Reklama

Reklama

Jak powiedzieć dzieciom, że stracą dom?

5 osób, w tym trójka dzieci, żyje na 18 m kw. Ten własny kąt był ich marzeniem. Zrobili remont, regularnie płacą czynsz. Od października mieli się wynieść, nie wiedzieli, gdzie przeżyją zimę.

W urzędach usłyszeli: "Nie ma znaczenia dobra wola, liczą się przepisy. Musicie sobie coś zorganizować". Tak Marcin i Wioletta dowiedzieli się, że w październiku mogą stracić dach nad głową.

Reklama

Ich syn Kubuś jest malutki, jeszcze niewiele z tego rozumie. A Patrykiem (12 l.)  i Oliwką (3 l.) martwi się Marcin, bo jak spojrzeć swoim dzieciom w oczy i powiedzieć im, że stracą mieszkanie? Jak dać im poczucie bezpieczeństwa, kiedy człowieka dopada bezsilność?

STARTOWALI OD ZERA

Są małżeństwem od 12 lat. Startowali od zera, oboje pochodzą z biednych rodzin. - Zawsze musieliśmy liczyć tylko na siebie - opowiada Marcin.

Ich problemy zaczęły się, gdy Marcin stracił pracę, a Wioletta zaszła w drugą ciążę. Nie było ich stać na dalsze wynajmowanie mieszkania. Ona, z małym Patrykiem i w 8. miesiącu ciąży z Oliwką, zamieszkała u koleżanki. On sypiał na klatce schodowej albo w samochodzie, bo został taksówkarzem. Mieli jeden cel - znaleźć własny kąt. Jakikolwiek, byle rodzina mogła być razem.

WYMARZONY KĄT

Ich marzenie się spełniło, ale nie wiedzą, jak długo będzie trwać. Spotykamy się 18-metrowym mieszkaniu, o które toczą walkę. Kiedy zaczynamy rozmowę, cała rodzina zbiera się przy niewielkim stoliku, który na co dzień służy za biurko, stół do spożywania posiłków i miejsce zabawy. Choć jest ciasno, panuje tu wielki porządek, wszystko ma swoje miejsce.

Dlaczego grozi im eksmisja? Zajęli puste mieszkanie komunalne po przyjacielu Marcina, którym ten się opiekował. Od lat starają się zalegalizować tę sytuację i walczą o przydział mieszkania komunalnego, niestety bezskutecznie. Płacą regularnie czynsz, wyremontowali lokal, ale to nie ma znaczenia, mają się wynieść.

COŚ NAJCENNIEJSZEGO

Na ścianie w ich pokoju wisi dyplom SZLACHETNEJ PACZKI, a na nim słowa: "Wierzymy że wygracie swoje życie". - Kogoś obchodzi nasz los. Gdy człowiekowi sypie się świat, takie słowa potrafią zdziałać cuda - uśmiecha się Marcin.

Dzieciaki cieszyły się z odwiedzin wolontariuszy, z tylu prezentów, z tego, że ktoś je dostrzegł. Oliwka kurczowo trzyma bębenek, który był dla niej wymarzonym upominkiem.

Dla Marcina i Wioletty to wszystko jest trudne, bo nigdy nie prosili o pomoc i starali się radzić sobie sami. Woleliby sami pomagać niż pomoc otrzymywać. Ale Paczka to była też ogromna ulga - z dnia na dzień mogli przestać myśleć o tym, jak zorganizować najpotrzebniejsze rzeczy, czyli buty na zimę dla dzieci, kosmetyki dla noworodka czy żywność.

W trudnych chwilach myślą o wolontariuszach i darczyńcach, którzy zjednoczyli się, żeby przygotować pomoc specjalnie dla nich. Oprócz materialnych prezentów w paczce znalazło się coś najcenniejszego - siła do walki.

Trwa walka. SZLACHETNA PACZKA daje potrzebującym siłę do wygrania życia. KLIKNIJ i pomóż walczyć z biedą!

TO NIE KONIEC

Nad łóżkiem Patryka wisi gitara, druga stoi obok. To pasja, którą zaraził go tata. Każdą wolną chwilę Marcin spędza z dziećmi. Z synem wyskoczy na ryby, z Oliwką zbuduje dom z klocków. Przy nich ładuje swoje akumulatory...

Wioletta i Marcin wciąż toczą walkę o własny kąt i lepsze jutro. Mimo trudnych przejść, robią wszystko, by Patryk, Oliwka i Kubuś mieli normalne, szczęśliwe dzieciństwo. Dlatego właśnie ta rodzina dostała "Medal za Waleczność" od Mariusza Wlazłego i klubu PGE Skra Bełchatów - wielokrotnych mistrzów Polski w siatkówce. Sportowcy chcieli w ten sposób przekazać rodzinie, że drużyna i walka do końca jest najważniejsza. I że każdy kryzys kiedyś się kończy!

Trwa walka. SZLACHETNA PACZKA daje potrzebującym siłę do wygrania życia. KLIKNIJ i pomóż walczyć z biedą!

Dowiedz się więcej na temat: Szlachetna Paczka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy