Reklama

Reklama

Było(by) tak pięknie...

Po emocjonującym spotkaniu "Kolejorz" zremisował z AS Nancy Lorraine 2:2 w swoim debiucie w fazie grupowej Pucharu UEFA.

Wynik jest w sumie sprawiedliwy, ale niedosyt pozostał, ponieważ Lech stworzył więcej okazji do zdobycia gola. Najbardziej szkoda sytuacji z 90 min, gdy Hernan Rengifo nie trafił do pustej bramki...

"Kolejorz" nie przestraszył się gości, potraktował ich bez respektu. Nacierał cały czas, nawet gdy prowadził. Po raz kolejny potwierdziło się, że Lech lepiej gra z mocnymi drużynami niż tymi, które skupiają się na przeszkadzaniu, wybijaniu, jak Śląsk Wrocław czy Odra Wodzisław.

Mecz mógł się podobać, prowadzony był w imponującym tempie. Zespoły odpowiadały atakiem za atak. Było dużo strzałów, parad i twardej, męskiej walki. Początek spotkania potwierdził atuty Nancy i różnicę poziomów między rodzimą ekstraklasą i Lique1.

Reklama

Obrońcy Lecha mieli wiele problemów z zatrzymaniem bardzo szybkich, silnych i dobrych technicznie napastników gości. To właśnie Francis Malonga ograł czterech poznańskich defensorów i doprowadził do stanu 1:1. Wiele strachu napędził nam też Issiar Dia. Zresztą wszyscy zawodnicy Nancy panowali nad piłką niemal idealnie i jednym zagraniem potrafili uwolnić się spod opieki poznaniaków.

Przez pierwsze 20 minut Francuzi skracali pole gry, lechici mieli bardzo mało miejsca i kłopoty z przedarciem się pod bramkę Gennaro Bracigliano. Choć oprócz gola Sławomira Peszki okazji nie brakowało. Niestety, zawodziła skuteczność, jak w 13 (Rafał Murawski) i 18 min (Hernan Rengifo był sam na sam z golkiperem przyjezdnych, a poprawkę Semira Stilicia Francuzi wybili z linii bramkowej). Od gola Bośniaka rywale popełniali coraz więcej błędów i nie bronili tak agresywnie, ale mimo kilku okazji poznaniacy nie podwyższyli prowadzenia.

W drugiej połowie tempo nieco siadło. Podopieczni Franciszka Smudy słabli. Mimo tego potrafili stworzyć klarowne okazje, po których powinien podwyższyć. Lechitom brakowało jednak dobrego ostatniego podania bądź fatalnie pudłowali: w 57 min niepilnowany Stilić huknął z 12 m nad bramką, podobnie jak Robert Lewandowski w 79 min, gdy zakończył niecelnym uderzeniem koronkową akcję kolegów. To się zemściło. Bramka padła w najmniej spodziewanym momencie, kiedy wydawało się, że to Lech kontroluje sytuację. Goście pokazali podręcznikowy przykład "rozklepania" obrony. Robert Lewandowski stracił piłkę, Francuzi wyprowadzili kontrę przy biernej postawie naszych i Monsef Zerka wyrównał.

Nasi mogli przechylić szalę na swoją korzyść jeszcze w ostatniej minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Bracigliano minął się z piłką, ale Rengifo zbyt wcześnie ją uderzył i ta przeleciała nad niemal pustą bramką...

Szkoda punktów straconych na własnym terenie. Tym bardziej, że rywale stworzyli w drugiej części w sumie tylko dwie "setki"... Remis komplikuje sytuację Lecha. W kolejnych spotkaniach (najbliższe 27 listopada w Moskwie z CSKA, które dzisiaj pokonało Feyenoord Rotterdam 3:1 i zapewniło sobie awans) nasi muszą wyrwać tyle punktów, ile się da. "Kolejorz" pokazał jednak, że potrafi przeciwstawić się silniejszym od siebie i można z optymizmem oczekiwać kolejnych meczów.

Maciej Kusznierewicz

Wiadomość pochodzi z portalu Tutej.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy