Reklama

Reklama

Będzie walczyć o odszkodowanie

To miał być zwykły zabieg dentystyczny. Leczenie kanałowe górnej jedynki skończyło się jednak dla Berty Rogus z Poznania opuchlizną, skrzepami, wielkim bólem i groźbą martwicy tkanek! Teraz będzie walczyć w sądzie z Centrum Stomatologii, gdzie wykonano feralny zabieg, o zadośćuczynienie.

Wiele osób boi się wizyty u stomatologa. Kto z nas nie słuchał choć raz drastycznych opowieści z zębami i wiertłem w rolach głównych? Zazwyczaj jednak, nawet po najbardziej bolesnych czy nieprzyjemnych zabiegach dentystycznych, możemy się cieszyć zdrowym, ładnym uśmiechem. Niestety - nie zawsze. Czasem wyjście z gabinetu stomatologa to początek drogi przez mękę.

Reklama

Berta Rogus 30 sierpnia 2007 r. zgłosiła się do Centrum Stomatologii przy ul. Głogowskiej w Poznaniu z powodu bólu przedniej górnej jedynki.

- Od razu mnie przyjęli. Trochę zaskoczyło mnie tylko, ze nie zrobiono mi żadnego zdjęcia RTG, tylko od razu lekarz wziął się za wiercenie w zębie - mówi Rogus. Rutynowy zabieg leczenia kanałowego szybko przybrał nieoczekiwany kierunek. Już w trakcie zabiegu, podczas opłukiwania borowanego otworu podchlorynem sodu, pojawiło się silne pieczenie, obrzęk wargi i ból, które z każdą chwilą narastały.

- Doktor tylko stwierdził, że to normalne po tego typu zabiegu i powinno za parę godzin przejść - mówi Berta Rogus. Po powrocie do domu opuchlizna zrobiła się jeszcze większa, pojawił się też krwiak. Pani Berta znów trafiła na ul. Głogowską.

- Obecna na miejscu inna, młoda lekarka z przerażeniem rozłożyła ręce i odesłała mnie na oddział chirurgii szczękowo - twarzowej szpitala klinicznego UM w Poznaniu. Lekarze tam pracujący też byli przerażeni moim stanem. Konsultowali się nawet z toksykologią w Krakowie!

Leki zapisane Bercie Rogus nie pomogły. Stan był groźny, groził martwicą tkanek twarzy i innymi konsekwencjami typowymi dla zatrucia tkanek w okolicach głowy i mózgu. Lekarze byli zgodni, że źle wykonano otwór trepanacyjny w zębie przebijając się do tkanek miękkich, a podany potem środek dezynfekujący podchloryn sodu przedostał się poza tkankę zęba wywołując silne poparzenie chemiczne i zatrucie tkanek. Ostatnią deską ratunku były pijawki!

- Lekarz, który miał za sobą praktykę w Niemczech, zasugerował mi takie rozwiązanie. 13 pijawek przystawianych od wewnętrznej strony wargi uratowało mi twarz - wspomina Berta Rogus. - Potem przeszłam długie i kosztowne leczenie przy pomocy mikroskopu mikrochirurgicznego i wybielanie - dodaje.

Po kilku miesiącach leczenia twarz pani Berty wygląda już normalnie, jak przed feralnym zabiegiem, choć górna warga ciągle jest częściowo bez czucia. Pacjentka odczuwa też mocne bóle głowy. Parę razy zdarzył się też krwawy wyciek z ucha.

Berta Rogus będzie domagać się na drodze sądowej odszkodowania od Centrum Stomatologii przy ul. Głogowskiej w Poznaniu: pokrycia kosztów leczenia i zadośćuczynienia za poniesione cierpienia psychiczne.

- Oni się nie poczuwają do winy, ich prawnik w piśmie napisał, że Centrum nie poczuwa się do odpowiedzialności za zaistniałą sytuację i zasugerował skierowanie roszczeń do "innego podmiotu". Lekarz, który przeprowadził zabieg wyjechał do Anglii. Współczuję jego pacjentom na Wyspach - mówi pacjentka. - Chcę by mnie przeprosili i traktowali z szacunkiem.

Berta Rogus ma nadzieję, że nagłośnienie jej przypadku sprawi, że właściciele spółki, której była pacjentką, zmienią swoją arogancką postawę i zaczną ponosić odpowiedzialność za działalność swoich lekarzy.

Joanna Kuchta

O sprawie poinformowała jako pierwsza stacja TVN. Poszkodowana pacjentka rozmawiała też z portalem tuTej.pl.

Informacja pochodzi z portalu Tutej.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy