Reklama

Reklama

​Poznań: Uzbrojeni funkcjonariusze wtargnęli na salę rozpraw

Uzbrojeni funkcjonariusze mieli wtargnąć na salę rozpraw poznańskiego Sądu Okręgowego i chcieli wylegitymować sędziego. "Będziemy żądać od komendanta policji stanowczych działań wyjaśniających i wyciągnięcia konsekwencji" - zapowiedział w środę rzecznik SO w Poznaniu.

O sprawie poinformowała w środę "Gazeta Wyborcza". Według informacji dziennika, sędzia Beata Woźniak, której dotyczy sprawa, miała opisać przebieg zdarzenia w notatce, którą przekazała prezesowi sądu. Policjanci mieli wejść na salę uzbrojeni i żądać od sędziów dokumentów.

Rzecznik Sądu Okręgowego w Poznaniu sędzia Aleksander Brzozowski tłumaczył, że do zdarzenia doszło we wtorek w Wydziale Cywilnym Odwoławczym SO w Poznaniu. Sprawa dotyczyła alimentów.

"Pod koniec rozprawy, podczas której sąd ogłosił orzeczenie niekorzystne dla jednej ze stron, strona ta zaczęła odgrażać się, że czuje się znieważana (uzasadnieniem orzeczenia), i że wezwie policję. I rzeczywiście po pewnym czasie, kiedy trwała już zupełnie inna rozprawa, na salę nagle weszli policjanci. Sąd nakazał funkcjonariuszom opuszczenie sali. Policjanci poczekali do przerwy w rozprawie i wtedy wrócili na salę wraz z tym panem, który miał się poczuć znieważony" - podkreślił Brzozowski.

Reklama

Jak dodał, policjanci "próbowali przeprowadzać jakąś interwencję, legitymować przewodniczącego składu orzekającego - sytuacja była zupełnie kuriozalna".

Sędzia powiedział, że policjanci, którzy pojawili się w sądzie, "zostali przysłani na interwencję ponoć przez przełożonych z którejś z komend policji w Poznaniu. To jest jeszcze ustalane - na razie zabezpieczyliśmy monitoring z nagraniem przebiegu tych zdarzeń".

Do sądu nie można wnosić broni

Brzozowski tłumaczył, że według przepisów "do sądu nie można wnosić broni, materiałów wybuchowych. Policjanci owszem mogą, ale tylko wtedy, kiedy wykonują czynności służbowe, które wymagają posiadania broni".

"A ci policjanci sobie po prostu weszli, minęli bramki i razem z tym 'zawiadamiającym' udali się pod salę rozpraw, próbowali wejść do środka, przeprowadzać jakieś +dziwaczne+ czynności. Zwłaszcza, że nazwiska sędziów były im znane, bo są umieszczane na wokandzie - mogli je więc nawet z wokandy spisać, jeśli już chcieli jakąś interwencję przeprowadzać" - mówił sędzia.

"To było zachowanie świadczące o braku profesjonalizmu, zupełnie niezrozumiałe dla sądu. Podejmujemy działania aby to wyjaśnić. Będziemy żądać też od komendanta policji stanowczych działań wyjaśniających i wyciągnięcia - jeżeli jest taka potrzeba - stosownych konsekwencji wobec osób, które takie działania podejmowały" - dodał.

"To coś nieprawdopodobnego"

Sędzia przypomniał także, że sprawa o znieważenie jest sprawą z oskarżenia prywatnego. "Jeżeli nawet ta osoba poczuła się znieważona, to może złożyć czy to na policji, czy we właściwym sądzie prywatny akt oskarżenia i wtedy wdrażana jest dalsza procedura. I to w żaden sposób nie uzasadnia takiego zachowania policji" - dodał.

"Nie przypominam sobie, aby przez ostatnie 30 lat taka sytuacja miała miejsce, a mniej więcej tyle w sądzie pracuję. To coś nieprawdopodobnego" - zaznaczył Brzozowski.

Do czasu opublikowania depeszy, PAP nie udało się uzyskać komentarza rzecznika Komendanta Wojewódzkiego Policji w Poznaniu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy