Reklama

Reklama

W Nieszawie stanie zapora?

Stopień wodny w Nieszawie, przed którego budową przestrzegają organizacje ekologiczne - w tym Światowy Fundusz na Rzecz Przyrody - ma uchronić przed katastrofą budowlaną tamę we Włocławku - tak orzekli eksperci powołani przez ministra środowiska.

Reklama

Istniejąca zapora włocławska może zostać przerwana niemal w każdej chwili. Pierwsza fala zalałaby kilka miejscowości, zagrażając dwóm tysiącom ludzi, a skażone wody zalewu zagrażają nawet Zatoce Gdańskiej. Rząd popiera pomysł budowy nowej zapory wodnej w Nieszawie. Ministrowie czekają na uchwałę sejmu tej sprawie. Koszt budowy zapory szacuje się na ponad miliard złotych.

Reklama

Budowa zapory na Wiśle w Nieszawie nie rozwiąże jednak problemu zagrożonej zapory we Włocławku - uważa Światowy Fundusz na rzecz Przyrody (WWF).

- Nie zaprzeczamy groźbie katastrofy. Ale zastanawiamy się czy jest ona rzeczywiście tak duża, jak to przedstawia minister Tokarczuk. Gdyby ryzyko katastrofy zapory we Włocławku rzeczywiście było tak duże, należałoby przede wszystkim spuścić wodę, która napiera na zaporę, i wyłączyć hydroelektrownię - powiedział Jacek Engel ze Światowego Funduszu na rzecz Przyrody - World Wildlife Fund.

Wyjaśniał, że elektrownia, która pracuje w systemie szczytowym, jest włączana wtedy, gdy cena prądu jest wysoka i wyłączana, kiedy elektryczność tanieje. Nierównomierny zrzut wody zwiększa jednak erozję. - Wszyscy, łącznie z hydrotechnikami, którzy chcą budować zaporę w Nieszawie, przyznają, że ten typ elektrowni znacznie zwiększa zagrożenie Włocławka - dodał.

Według Funduszu, budowa zapory w Nieszawie to tylko odsunięcie w czasie problemu Włocławka; procesy erozyjne, jakie występują we Włocławku, pojawią się też, jeżeli zostanie zbudowany stopień wodny w Nieszawie. - Jeszcze nikt nie wymyślił takiej konstrukcji tamy, która by przegradzała rzekę nie powodując procesów erozyjnych. Niemiecka myśl techniczna może być wzorem, a na Renie za ostatnią tamą rocznie dosypuje się miliony metrów sześciennych żwiru - powiedział Engel.

- Rzeka dzika jest przyrodniczo dużo cenniejsza niż zbiornik zaporowy. Wisła jest jedną z ostatnich prawie nie uregulowanych rzek Europy. Dolna Wisła jest cenna właśnie ze względu na wyspy i łachy piaszczyste jako miejsca lęgowe wielu zagrożonych gatunków ptaków - mówił.

Jak twierdzi, nie dokonano porównania ekonomicznych skutków budowy zapory w Nieszawie z wariantami alternatywnymi. Według niego, budowa zapory może się okazać droższa niż modernizacja zapory we Włocławku, tak by mogła ona przepuszczać niesione przez rzekę osady i lód.

Inny wariant proponowany przez Światowy Fundusz na rzecz Przyrody to przebudowa Włocławka i zmniejszenie różnicy poziomów powstałej wskutek erozji. Za najtrwalsze rozwiązanie Fundusz uważa rozebranie stopnia we Włocławku. - Rzecz jasna nie z dnia na dzień, lecz w perspektywie wielu lat i po uprzedniej modernizacji. Zbiornik tak czy inaczej ma ograniczony żywot, bo wypełnia się osadami i staje się lądem, przykłady tego zjawiska są na Dniestrze - powiedział Engel. Według niego, tamę i tak trzeba kiedyś rozebrać.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama