Reklama

Reklama

Wielkopolska: Nie wszystkie apteki wzięły udział w proteście

Mniej niż połowa aptek, działających w centrum Poznania, została zamknięta w poniedziałek w ramach protestu aptekarzy. Wszystkie protestujące apteki miały na drzwiach wywieszone informacje dla pacjentów o zakresie i celach protestu.

Naczelna Rada Aptekarska, która zaapelowała do aptekarzy o przystąpienie do protestu, domaga się zniesienia kar dla farmaceutów, którzy realizują niewłaściwie wypisane recepty. Protest ma się odbywać codziennie i polegać na zamykaniu aptek w godzinach 13-14. W Wielkopolsce działają dwie Izby Aptekarskie w Poznaniu i Kaliszu. W Poznaniu pierwszy dzień protestu zostanie podsumowany we wtorek na konferencji prasowej.

Reklama

W poniedziałek pacjenci, którzy wiedzieli o proteście, korzystali z usług tych placówek, które działały normalnie. Popieram ten protest, bo takie odgórne ingerencje w działanie całej służby zdrowia są niedobre, a takie protesty będą się pojawiać. Nie odczuwam zbytnio protestu aptekarzy, bo rzadko choruję - powiedział Łukasz Słaby z Poznania, który kupował leki bez recepty.

Aptekarze z protestujących placówek uważają protest za słuszny, ale boją się o jego skuteczność. Środowisko aptekarskie jest bardzo podzielone, lekarze dość szybko załatwili swoje problemy z ministrem zdrowia, my też powinniśmy swoje sprawy załatwić, ale obawiam się, że nasze środowisko jest zbytnio podzielone- powiedział pan Marek, pracownik jednej z protestujących w Poznaniu aptek.

Pracownicy aptek, które nie wzięły udziału w proteście, popierają postulaty kolegów, ale nie mogli strajkować, ze względu na decyzje właścicieli. Popieramy postulaty farmaceutów, jednak ze względu na dobro pacjenta, podjęliśmy decyzję o normalnym funkcjonowaniu naszych aptek - poinformowała Barbara Niebisz-Nowak, doradca ds. farmaceutycznych Aptek Mediq - sieci, której jedna z aptek działa w centrum Poznania.

Na terenie działania najmniejszej w kraju Okręgowej Izby Aptekarskiej w Kaliszu wiele aptek przerwało pracę, ale znaczna część pracowała. Do tych ostatnich należały m.in. apteki w Pleszewie i Krotoszynie. Otwarte były też wszystkie z 30 aptek sieci "Stylowe", działających na terenie czterech województw. Jej właściciel Krzysztof Szelc z Kalisza powiedział, że podejmując decyzje o pracy jego placówek kierował się dobrem pacjenta.

Niewielu klientów narzekało na aptekarzy. Klienci aptek narzekali głównie na rząd i ministra zdrowia. To jest bałagan trudny do zrozumienia w XXI wieku - mówił jeden z nich. Na rząd i lekarzy narzekali też aptekarze. W wypisywanych receptach lekarze wykazują duże niechlujstwo. Piszą nieczytelnie, nie wypisują wymaganych przez NFZ danych o pacjencie. Dotyczy to ok. 60 proc. recept. Nasze pracownice muszą biegać do lekarzy, by poprawiać później recepty - poinformowano w aptece "Pod Wagą" w Krotoszynie. Jak poinformował prezes Kaliskiej Okręgowej Izby Lekarskiej dr Grzegorz Pakulski, do aptek trafia niewiele recept z pieczątką NFZ. Potwierdzili to także aptekarze, m.in. Krzysztof Szelc, do którego trafia około 10 proc. takich recept. Nie odsyłamy chorych, wydajemy lekarstwa ze zniżką, bo zdrowie jest najważniejsze - powiedział.

Refundację w przypadku recept z pieczątką realizowano też m.in. w Koźminie Wlkp., Brzezinach, Kaliszu, Krotoszynie. Do aptek w Mikstacie, Jarocinie, Pleszewie, Kotlinie nie trafiły recepty z pieczątką. Żadna z aptek realizujących recepty z pieczątką nie informowała o tym NFZ i nie zamierza tego robić w przyszłości. Poznańscy aptekarze powiedzieli, że ciągle trafiają do nich recepty z pieczątką, "Refundacja do decyzji NFZ", ale jest ich coraz mniej. Te recepty wypisywane po zawieszeniu protestów lekarzy, nie mają już tych adnotacji - powiedział jeden z poznańskich aptekarzy.

Według danych izb aptekarskich z Poznania i Kalisza w regionie funkcjonuje około 1200 aptek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje