Reklama

Reklama

Za co Kamil Stoch dziękuje Bogu?

Był taki czas, że przegrywał konkurs za konkursem. Ciągle słyszał "masz talent, ale czegoś ci brakuje". Dzisiaj na swoim koncie ma już dwa medale olimpijskie oraz Kryształową Kulę za zwycięstwo w Pucharze Świata 2013/2014. O swojej drodze na szczyt opowiada Kamil Stoch - wybitny skoczek, członek drużyny Eve-nement Team, sportowiec roku i laureat nagrody Wiktora 2015.

Jakub Marczyński: - Pamiętasz swoją największą wygraną?

Kamil Stoch:
- Nie umiem powiedzieć, która była największa. Liczy się każda, bo na każdą wygraną pracowałem i każda dała mi dużo satysfakcji. Zwycięstwo to dla mnie nagrodą za poświęcony wysiłek i czas.

Pamiętasz co czułeś, kiedy na olimpiadzie skoczyłeś i okazało się, że jesteś najlepszy?

- Euforia, to taki stan podobny do wybuchu wulkanu. Jednocześnie pojawiają się wszystkie emocje i myśli, które kotłowały się w tobie przez cały czas przygotowań. Nagle zdajesz sobie sprawę, że osiągnąłeś coś, na co tak ciężko pracowałeś, w czym wspierało cię tak wiele osób. Ciężko opisać takie momenty. Wulkan emocji i niedowierzanie.

Czy ty w ogóle miewasz ciężkie momenty, kiedy chciałbyś to wszystko rzucić?


- Oczywiście, że bywa ciężko. Ale nie na tyle, żebym myślał o rzuceniu nart. To nie jest tyranie non stop. Gdyby tak było, to pewnie bym tego nie robił. Jest też czas na radość, na odpoczynek. Na przyjaciół i rodzinę.

A najtrudniejszy moment?


- Szkoła średnia. Sportowo i prywatnie był to dla mnie bardzo trudny czas. Późno zacząłem dojrzewać, byłem najniższy w klasie. Skoki narciarskie są bardzo techniczną dyscypliną sportu, tu minimalne błędy kosztują bardzo wiele. A kiedy zmienia się organizm, bardzo trudno jest zachować odpowiednią technikę. Miałem z tym poważny problem, ale jakoś przetrwałem ten czas.

Jak ci się udało?


- Zawsze będę dziękował Bogu, że stawia na mojej drodze w odpowiednim momencie bardzo życzliwych ludzi. Oprócz rodziców, bardzo pomógł mi trener w Szkole Mistrzostwa Sportowego i  przyjaciele. No i wtedy też poznałem moją żonę.

Reklama

Kamil Stoch wręczy "Medal za waleczność" komuś wyjątkowemu. Oglądaj TVP 1: dzisiaj, godzina 20:00!

Co to znaczy w "odpowiednim momencie"?

- Nie za późno, ale też nie za wcześnie. Uważam, że człowiek najpierw sam musi zmierzyć się z problemem, skonfrontować się z nim. Warto doświadczyć trudnych sytuacji, żeby potem, gdy już sobie z nimi poradzimy, poczuć że wygraliśmy. Ja mam satysfakcję z sukcesu, jeśli wiem, że na niego zapracowałem, osiągnąłem go z trudem i pomimo przeszkód. To bardzo rozwija i uczy. Poza tym pomaga lepiej radzić sobie z kolejnymi wyzwaniami.

To pomogło ci osiągać sukcesy? Umiejętność wyciągania lekcji z trudnych momentów?

- Też, ale tutaj bardzo ważną rolę odegrała moja żona. Kiedy byłem młodym sportowcem, przegrywałem konkurs za konkursem, kończyłem starty na kwalifikacjach. Wszyscy mówili "Kamil masz potencjał". Frustrowałem się jeszcze bardziej, bo skoro mam talent, ciężko pracuję, to czemu nie mam wyników? Żyłem jak w wąskim tunelu, widziałem tylko sport, chciałem wygrywać. A zwycięstwa przyszły dopiero wtedy, gdy przestało mi na nich aż tak zależeć. Poznałem moją żonę, tunel znikną. Pojawiło się normalne życie rodzinne, prywatne, przyjaciele. Poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że jest ktoś kto na mnie czeka i mnie kocha.

Jak to wpłynęło na twoje wyniki?


- Zrozumiałem, że najważniejsza jest radość ze skakania. Minęła mi presja na wygraną. I chyba to właśnie pomogło. Poza tym zacząłem wierzyć w to, co robię. Wcześniej były chęci, ale bez wiary. A wraz z poszerzeniem horyzontów i nabraniem dystansu przyszła wiara w to, że skoro pracuję, to wyniki kiedyś przyjdą. Tylko trzeba poczekać. Tak jest nie tylko w sporcie. Praca plus wiara w siebie i wdzięczność za to wszystko, co już masz w swoim życiu, są najważniejsze.

To recepta Kamila Stocha na szczęśliwe życie?


- Życie byłoby za proste, gdyby istniał taki jeden uniwersalny przepis. Ja uważam, że każdy człowiek dostaje od Boga życie jako szansę. Ma wolny wybór i od niego zależy, co z tym życiem zrobi. Oczywiście nie wszyscy przychodzimy na świat w tak samo korzystnych warunkach, jedni mają łatwiej, inni trudniej. Natomiast wiele zależy od tego, co my chcemy w życiu osiągnąć i jak to chcemy osiągnąć.

A ty jak starasz się żyć?


-
Staram się żyć pełnią życia, ale też nie krzywdzić innych. Nie być w żadnym tunelu, dostrzegać drugiego człowieka i jego potrzeby. Wiadomo nikt z nas nie zbawi całego świata, ale pomoc pojedynczej osobie, to już bardzo dużo.

Dlatego w grudniu przekazałeś SZLACHETNEJ PACZCE swój kask, a teraz wręczasz Medal za Waleczność jednej z potrzebujących rodzin?

- Tak. Czasem walka z codziennością może być równie trudna jak ta sportowca na najważniejszej olimpiadzie. Wierzę, że w życiu - tak jak w sporcie - wiara i wytrwałość, w końcu zaowocują wygraną. I tego życzę wszystkim tym, którzy dzisiaj są w trudnym momencie swojego życia.

SZLACHETNA PACZKA daje potrzebującym siłę do wygrania życia. KLIKNIJ i pomóż wygrać walkę z biedą!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy