Reklama

Reklama

Grzywna i oświadczenie kapitana

W związku z wydarzeniami (gwizdy, bójka kibiców między sobą), które miały miejsce na trybunach w końcówce meczu Lechia - Kmita Zabierzów, gdańscy piłkarze wyrazili... zdziwienie.

Wydział Dyscypliny PZPN nałożył zaś na klub grzywnę w wysokości 50 tysięcy złotych oraz zobligował go do przeproszenia zawodników, którzy zostali obrażeni.

Reklama

27 kwietnia Lechia wygrała w stolicy Wielkopolski 2:1. Cieniem na tym sukcesem położyło się zachowanie pseudokibiców gości, którzy na kwadrans przed końcem meczu, gdy na boisko wchodził Alan Ngamayama, zaczęli naśladować odgłosy wydawane przez małpy.

Dwa dni później Wydział Dyscypliny PZPN zakazał sympatykom Lechii udziału w wyjazdowym meczu w Łowiczu, a na dziś zostali wezwani do Warszawy przedstawiciele klubu, aby złożyć wyjaśnienia. Ostateczna kara brzmi: grzywna 50 tysięcy złotych oraz wystosowania przeprosin wobec obrażonych piłkarzy. Ta ostatnia sankcja nie tylko dotyczy Ngamayamy, ale również... Rogera, bo wrócono także do meczu pucharowego z Legią w Gdańsku.

Na tym sprawa rasistowskich wybryków się kończy. Nie ma mowy o karaniu drużyny, czy odbieraniu jej punktów zdobytych na boisku!

O ile kary w stolicy były spodziewane, to niespodziewanie dziś poznaliśmy reakcję biało-zielonych na zdarzenia ze środowego meczu. Poniżej zamieszczamy oświadczenie, które w imieniu swoim i kolegów opublikował na oficjalnej stronie internetowej klubu, kapitan biało-zielonych - Jacek Manuszewski.

"Zawodnicy Lechii Gdańsk, których mam zaszczyt reprezentować jako kapitan pragną wyrazić swoje zdziwienie postawą części publiczności, która w ostatnich minutach meczu zaczęła przeszkadzać nam w grze. Zarówno drużynę jak i kibiców poznajemy zazwyczaj w trudnych momentach, kiedy nie idzie, kiedy pod nogami znajdują się przysłowiowe kłody. Zdaję sobie sprawę, że jako drużyna postawiliśmy porzeczkę wysoko, że wymaga się od nas zwycięstw i to odnoszonych w pięknym stylu.

Nie muszę jednak tłumaczyć, że nawet europejskie potęgi piłkarskie miewają słabsze dni. Wiem, że wczorajszy mecz nie rzucał na kolana poziomem, niemniej jednak gwizdanie na lidera rozgrywek to sprawa niecodzienna. To naprawdę nam nie pomogło. To nie gwizdy sprawiły, że w końcu zdobyliśmy bramkę. Wierzę, że był to jednorazowy incydent, który przyćmiony zostanie dopingiem do jakiego przywykliśmy, jaki wielokrotnie uskrzydlał nas do podjęcia jeszcze większego wysiłku i który w końcu stawiam za wzór w rozmowach z zawodnikami innych klubów."

Autor: jag

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy