Reklama

Reklama

"Jarosława Ziętarę zabito i rozpuszczono jego ciało". Doniesienia "Głosu Wielkopolskiego"

Do redakcji "Głosu Wielkopolskiego" zgłosił się Zdzisław K., który poinformował, że chce zeznawać jako świadek przed sądem w sprawie śmierci Jarosława Ziętary, dziennikarza "Gazety Poznańskiej". Mężczyzna powiedział, że Ziętara został zabity, a jego ciało rozpuszczono w kwasie. - Zginął przez swoją pracę - uważa Zdzisław K.

Przed Sądem Okręgowym w Poznaniu od kilku lat toczy się proces Mirosława R., ps. Ryba, i Dariusza L., ps. Lala, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie poznańskiego dziennikarza. Według prokuratury, oskarżeni w 1992 r., podając się za policjantów, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz. Następnie przekazali dziennikarza osobom, które go zabiły i ukryły jego szczątki. Oskarżeni nie przyznają się do winy. W latach 90. obaj pracowali w firmie Elektromis.

Osobno prowadzone jest postępowanie przeciwko byłemu senatorowi Aleksandrowi Gawronikowi (zgodził się na publikację pełnego nazwiska). Gawronik jest oskarżony o nakłanianie byłych ochroniarzy firmy Elektromis do porwania, pozbawienia wolności i zabicia poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary w 1992 roku.

"Mówiliśmy na niego 'pismak'"

Reklama

W piątek 28 sierpnia "Głos Wielkopolski" napisał, że z redakcją skontaktował się Zdzisław K., który poinformował, że chce zeznawać jako świadek przed sądem w sprawie śmierci Ziętary.

Zdzisław K. powiedział, że jest dobrym znajomym Mariusza Ś., byłego twórcy i właściciela Elektromisu. Obaj wychowywali się w tym samym domu dziecka, obaj też odsiadywali wyroki za kradzieże z włamaniem.

Mężczyzna przyznał, że doskonale pamięta Ziętarę, który opisywał m.in. działalność Elektromisu i interesował się także Strefą Wolnocłową. Ta druga spółka, której K. był prezesem, była związana z Elektromisem.

"Ziętara zajmował się naszą działalnością. Jestem w stanie to udowodnić. (...) W naszych rozmowach nie padło nazwisko 'Ziętara'. Mówiliśmy na niego 'pismak'. On jeździł też do Puszczykowa, pod dom Mariusza, ściągali go tam z drzewa. Skąd to wiem? Od Mariusza. Skarżył się, że go tropi dziennikarz, ten sam, który był u mnie. Mariusz pytał mnie, czy pismak znowu u mnie był, nie chciał, bym z nim rozmawiał. Spotykaliśmy się z Mariuszem potajemnie, jak zrobiły się te kłopoty. Miałem przepustki ze szpitala, w tym na święta. Przyjeżdżałem wtedy do Mariusza, sprawdzaliśmy, czy Ziętary nie ma w pobliżu i uzgadnialiśmy różne sprawy" - mówił Zdzisław K. dziennikarzowi "Głosu Wielkopolskiego".

"Zauważyłem zachlapaną podłogę, ślady wyschniętej krwi"

Mężczyzna w rozmowie wspomniał też historię Marka Z., uważanego za bliskiego współpracownika Mariusza Ś.

"We wrześniu 1992 roku byłem u niego na posesji w Chybach, niedaleko jeziora. Będąc u niego w domu, w takim pomieszczeniu gospodarczym, zauważyłem zachlapaną podłogę, ślady wyschniętej krwi. Sporo tego było. Marek powiedział wtedy tylko, że ktoś dostał po ryju. Ja sam nie dochodziłem, co się stało z Ziętarą. Sądziłem, że skoro zniknął, to pewnie go przekupili i gdzieś wyjechał" - relacjonował.

Jak dodał, dopiero po roku Marek Z., będąc pod wpływem alkoholu, powiedział mu więcej o sprawie Ziętary.

"Miał dostać łomot, ale ktoś chciał się popisać i go zabił"

"Opowiedział, że we wrześniu 1992 roku Ziętarę po porwaniu przywieziono właśnie do niego i tak trzymano go tam kilka dni. Chcieli go zmiękczyć, różne rzeczy z nimi robili. Stwierdził, że dużo ludzi do tego było: porwali go ochroniarze, inni ludzie go tłukli, potem go zabito. Ruscy też przy tym byli. Został zabity po przewiezieniu do magazynu Elektromisu, przy czym sprawy troszkę się tam wymknęły spod kontroli. Ziętara według planów, miał dostać bardzo solidny łomot, co miałoby go skutecznie zniechęcić do pisania o firmie, ale ktoś chciał się popisać i go zabił. Potem jego ciało rozpuszczono w żrącej substancji i zostały po nim tylko kawałeczki. Gdy powiedziałem Markowi, że ktoś może znaleźć dziennikarza, on stwierdził, że nic nie znajdą" - wspominał mężczyzna, który już zgłosił się do sądu. Chce zeznawać w trwającym procesie.

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z "Gazetą Wyborczą", "Kurierem Codziennym", tygodnikiem "Wprost" i z "Gazetą Poznańską". Ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji "Gazety Poznańskiej". W 1999 r. Ziętara został uznany za zmarłego, ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.

Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje