Reklama

Reklama

Ogromne straty po pożarze. Bank Żywności w Olsztynie potrzebuje wsparcia

Ponad 40 tysięcy złotych - jak na razie - udało się zebrać na usuwanie skutków po czwartkowym pożarze Banku Żywności przy ulicy Marka Kotańskiego w Olsztynie. Aby odpowiednio zabezpieczyć budynek, potrzebny jest nawet milion złotych.

Zabezpieczenie budynku przed zimnem i deszczem - to teraz priorytet pracowników Banku Żywności w Olsztynie. W czwartek, niemal miesiąc po otwarciu Kuźni Społecznej, wyremontowany budynek byłych koszarów Dragonów został zniszczony.

"Oczywiście, budynek był ubezpieczony. Jednak mamy świadomość, że ubezpieczenie nie pokryje w pełni strat. Spaleniu uległa 1/3 budynku, a 1/4 zaczadzeniu. Część powierzchni została zalana podczas akcji ratowniczej. Strażacy oszacowali wstępnie straty na pięć mln zł. Tymczasem my już potrzebujemy wejść do budynku i usuwać straty po pożarze i to wiąże się z dodatkowymi kosztami" - mówi Marek Borowski, prezes Banku Żywności w Olsztynie.

Reklama

Jak można pomóc?

Przez lata, to Bank Żywności wspierał pomocą organizacje społeczne. Teraz role się odwróciły. "Uruchomiliśmy zbiórkę na Facebooku i można nas wesprzeć poprzez wpłaty na konto organizacji. Jako organizacja społeczna nie mamy stałego finansowania zewnętrznego. Utrzymujemy się z grantów, dotacji, darowizn i z własnej działalności. Odbieramy codziennie ze sklepów nadwyżki żywności i przekazujemy je innym organizacjom społecznym. Tylko w zeszłym roku przekazaliśmy potrzebującym prawie 2,5 tys. ton żywności, którą w części uratowaliśmy ze sklepów przed zmarnowaniem. Pomogliśmy blisko 57 tys. osobom" - podkreśla Marek Borowski.

Zbiórka prowadzona jest TUTAJ.

Ogień pojawił się na piętrze w środkowej części budynku. Przyczyny pożaru nie są jeszcze znane, śledztwo w tej sprawie prowadzi policja. Oprócz Banku Żywności straty poniosły firmy, które wynajmowały tam pomieszczenia. Doszczętnie zniszczona została redakcja magazynu MADE IN Warmia & Mazury. 

"Nie ma komputerów i ich cennej zawartości, drukarek, skanera, aparatów, obiektywów, statywów, oświetlenia studyjnego, monitorów, mebli, pism i książek, którymi się inspirowaliśmy. Nie ma cennego archiwum magazynów. Nie ma też znacznej części nakładu aktualnego wydania, który musimy dodrukować" - czytamy w oświadczeniu redakcji, która potrzebuje teraz 50 tysięcy złotych, aby częściowo pokryć straty.

Zbiórkę na odbudowę spalonej redakcji magazynu MADE IN Warmia & Mazury uruchomiono TUTAJ.

Piotr Bułakowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy