Reklama

Reklama

Protest przeciw projektowi PiS. 400 osób wzięło udział w "Łańcuchu Światła"

400 osób według szacunków policji uczestniczyło w niedzielę w Poznaniu w "Łańcuchu Światła" - proteście przeciwko projektowi zmiany przepisów dotyczących sądownictwa. Według pikietujących projekt autorstwa posłów PiS to "niszczące demokrację dyscyplinowanie sędziów".

Projekt, złożony w czwartek wieczorem, dotyczy nowelizacji przepisów o ustroju sądów powszechnych i Sądzie Najwyższym, a także o sądach administracyjnych, wojskowych i prokuraturze. Zakłada on m.in. wprowadzenie odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów za działania lub zaniechania mogące uniemożliwić lub istotnie utrudnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, działania kwestionujące skuteczność powołania sędziego oraz działania o charakterze politycznym.

Reklama

W niedzielę po godz. 16 na pl. Mickiewicza w Poznaniu zorganizowano 22. "Łańcuch Światła", czyli protest związany z reformą sądownictwa. Według danych przekazanych PAP przez podkom. Macieja Święcichowskiego z zespołu prasowego wielkopolskiej policji, w demonstracji uczestniczyło 400 osób. Pikietujący skandowali m.in. hasło "wolne sądy". 

Oprócz flag Polski i UE protestujący trzymali banery - m.in. z napisem "Ziobro do dymisji". Tak jak podczas poprzednich "Łańcuchów Światła" zebrani przez kilka minut świecili latarkami w telefonach i przyniesionymi lampkami.

"Niszczy demokrację, prawo i państwo"

Organizatorka protestu Hanna Maria Zagulska podkreśliła, że niedzielna pikieta została zorganizowana w związku z czwartkowym złożeniem w Sejmie projektu nowelizacji ustaw "dyscyplinujących sędziów". "W demokracji władza sądownicza musi być niezawisła i niepoddawana naciskom rządu. Mimo że należy walczyć z nieprawidłowościami w sądach, nadwątlenie niezawisłości sędziów i dyscyplinowanie ich nie ma nic wspólnego z usprawnieniem ich pracy. Niszczy demokrację, prawo i państwo" - zaznaczyła Zagulska.

Sędzia Monika Frąckowiak podkreślała w swoim przemówieniu, że projekt zmian złożony w czwartek w Sejmie to "kolejna próba jakiegoś bata, straszaka na sędziów". Jak wskazała, sędziowie nadal są "niepokorni i nielojalni wobec władzy". "Sędzia, któremu złamano kręgosłup, takimi np. 'ustawami kagańcowymi', jest zagrożeniem dla obywatela" - powiedziała Frąckowiak.

Wyjaśniła, że osoby zaangażowane np. w protesty klimatyczne lub walkę o prawa kobiet "w wyniku działań władzy trafią wcześniej czy później pod sąd". "Jeśli trafią pod sąd, który jest niezależny, to cały czas demokracja jest w jakiś sposób chroniona. Jeśli sądy zostaną przejęte, a do tego zmierza władza (...) jeśli to się stanie, to żaden z nas nie może czuć się bezpieczny" - powiedziała Frąckowiak.

"Dzięki oporowi nie staliśmy się Budapesztem"

Wśród przemawiających na wiecu był m.in. socjolog prof. Krzysztof Podemski, który zwrócił uwagę, że poznańskie protesty nazywane "Łańcuchami Światła" są organizowane od 5 grudnia 2015 r. "Powiedziałbym, że piąty sezon (protestów) rozpoczęty i to by było nawet śmieszne, gdyby nie to, że jest to tragiczne" - przyznał.

"Przegraliśmy sprawę Trybunału Konstytucyjnego, jest on tylko namiastką, jest tylko erzacem. Przegraliśmy sprawę KRS-u. Ale ciągle mamy niezależny Sąd Najwyższy. Ciągle mamy wspaniałych, niezależnych sędziów zrzeszonych w Iustitii i innych stowarzyszeniach, którzy nie boją się protestować i nie boją się wyrażać swoich poglądów" - powiedział Podemski.

Socjolog podkreślił, że demonstracje takie jak "Łańcuch Światła" jego zdaniem mają sens. "To dzięki protestom, dzięki oporowi nie staliśmy się Budapesztem. Nie ma Budapesztu w Warszawie. Nie będzie też w Warszawie rządów Erdogana i Putina" -zaznaczył.

"Pacyfikacja niezależnego sądownictwa" 

Rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia Bartłomiej Przymusiński w rozmowie z dziennikarzami określił projekt zmian jako ustawę, "która przewiduje tak naprawdę pacyfikację niezależnego sądownictwa".

Według Przymusińskiego proponowane zmiany uniemożliwią jakiekolwiek krytyczne uwagi pod groźbą postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego. Jego zdaniem jest to też "realna i bezpośrednia" ingerencja w orzecznictwo. "Za stosowanie prawa europejskiego (wyrok TSUE - przyp. red.) sędziemu będzie grozić przeniesienie na drugi koniec Polski albo wyrzucenie z zawodu. Po trzecie to likwidacja jakiejkolwiek samorządności sędziowskiej, bo kolegia (sądów okręgowych i apelacyjnych - przyp. red.) dotychczasowe, składające się z osób wybieranych przez sędziów, będą składały się w tej chwili z nominatów ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, czyli prezesów sądów. Czyli jest to polityczne, siłowe przejęcie władzy nad sądami" - powiedział Przymusiński.

"Od początku wyciągamy rękę do rządu, mówiąc +trzeba usiąść przy stole i spróbować ten chaos opanować+. Niestety to, z czym się spotykamy, to coraz większa agresja słowna w stosunku do nas jako sędziów" - zakończył Przymusiński.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne