława Kaczyńskiego dlatego, że dzisiaj jest to - jak mawia przywoływany tutaj wielokrotnie Jarosław Kaczyński - "oczywista oczywistość", że dzisiaj...

... i kto nawołuje i nawiązuje do Jarosława Kaczyńskiego?

- Dzisiaj przywództwo Jarosława Kaczyńskiego jest oczywiste i podważanie tego, to jest próba podawania na tacy zwycięstwa Platformie Obywatelskiej. Ja rozumiem, że są ludzie, którzy chcieliby, by ułatwić pracę osobie, która Platformie Obywatelskiej przyniosła pecha - bo taką osobą jest pani premier Ewa Kopacz - przegrane wybory, w tym wypadku wybory uzupełniające do Senatu, ale my tego zwycięstwa na tacy Platformie Obywatelskiej nie mamy zamiaru podawać nawet, jeżeli postuluje o to prof. Nowak.

Bo słuchacze odwołują się też do ostatniego "Newsweeka", który pisze o Jarosławie Kaczyńskim, że jest chory, że zdarzały mu się zasłabnięcia, omdlenia. To prawda?

- Wie pan, na ten poziom dziennikarstwa, który prezentuje dzisiaj tygodnik redaktora ulubionego, jak mówią niektórzy złośliwi "pluszaka Donalda Tuska", mogę powiedzieć tylko tyle: świetni, najwybitniejsi polscy reporterzy, sam Melchior Wańkowicz ukłuł kiedyś takie powiedzenie określane mianem "kundlizmu". Ja mogę powiedzieć tylko tyle, że ten poziom dziennikarstwa reprezentowany dzisiaj przez "Newsweek" to jest taki dziennikarski "kundlizm". I tyle w tej sprawie.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje