Reklama

Reklama

Poznań. Proces Grzegorza L. Szczegóły zbrodni opisał w pamiętniku

Przed sądem w Poznaniu ruszył proces Grzegorza L. oskarżonego o zabójstwo adopcyjnego ojca. Przebieg zbrodni w Lusówku mężczyzna miał opisać w swoim pamiętniku. L. podczas procesu stwierdził, że to co napisał, jest fikcją literacką.

- To moje pisanie to są wszystko moje fantazje, jako autora tych zapisków. Jestem w tym zakresie jedną z wielu osób, która pisze i ucieka w ten sposób do świata fantazji. A pragnę podkreślić, że dotąd nie słyszałem, aby jakiejkolwiek światowej sławy autor kryminalnych bestsellerów, autor scenariusza, czy reżyser filmowy, o takiej samej tematyce - zasiadał na ławie oskarżonych. Wówczas mogłoby zabraknąć miejsca w więzieniu - mówił w środę w sądzie Grzegorz L., składając wyjaśnienia w sprawie. Przekonywał, że nie ma nic wspólnego ze śmiercią adopcyjnego ojca Wojciecha L.

Reklama

Zobacz też: USA: Uniewinnienie Kyle'ego Rittenhouse'a. 18-latek zabił dwóch uczestników zamieszek w Kenoshy

Grzegorz L. został oskarżony w związku ze zdarzeniem z maja 2015 roku. Wtedy to w Jeziorze Lusowskim w Wielkopolsce odnaleziono zwłoki mężczyzny. Początkowo zakładano, że śmierć nastąpiła w wyniku zawału serca i utonięcia; dopiero po latach śledczy podali, że udało się wyjaśnić okoliczności tego zdarzenia.

"Zemsta po latach"

Sprawą śmierci mężczyzny w podpoznańskim Lusówku zajmowali się śledczy z Prokuratury Rejonowej Poznań Grunwald i funkcjonariusze tzw. Archiwum X Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. Wykonując czynności procesowe w innym postępowaniu, dotarli do notesów należących do Grzegorza L. W jednym z nich, w rozdziale zatytułowanym "Zemsta po latach", odkryli opis zabójstwa, jakiego miał dokonać Grzegorz L. Mężczyzna w pamiętnikach, stosując retrospekcję, miał opisywać swoje życie od narodzin do śmierci swojej matki, w tym krzywdy, jakich doznał od swojego ojca w dzieciństwie.

Prokuratura w akcie oskarżenia zarzuciła Grzegorzowi L., że 26 maja 2015 roku w podpoznańskim Lusówku zabił swojego adopcyjnego ojca, zrzucając go z pomostu do wody, a czynu tego dokonał "w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie"; chodziło o zemstę m.in. za złe traktowanie go w dzieciństwie. Grzegorz L. nie przyznał się do zabójstwa ojca. Także w środę w sądzie zaprzeczył, by miał z jego śmiercią cokolwiek wspólnego.

W wyjaśnieniach składanych w sądzie oskarżony opisał swoje dzieciństwo; wskazał, że w wieku 4 lat został adoptowany. Po kilku latach małżeństwo adopcyjnych rodziców zaczęło się psuć; kiedy Grzegorz L. miał 8 lat, ojciec opuścił rodzinę. Podkreślał, że adopcyjnym rodzicom zawdzięcza m.in. fakt, że dzięki nim poznał znaczenie słowa dom i rodzina.

"To oni mnie adoptowali"

- Gdyby nie państwo L. to mogłem spędzić swoje życie w jakimś domu dziecka. To oni mnie adoptowali w wieku 4 lat, do czego bezsprzecznie przyczynił się Wojciech L. Dziś dzięki temu mogę używać jego nazwiska, a kiedy dopisuje imię ojca, każdorazowo pojawia się imię Wojciech - podkreślał.

- Ojciec założył inną rodzinę, urodził się z tego związku jego biologiczny syn, a ja pozostałem wobec tego obojętny, nie pałałem żadną zazdrością. Miłość matki rekompensowała mi brak ojca. W tych najtrudniejszych, początkowych dniach po odejściu ojca mama wielokrotnie powtarzała mi, że jestem dla niej całym światem. I to najzwyczajniej mi wystarczało. Chociaż pewnie najłatwiejszym dzieckiem nie byłem, co dziś odzwierciedla moja karta karna. Jednak moje niewłaściwe zachowania czy też w minimalnych stopniu agresywne nie dotyczyły moich najbliższych - wskazywał.

Grzegorz L. podkreślał, że na ławie oskarżonych znalazł się nie ze względu na jego działania - bo, jak mówił, nic złego względem ojca nie zrobił - ale ze względu na wyimaginowane oskarżenia. Mężczyzna wskazał m.in. na Krystiana S. Jak tłumaczył, Krystian S. wraz z Joanną S. nie mieli się gdzie podziać, więc oskarżony zaproponował im, by przez miesiąc zamieszkali w jego mieszkaniu. Ich pobyt się wydłużył. Ponadto, będąc w tym mieszkaniu, zapoznali się z treścią notesów oskarżonego - później mieli o nich rozmawiać, mieli mieć świadomość, że to fikcja. Oskarżony wskazał w sądzie, że kiedy jego i Krystiana S. zatrzymano do innej, wspólnej sprawy - Krystian S. pomawiając go i mówiąc prokuraturze, że L. dokonał zabójstwa - miał otrzymać łagodniejszy wyrok.

"Uciekałem poza mury więzienia"

Oskarżony wskazywał, że pisanie pamiętników polecił mu psycholog, kiedy przebywał w zakładzie karnym. Jak mówił, to była fikcja, a dzięki pisaniu przenosił się do świata fantazji.

- Ja w ten sposób uciekałem poza mury więzienia i przede wszystkim też zasłaniałem w ten sposób swoją żałobę po stracie jedynej bliskiej osoby w moim życiu, mojej mamy. Był to bowiem dla mnie najgorszy okres w życiu, zostałem sam. Oczywiście mogłem pisać o żyjących i o miłości, czy też o biednych Syryjczykach w ogarniętym wojną kraju. A nawet próbować tworzyć nową sagę Gwiezdnych Wojen. Rzuciłem się w świat fantazji, a moje zapisy stały się dla mnie najczarniejszą z najczarniejszych reperkusji, które nigdy nie powinny zostać w ten sposób zinterpretowane - powiedział.

- Dziś zasiadam na ławie oskarżonych, gdzie mam już łatkę wyrachowanego ojcobójcy. Jakim bym musiał być zwyrodnialcem, żeby zabić człowieka, który przed blisko 40-laty zabrał mnie z sierocińca pod swój dach, dał swoje nazwisko i choćby tylko przez krótki okres czasu tworzył pojęcie pełnej rodziny? - dodał.

Przestępstwo zagrożone dożywociem

Oskarżony zwrócił się do sądu o wnikliwe przeprowadzenie tego postępowania, gdzie - jak mówił - jest mnóstwo wątpliwości a prawdziwych, namacalnych dowodów nie ma. - Ja nie chce być ofiarą śmierci mojego ojca, zatem proszę o uznanie wątpliwości jako korzystnych dla mnie - zwrócił się do sądu oskarżony.

Po odczytaniu poprzednich protokołów wyjaśnień Grzegorz L. powiedział, że niektóre z opisanych zdarzeń w jego notesach są zgodne z prawdą, a inne - jak znęcanie się ojca nad nim i matką, czy też przyczynienie się do śmierci ojca - to już fikcja literacka. Oskarżony nie podtrzymał także w sądzie swoich poprzednich wyjaśnień, w których wskazywał, że miał udział w śmierci ojca - powiedział, że był wystraszony, nie wiedział do końca o co chodzi. - Nie spodziewałem się, że z tego wyjdzie taka sprawa - podkreślił.

W środę sąd przesłuchał także pierwszych świadków, w tym strażaka OSP, który w 2015 roku miał brać udział w akcji wyciągnięcia ciała Wojciecha L. z jeziora.

Oskarżonemu za zarzucane mu przestępstwo grozi kara do dożywotniego pozbawienia wolności.

Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje