Reklama

Reklama

Olsztyn: ​Sąd zadecydował w sprawie Jacka Wacha

Sąd Okręgowy w Olsztynie uniewinnił Jacka Wacha od zarzutu zabójstwa, skazując jednocześnie na 10 lat więzienia za porwanie. Po ogłoszeniu wyroku, mimo wniosku prokuratury, Wach nie został tymczasowo aresztowany.

Przed Sądem Okręgowym w Olsztynie zakończył się w czwartek (28 maja) proces Jacka Wacha (zgodził się na ujawnienie personaliów), skazanego przed laty na dożywocie za zabójstwo, do którego przyznał się ktoś inny. Prokuratura chciała dla niego dożywocia, Wach prosił o uniewinnienie.

Ze względów epidemicznych proces Jacka Wacha odbywał się bez udziału publiczności. Tak też sąd ogłosił wyrok i jego uzasadnienie.

W przesłanym komunikacie rzecznik prasowy olsztyńskiego SO Olgierd Dąbrowski-Żegalski poinformował, że sąd uniewinnił Jacka Wacha od zarzutu zabójstwa suwalskiego gangstera Tomasza S. Sąd uznał jednak winę Wacha co do porwania Tomasza S.

Reklama

Wyjaśnienia sądu

Aby zrozumieć, na czym polegała sprawa Wacha, sąd w uzasadnieniu wyroku omówił kulisy działania półświatka przestępczego w Suwałkach 20 lat temu. W tym mieście mieszkał i działał - Tomasz S. ps. "Sadza".

Sąd wyjaśnił, że pod koniec lat 90. XX w. Jacek Wach (w komunikacie podano, że był w tym czasie "wytrawnym przestępcą") siedział w więzieniu, a wówczas Tomasz S. nawiązał romans z jego ówczesną żoną. Dodatkowo w tym samym czasie (23 grudnia 1997 r.) pod autem kolegi Wacha - Krzysztofa A., który w tym okresie prowadził działalność przestępczą, wybuchła bomba.

"W wyniku wybuchu Krzysztof A. doznał obrażeń ciała, które skutkowały amputacją części nogi. Ponieważ pokrzywdzony nie zamierzał i nie współpracował w tamtym okresie z policją w celu wykrycia sprawców tego przestępstwa, postępowanie przygotowawcze w tej sprawie zostało umorzone. Krzysztof A. nie zamierzał jednak bezczynnie wyczekiwać na dalszy przebieg zdarzeń i postanowił na własną rękę ustalić, kto dokonał zamachu na jego życie. Działania Krzysztofa A. zintensyfikowały się po wyjściu w styczniu 1999 r. z zakładu karnego Jacka W." - napisał w komunikacie rzecznik prasowy olsztyńskiego sądu Olgierd Dąbrowski-Żegalski.

Sąd w Olsztynie po latach na 32 rozprawach ustalił, że po wyjściu z więzienia to właśnie Wach odegrał pierwszoplanową rolę w zaplanowaniu porwania Tomasza S. "Znalazł miejsce przetrzymywania Tomasza S. po jego porwaniu przez osoby z kręgu Krzysztofa A." - ustalił sąd.

Zdaniem sądu to właśnie Wach wpadł na pomysł, by porwanego "Sadzę" zawieźć do Plusek pod Olsztynem na posesję Wiesława S. To ten mężczyzna po latach (w 2014 r.) wskazał miejsce ukrycia zwłok "Sadzy" i przyznał się do jego zabójstwa, za co karę dożywocia odsiadywał Wach.

"Na posesji w Pluskach pokrzywdzony był bity przez Wiesława S., który tam też przewiercił mu wiertarką kolano prawej nogi. W wyniku tego pobicia Tomasz S. napisał oświadczenie, w którym przyznał się do podłożenia ładunku wybuchowego. Po uzyskaniu tego oświadczenia, zgodnie z ustaleniami, Tomasz S. miał być wywieziony do lasu i wypuszczony" - ustalił dalej sąd, ale dodał, że Wiesław S. nie zrealizował tego ustalenia, tylko przywiązał S. do drzewa, udusił stalową linką, a następnie zakopał ciało w lesie, posypawszy je najpierw wapnem.

Kilkanaście lat temu Wach i osoby, które porwały Tomasza S. zostali skazani przez sąd w Suwałkach. Wachowi wymierzono dożywocie.

"Bezprecedensowy" charakter sprawy

W przesłanym komunikacie rzecznik prasowy sądu podał, że sprawa Jacka Wacha "ma charakter bezprecedensowy z punktu widzenia szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości oraz polskiej kryminalistyki, tj. zagadnień z zakresu genetyki sądowo-lekarskiej w kontekście wydanej opinii i ekspertyz medyczno-sądowych". Sąd podał, że w tej sprawie biegli pomylili się co do identyfikacji ofiary.

Sąd poinformował także, że Wiesław S., który w 2014 r. przyznał się do zabójstwa "Sadzy" i wyjawił, gdzie go zakopał, jest osobą niepoczytalną, "dlatego postępowanie karne związane z jego udziałem w porwaniu i zabójstwie Tomasza S. zostało umorzone, a wobec niego zastosowano środki zabezpieczające".

Wyrok dożywocia dla Wacha anulował Sąd Najwyższy, który nakazał tę sprawę ponownie rozpoznać. Czwartkowy wyrok nie jest prawomocny. Po jego ogłoszeniu, mimo wniosku prokuratury, Wach nie został tymczasowo aresztowany.

Jacek Wach od początku nie przyznawał się do zabójstwa. Twierdził, że w tę sprawę został wmanipulowany.

Reklama

Reklama

Reklama