Reklama

Reklama

Forsa albo życie!

Chwile grozy przeżyła ekspedientka sklepu w Rąbczynie, na którą w czwartek napadł uzbrojony w pistolet mężczyzna.

Policyjny śmigłowiec namierzył rozbójnika w kilka godzin po zdarzeniu. PIOTR R. (27 l.) najpierw porzucił broń na cmentarzu w Juncewie, a później ukrył się u swoich znajomych pod Janowcem Wlkp.

Reklama

Dochodziła godz. 17.00, gdy ekspedientka jedynego sklepu w Rąbczynie powoli kończyła pracę. Wtem pojawił się kolejny klient. Młody mężczyzna o charakterystycznej fryzurze poprosił o paczkę papierosów. Sprzedawczyni schyliła się po towar pod ladę, a gdy się podniosła klient mierzył w nią z pistoletu!

Niezamaskowany mężczyzna krzyczał, aby wydała mu pieniądze z kasy. Zabrał gotówkę, paczkę papierosów i spokojnie wyszedł. Na odchodnym rzucił, że za pół godziny można wezwać policję.

Dwudziestodwuletnia ekspedientka, mimo przerażenia wybiegła za napastnikiem, zdążyła zapamiętać część numeru rejestracyjnego zielonego malucha, którym odjechał bandyta. Dokładny rysopis i wygląd auta opisała wkrótce policji, która natychmiast rozpoczęła pościg.

- Rozbójnik użył broni i mógł być niebezpieczny, dlatego prowadziliśmy pościg z ziemi i powietrza. Podczas gdy policjanci kontrolowali drogi, helikopter namierzał zielonego malucha. Po kilku godzinach ustaliliśmy miejsce ukrywania się podejrzanego - informuje Andrzej Dolata, rzecznik prasowy wągrowieckiej policji.

Rozbójnikiem okazał się Piotr R. (27 l.), mieszkaniec Janowca. Zatrzymany przez funkcjonariuszy przyznał się do napadu i wskazał miejsce ukrycia pistoletu. Gazową broń porzucił w krzakach na cmentarzu w Juncewie, a potem pojechał do gospodarstwa swoich znajomych, gdzie się ukrył. Policja odzyskała większość skradzionej gotówki.

Mężczyzna tłumaczył się, że napadł na sklep z? głupoty. Rabunek jednak dokładnie zaplanował.

- Stał w pobliżu dwie, trzy godziny i obserwował sklep z przystanku. Gdy ruch się zmniejszył, wówczas zaatakował. Podziwiam reakcję mojej pracownicy, która zachowała zimną krew i opanowała całą sytuację. Nie mam jej za złe, że wydała mu pieniądze, bo przecież najważniejsze jest życie - przyznaje Antoni Bąkowski, właściciel sklepu.

Piotr R. nie był wcześniej karany, teraz za rozbój grozi mu nawet 12 lat pozbawienia wolności.

BARBARA WICHER

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy