Reklama

Reklama

Olsztyn: Kolejne dymisje po aferze z wymuszaniem zeznań

Komendant warmińsko-mazurskiej policji i szef policji w Olsztynie podali się do dymisji. To pokłosie skandalu z wymuszaniem zeznań, o co oskarżonych jest czterech funkcjonariuszy.

Do dymisji podał się komendant warmińsko-mazurskiej policji Józef Gdański i szef policji w Olsztynie Andrzej Góźdź. - Potwierdzamy złożenie raportów o odwołanie ze służby - potwierdziła Izabela Niedźwiedzka-Pardela z Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie.

Jak dowiedział się reporter RMF FM Piotr Bułakowski, każdy z mężczyzn miał sam podjąć taką decyzję, nie było nacisków z zewnątrz. Komendanci moralnie biorą odpowiedzialność za ostatnią aferę z czterema funkcjonariuszami, którzy mieli siłą wymuszać zeznania.

Reklama

To kolejne dymisje związane z tą sprawą. Wcześniej zrezygnował zastępca komendanta miejskiego, który nadzorował pracę wydziału oskarżonych policjantów. Czterech funkcjonariuszy komendy miejskiej miało siłą wymuszać zeznania. Śledczy mają dowody brutalnych sposobów przesłuchiwania świadków, między innymi nagrania z kamer. Mężczyźni mieli używać paralizatora i gazu pieprzowego. Do przesłuchań miało dochodzić w ostatnim tygodniu marca, ale prokuratura analizuje materiały z przesłuchań z ostatnich dwóch lat.

Jednym z poszkodowanych jest student z Olsztyna, którego reprezentuje mecenas Lech Obara. - Na pewno będziemy domagali się oficjalnych przeprosin i dużej kwoty zadośćuczynienia, żeby dla innych była to nauczka. Mój klient był przesłuchiwany w formie świadka, bo nie miał żadnych zarzutów, więc to mógłby być każdy - mówi Obara.

Wydział, w którym pracowali oskarżeni policjanci, przestał już istnieć, w jego miejsce powstanie nowy, z nowym kierownictwem. W komendzie miejskiej policji w Olsztynie trwa śledztwo wewnętrzne zlecone przez komendę wojewódzką. Ma ono - między innymi - ustalić, czy przełożeni funkcjonariuszy wiedzieli o ich metodach przesłuchiwania osób. Tylko jeden policjant przyznał częściowo się do winy. On za kaucją 10 tysięcy złotych opuścił areszt. Mężczyznom grozi dziesięć lat więzienia. W policji pracowali od trzech, do dziewięciu lat.

(es)

Piotr Bułakowski

CZYTAJ TAKŻE NA RMF24.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama