Reklama

Reklama

Bezwzględni krwiopijcy atakują!

Wiosna już w pełni, lato już blisko. Wielu poznaniaków wyruszyło na podbój terenów zielonych. Spacerują, jeżdżą rowerami, na rolkach, grillują, piknikują...

I "przy okazji" toczą zażarty bój z chmarami komarów i meszek. Czy są jakieś skuteczne sposoby na poradzenie sobie z tą brzęczaco-kąsającą plagą?

Reklama

Komary i meszki potrafią skutecznie zepsuć czas spędzany na łonie natury. Atakują znienacka, kąsają i zazwyczaj odlatują, zanim zaatakowany człowiek zdąży odpłacić pięknym za nadobne, próbując "ustrzelić" skrzydlatego krwiopijcę.

Ukłucie komara prawie zawsze powoduje powstanie swędzącego bąbla - większość z nas jest uczulona na enzymy w komarzej ślinie, które zapobiegają krzepnięciu krwi i dostają się do ludzkiego organizmu podczas ukłucia. Krwiożercze są tylko samice komarów, potrzebują krwi pewnych gatunków zwierząt stałocieplnych do rozwoju jaj. Samce wolą nektar kwiatów.

Ludzkość, trapiona tą brzęczaco-kąsającą plagą, od lat stara się znaleźć skuteczne sposoby na komary i meszki. Rozmaite preparaty w kremie i aerozolu, dymiące świece czy olejki w wiosenno-letnim "komarowym" sezonie sprzedają się jak świeże bułeczki. Nie brak też pomysłów jak rozprawić się z nimi na większą, "miejską" skalę. Z komarami starają rozprawić się m.in. w Gdańsku, Białymstoku i Szczecinie.

Prawdziwymi weteranami w walce z komarami są władze Gorzowa Wielkopolskiego. Wojnę z nimi prowadzą już od 2001 roku! Na podstawie przeprowadzonych przez biologów badań przeprowadza się opryski nad zbiornikami wodnymi, parkami i cmentarzami, czyli miejscami gdzie komary się najczęściej wylęgają i są najbardziej dokuczliwe. - Opryski chemiczne nie są szkodliwe dla środowiska, a przy tym są bardzo skuteczne, nawet w 85 procentach - uważa Jan Figura z Wydziału Zarządzania Kryzysowego UM w Gorzowie Wielkopolskim.

Czy władze Poznania planują także użycie takiej "broni masowego rażenia komarów i meszek". - Nie - odpowiada Rafał Łopka z biura prasowego Urzędu Miasta Poznania. - Nie będziemy ich truć ze względu na ryzyko zanieczyszczenia zbiorników wodnych. Mamy właśnie rok klimatu i środowiska, musimy być bliżej natury. A komary i meszki to właśnie konsekwencje tego bycia bliżej. Zresztą obecność meszek oznacza, ze mamy coraz czystsze wody - dodaje.

Sens oprysków kwestionuje także entomolog dr Wojciech Kubasik z poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego. - Nie wiadomo jaki będzie ich wpływ na środowisko - wyjaśnia. - Ekosystem jest bardzo skomplikowany, potrzebne są dogłębne badania, by móc z całą pewnością powiedzieć co z czego wynika. Trzeba podchodzić do tego z rozsądkiem - mówi.

Dr Kubasik zaleca raczej troskę o odpowiednio zróżnicowane środowisko, bo to właśnie w nim występują mechanizmy samoregulacji. Zapytany czy "lekkie" zimy, jakie mieliśmy w ostatnich latach w Polsce mogą jakoś wpływać na liczebność komarów i meszek odpowiada, że niekoniecznie musi istnieć taka zależność. - W przypadku gatunków związanych z nasza strefą klimatyczną bywa odwrotnie. To ciepła zima powoduje rozwój np. chorób grzybowych, które dziesiątkują liczbę zimujących owadów - odpowiada dr Kubasik.

Brzęczący problem będzie poruszony na jednym z najbliższych posiedzeń Rady Miasta. Może uda się znaleźć mniej niszczące środowisko rozwiązanie niż opryski? - Komary i meszki są sporym problemem dla osób mieszkających np. w okolicach Warty - mówi radny LiD-u Dominik Herberholz, wiceprzewodniczący Komisji Ochrony Środowiska i Rewitalizacji. - Deklaruję, ze złożę interpelację w tej sprawie.

Joanna Kuchta

Wiadomość pochodzi z portalu Tutej.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy