Reklama

Reklama

Boni: Lato pełne zagrożeń. Będziemy żyli pod presją podtopień

- W tej chwili mamy prawie 40 ostrzeżeń alarmowych, głównie w dorzeczu Odry i na Wiśle. Boimy się powrotu ulew na Dolnym Śląsku i w Małopolsce. Wojewoda małopolski jest w gotowości, prowadzimy monitoring zbiorników retencyjnych na Dolnym Śląsku - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM minister administracji i cyfryzacji Michał Boni. - Z okresami uspokojenia całe nadchodzące lato może być pełne zagrożeń, takie mamy prognozy. Będziemy żyli pod presją podtopień. Musimy być w gotowości. Zwiększyliśmy skalę ostrzeżeń. Ludzie będą mieć czas, żeby się zabezpieczyć - zapewnia.

Konrad Piasecki: Wieprz, Krzna, Śląsk, Małopolska - gdzie zagrożenie powodzią jest dziś największe?

Reklama

Michał Boni: - Cały czas boimy się, że jeśli wrócą opady deszczu na Dolnym Śląsku, to to, co dzisiaj opada - woda na Miedziance, w dopływach Odry, może się podwyższyć. Sporo było opadów także w Małopolsce. W częściach dzielnic krakowskich z magazynów wydobyto już nawet worki z piaskiem, bo pojawiają się kolejne zagrożenia. Cały czas punktowo, w różnych miejscach kraju te deszcze mogą być duże i powodować podtopienia.

Na ile poważna jest groźba wylania, wymknięcia się tego wszystkiego spod kontroli?

- Mamy prawie 40 ostrzeżeń alarmowych, głównie w dorzeczu Odry i na Wiśle. To nie jest jakoś dużo - z reguły o tej porze roku, tzn. późną wiosną, to wygląda mniej więcej podobnie. Co nie zmienia faktu, że musimy codziennie patrzeć, monitorować i być w gotowości - szczególnie strażacy. Na Dolnym Śląsku wprowadziliśmy taki dokładny monitoring zbiorników retencyjnych, które powinny oczywiście zbierać wodę, ale muszą ją także wypuszczać, żeby przy rosnących opadach deszczu nie spowodować, że nagle tej wody dużo spłynie i ona tylko zwiększy falę podwyższającą poziom wody.

Gdzie ta lupa niebezpieczeństwa jest najsilniej przyłożona?

- Na dzisiaj Dolny Śląsk i Małopolska.

A prognozy? Bardzo ponure czy strefie średniej stanów średnich?

- Prognozy na dzisiaj są punktowo deszczowe i burzowe. Nie widać zagrożenia długotrwałymi opadami, ale te prognozy co kilka godzin się zmieniają. My mamy kilka razy dziennie analizę tego, co Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przewiduje.

Rozumiem, że nie jest jeszcze tak źle, żeby premier miał ruszać na wały i narzekać na tych, co zawalili i spieprzyli - że zacytuję.

- Nie, mamy bardzo dobry podział zadań. W tej chwili bardzo aktywny jest wojewoda dolnośląski. Ja jestem w stałym kontakcie z tym zespołem sztabowym, kryzysowym, który tam działa. Co 2-3 godziny wymieniamy informacje. Jeśli będzie trzeba, to wojewoda małopolski też jest gotowy, bo w kilku miejscach straty się już pojawiły i trzeba pomóc ludziom.

A kiedy ta sytuacja może wrócić do normy? To jest kwestia tygodnia czy tygodni?

- Ci, którzy prognozują, mówią, że z takimi okresami uspokojenia właściwie całe lato może być pełne takich punktowych zagrożeń. Musimy być w gotowości.

Czyli życie w cieniu powodzi.

- Życie pod taką presją podtopień raczej, bo żadne analizy nie mówią o zagrożeniu powodziowym. Przynajmniej na dzisiaj.

Perspektywy zalań czy powodzi wyglądają tym bardziej niepokojąco, gdy przypomnimy sobie, że pieniądze, które miały być przeznaczone na walkę ze skutkami powodzi, poszły na matki pierwszego kwartału. Niezbyt pochopna była to decyzja?

- Powiedziałbym, że około 8 proc. tych pieniędzy. To trzeba wziąć pod uwagę. To jest kwota 150 milionów złotych na prawie 1,5 miliarda.

Czyli rozumiem - nie mówmy o tym, że 8 proc. poszło, tylko, że 92 proc. zostało.

- Tak. Dlatego, że zrobiliśmy kalkulację. Jeśli te pieniądze zostały zmniejszone, to zostały zmniejszone w sprawach, które dotyczą inwestycji przyszłościowych, ponieważ już dzisiaj widzimy, że pewne umowy zostaną zawarte tak, że będzie można za realizację zadań zapłacić w roku 2014.

A patrząc na te podtopienia, nie nazbyt pochopnie założono, że pod rządami PO żadna powódź w tym roku nam nie grozi.

- Nie, nikt nie zakłada, i w ogóle nie ma tu założenia politycznego. Ja się słucham fachowców, ekspertów, jeśli oni mówią, że jest zagrożenie. Proszę zwrócić uwagę - zwiększyliśmy skalę ostrzeżeń. Dlatego, że uznaliśmy, że jak ludzie wiedzą, że jest burza - mogą inaczej postawić samochód, inaczej się trochę zabezpieczyć, także przed tymi opadami deszczu. I to jest zadanie, które na poziomie lokalnym, we współpracy z samorządami, będziemy całe lato realizowali.

Czy pan się czuje dobrym ministrem?

- Nie mnie oceniać samego siebie.

Ale ma pan jakąś autorefleksję.

- Tak, myślę, że robię dużo ciekawych rzeczy i to daje mi satysfakcję.

Wie pan, dlaczego pytam.

- Wiem, że pojawiają się głosy, czy ministerstwo w ogóle jest potrzebne.

Pojawia się też wiele głosów, również od ludzi, którzy wobec pana są dobrze nastawieni, czy Boni jest dobrze obstawiony, czy akurat w tym ministerstwie, czy nie lepiej było, kiedy był takim wielkim planistą wszechświatowym.

- Panie redaktorze, to jest tak, że ja sprawdzam swoje umiejętności w jednych i w drugich dziedzinach. To zawsze jest jakieś wyzwanie.

I gdzie pan się lepiej czuł?

- Tak samo dobrze się czuję. To jest inny rodzaj zadania, bo to nie jest taka skala, że dyskutujemy o wyzwaniach takich globalnych, aczkolwiek w tej części, która dotyczy spraw cyfryzacyjnych, to - moim zdaniem - jesteśmy w oku cyklonu. To właśnie teraz dyskutuje się o ochronie danych osobowych w całej Europie. Polska jest bardzo aktywna. Jesteśmy jedynym krajem, w którym taka otwarta debata na ten temat się toczy. Tak, żeby ludzie mieli poczucie, że ponieważ są właścicielami danych na swój własny temat, to powinni wyrażać zgodę, jeśli te dane są przetwarzane.

Rozumiem, że pan się czuje człowiekiem dobrze obsadzonym?

- Czuję się dobrze obsadzony.

A nie jest tak, że z drżeniem serca będzie pan czekał na te rekonstrukcyjne decyzje premiera?

- Nie mam żadnego powodu.

Trochę pan też myśli o Brukseli, więc też nie ma w panu lęku.

- Myślę, że po pierwsze zadania tak się kumulowały teraz, a po drugie jest taka sytuacja, że skupiam energię i uwagę na tym, co się dzieje tutaj. Wszystkie rzeczy na przyszłość na razie odstawiłem na bok.

Ma pan poczucie, że pan zostanie po tej rekonstrukcji?

- Ja w ogóle się nie obawiam o swoją pozycję, ponieważ wiem dokładnie, gdzie można działać jeszcze lepiej, ale wiem też, że są sprawy, w których staramy się otwarcie przedstawiać problemy.

- Będziemy mieli Radę Europejską dotyczącą i spraw ochrony danych osobowych, i spraw telekomunikacyjnych. Jest bardzo ważne, aby można było z dużym impetem przygotować pakiet zmian w telekomunikacji i w sprawach informatycznych - tak, aby wydobyć rezerwy rozwojowe. To jest kawałek mnie z tego okresu, kiedy zajmowałem się strategiami. Uważam, że tu jest niesłychanie dużo takich rezerw rozwojowych. O tym w Polsce musimy dyskutować: czym jest internet, jakie daje szanse, jakie są zagrożenia, jak zwiększać dostęp do szybkiego internetu. To są cele, przygotowujemy program operacyjny Polska Cyfrowa - moje oczko w głowie na ten następny okres i na pieniądze unijne. Wiec mam co robić i myślę, że będzie tak dalej.

A propos internetu i danych osobowych: jak smakowały paluszki spożywane w towarzystwie Marka Zuckerberga ?

- Szczerze mówiąc, paluszka chyba żadnego nie zjadłem - on tak bardzo ładnie pojawił się, jako taki element...

Bo to, co przeszło do świadomości ludzi po spotkaniu Michała Boniego z Markiem Zuckerbergiem, to wspólnie zjedzone paluszki.

- Ale Mark Zuckerberg zjadł jednego paluszka. On był na urlopie i prosił o spotkanie z nami. Byłem z tego powodu zaskoczony, ale uważam, że jest to bardzo ważne.

Twórca Facebooka to ciekawy człowiek?

- Ciekawy i otwarty, pytał o różne rzeczy, o potencjał rozwojowy młodych ludzi w Polsce, w sensie wykształcenia, umiejętności internetowych.

A dlaczego nie chcieliście pokazać się światu bardziej ofensywnie? On nie chciał tego zrobić czy pan?

- Ustaliliśmy razem, że ponieważ on jest na urlopie, to nie robimy z tego żadnego dużego wydarzenia. Tylko skromne zdjęcia i informacja w internecie. Efektem tego spotkania jest to, że ja bardzo mocno akcentowałem sprawę ochrony danych osobowych i tego, żeby amerykańskie firmy też to rozumiały. Łatwiej będzie im zrozumieć, jak będziemy mieć w Europie prawo dotyczące ochrony danych osobowych i prywatności dla całej Unii Europejskiej, a nie różne w każdym kraju.

Dowiedz się więcej na temat: Michał Boni

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy