O nowych ustaleniach informują w swoich raportach zachodnie źródła, takie jak Hunterbrook Media i Międzynarodowe Partnerstwo na rzecz Praw Człowieka. Zgodnie z ich wiedzą, Rosjanie budują swoje myśliwce Su-34 i Su-35 wykorzystując do tego niemal w całości komponenty z państw zachodnich, w tym z USA i krajów Unii Europejskiej. Dużą rolę odgrywają także podzespoły z Japonii.
Zachodnie komponenty w rosyjskich myśliwcach. Sankcje to pozory
Nowe dane, przedstawione na poniższym wykresie, to jasny dowód na to, że zachodnie sankcje zupełnie nie działają, choć na Moskwę cały czas nakładane są coraz to nowsze restrykcje.
"Wśród zidentyfikowanych komponentów nie ma elementów rosyjskich, większość pochodzi natomiast od firm amerykańskich, w tym Texas Instruments, Analog Devices, Intel i innych" - podają w raporcie IPHR, NABUK i Hunterbrook Media.
Gdyby jednak demokratyczne kraje, zwłaszcza USA, przestrzegały wprowadzonych zasad, Rosja miałaby poważne problemy, a jej przemysł zbrojeniowy wyraźnie by zwolnił.
Wówczas Kreml uzależniony by był m.in. od Chińczyków i partnerów ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ale oni byliby w stanie zapełnić powstałą lukę tylko w minimalnym stopniu.
Rosjanie kontynuują brutalne ataki powietrzne na Ukrainę
Rosjanie używają samolotów Su-34 i Su-35 do zintensyfikowanych ataków powietrznych na Ukrainę, które najczęściej skutkują wieloma ofiarami i rannymi. Ukraińcy nie składają jednak broni i coraz śmielej atakują rosyjskie bazy lotnicze. W minioną sobotę mieli np. zbombardować jedną z nich, uszkadzając magazyn bomb i samolot szkoleniowy.
Kilka dni wcześniej z kolei SBU przekazała, że w rosyjskiej bazie Marinowka zniszczono dwa Su-34, a dwa kolejne zostały uszkodzone. Do akcji wykorzystane zostały drony dalekiego zasięgu.
Jeden samolot Su-34 wyceniany jest na ok. 50 mln dolarów, co oznacza, że tylko po tej jednej akcji straty Kremla wyniosły ponad 100 mln dolarów.














