Reklama

Reklama

Lech rozdeptał Pasikoniki!

"Kolejorz" rozgromił (6:0) na własnym stadionie szwajcarską drużynę Grasshoppers Zurych w pierwszym meczu II rundy eliminacji Pucharu UEFA! Przez całe spotkanie poznaniacy dominowali na boisku i zasypywali bramkę rywala dziesiątkami groźnych strzałów. Kibice Lecha obejrzeli na Bułgarskiej prawdziwy festiwal bramek.

Franciszek Smuda zapowiadał przed meczem, że jego drużyna wystąpi w bardziej ofensywnym ustawieniu (4-4-2) niż zwykle (4-5-1). Tak się stało: od pierwszej minuty w ataku zagrał, obok Hernana Rengifo, Robert Lewandowski. Goście zaskoczyli brakiem w wyjściowej jedenastce supersnajpera (pięć goli w ośmiu meczach tego sezonu), przed którym przestrzegano Lecha, Raula Bobadilli.

Od początku przeważał "Kolejorz". Już w drugiej minucie mógł prowadzić, ale Rengifo nie wykorzystał dośrodkowania Rafała Murawskiego i z bliska uderzył nad poprzeczką. Następna akcja przyniosła jednak gospodarzom prowadzenie z niegroźnej w sumie akcji. Semir Stilić pociągnął środkiem, podał do Sławomira Peszki, ten wrzucił na głowę Rengifo i w 4. min było 1:0!

Reklama

W ciągu następnych dziesięciu minut miejscowi wypracowali sobie kolejne trzy klarowne sytuacje do podwyższenia rezultatu. Jedna z nich przyniosła Lechowi drugą bramkę! Aktywny Rengifo dostał podanie od "Murasia", przebiegł z nią kilka metrów, dograł wzdłuż linii bramkowej do Lewandowskiemu, któremu nie pozostało nic innego, jak dołożyć nogę. "Kolejorz" dalej nękał Szwajcarów i nie schodził z ich połowy. Bramkarz Grasshoppersu Eldin Jakupović miał dużo pracy. W tym czasie goście sporadycznie strzelali na naszą bramkę.

Od 20. min. miejscowi zwolnili. To Szwajcarzy doszli do głosu, jednak nie stworzyli stuprocentowej okazji do zdobycia gola. Mecz się wyrównał. W 41. min Stilić wywalczył piłkę pod naszym polem karnym, przedarł się na połowę gości. Zobaczył, że Jakupović stoi dalej od bramki i próbował go zaskoczyć strzałem z 30 metrów. Ale ten obronił.

Po przerwie na boisku pojawił się Bobadilla, jednak to Lech groźnie zaatakował. Sygnał dał Peszko. Wywalczył rzut rożny, po którym Murawski był bliski szczęścia, lecz Jakupović znakomicie obronił.

W 52. min. nasi pozwolili oddać strzał z linii pola karnego Veroloubowi Salaticiowi. Krzysztof Kotorowski mógł tylko odprowadzić piłkę wzrokiem. Na szczęście minęła ona okienko jego bramki. Szwajcarzy przejęli inicjatywę i nie schodzili z połowy "Kolejorza". Był to jednak "łabędzi śpiew" Grasshoppers, bo kilka chwil później Lech przeprowadził zabójczą kontrę. Atak prawą stroną zainicjował Peszko. Zagrał na 16. metr do Rengifo. Ten zauważył wbiegającego Stilicia, który trafił w słupek. Ale przytomnie zachował się Lewandowski i z bliska strzelił na 3:0!

W 62 min. piękna akcja w trójkącie Stilić - Rengifo - Murawski, po której ten ostatni znalazł się sam na sam z bramkarzem gości, lecz zmarnował okazję. Lech ponownie kontrolował sytuację. Jedną z okazji do podwyższenia wyniku zmarnował Stilić, przegrywając pojedynek sam na sam z Jakupoviciem. Minutę później naprawił swój błąd. Po jego mocnym strzale piłkę do własnej bramki skierował szwajcarski zawodnik.

Golkiper gości interweniował niepewnie, popełniał błędy, więc nasi co rusz uderzali z każdej pozycji. To się opłaciło. Na 5:0 podwyższył w 84 min. Dimitrije Injać, który przed momentem zmienił Lewandowskiego. Nasi ciągle atakowali. Szóstego gola zdobył Peszko, dobijając strzał Murawskiego, który trafił w poprzeczkę. - Aufwiedersehen, aufwiedersehen! Zurych, Zurych, aufwiedersehen! - krzyczeli fani "Kolejorza".

Maciej Kusznierewicz

Wiadomość pochodzi z portalu Tutej.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy