Reklama

Reklama

Opanowały polsko-rosyjską granicę!

Pogranicznicy pilnujący granicy Polski z Obwodem Kaliningradzkim mają trudności z patrolowaniem prawie jednej czwartej jej długości. Wszystko przez bobry, które na pasie granicznym budują żeremia.

- Najwięcej kłopotu z bobrami mają funkcjonariusze ze strażnic w Węgorzewie i Baniach Mazurskich (Warmińsko-mazurskie). Dla przykładu mogę podać, że na odcinku 22 km, który podlega strażnicy granicznej w Węgorzewie, bobry wyryły 38 rowów i stworzyły kilka ogromnych rozlewisk, przez które nie da się przejechać quadem ani ciągnikiem - powiedziała rzeczniczka prasowa warmińsko- mazurskiej straży granicznej Justyna Szubstarska.

Reklama

Kłopoty z bobrami mają też funkcjonariusze strażnic granicznych w Sępopolu czy Bartoszycach i Gołdapi. Pogranicznicy szacują, że bobry "opanowały" w sumie ponad 50 km granicy polsko-rosyjskiej (cała długość granicy to 210 km - red.).

- Nie znaczy to, że granica na zalanych odcinkach nie jest kontrolowana - funkcjonariusze objeżdżają rozlewiska, ale wymaga to nadkładania sporych odcinków drogi. No i bobry mają to do siebie, że pracują bardzo szybko i tam, gdzie dziś jest sucho, jutro już może być bajoro, więc nasi funkcjonariusze nie mogą nawet zaplanować sobie dokładnie trasy objazdu - dodała.

Komendant warmińsko-mazurskiej straży granicznej zwrócił się do starostów przygranicznych terenów, którzy odpowiadają za gospodarkę wodną, o "uregulowanie sytuacji". Zaapelował także do strony rosyjskiej, by spróbowała rozwiązać problem bobrów po swojej stronie granicy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje