"Uzbrojenie w rękach szaleńca". Gorzkie słowa kard. Rysia
Najwyższej klasy uzbrojenie w rękach szaleńca to narzędzie wojny, a nie pokoju - ostrzega kard. Grzegorz Ryś. Hierarcha odniósł się też do kwestii zbiórki dla ogarniętej wojną Ukrainy. - Spierać to my się możemy, kiedy jest spokojnie i dyskutujemy o programach politycznych albo, nie znoszę tego pojęcia, o polityce historycznej. Ale nie wtedy, kiedy umierają ludzie - powiedział.

Kard. Grzegorz Ryś w wywiadzie dla Interii przestrzegł przed złudnym poczuciem bezpieczeństwa wynikającym z uzbrojenia.
- Najwyższej klasy uzbrojenie złożone w ręce kogoś, kto jest szalony, jest narzędziem wojny, a nie pokoju - mówił. Dodał, że "pokój nie oznacza jedynie braku wojny", lecz wymaga gotowości ludzi do rozmowy, współpracy i wzajemnego poszanowania.
Duchowny w rozmowie z Justyną Kaczmarczyk podkreślił, że przesłanie na dzisiejsze czasy jest takie, aby stawiać na dialog i pokojowe rozwiązania, a nie wyścig zbrojeń.
Kardynał podkreślił też skalę współczesnych konfliktów, stwierdzając, że "mamy III wojnę światową w kawałkach".
- Ja z pełnym przekonaniem podpisuję się pod tym, co mówił papież Franciszek - że mamy III wojnę światową, tylko w kawałkach. Ona rzeczywiście trwa. I są wojny, o których nic nie wiemy, bo docierają do nas informacje o tych najbliżej nas albo politycznie najbardziej znaczących - tłumaczył swoje stanowisko.
Pomoc Ukrainie nie przeszła bez echa. Kard. Ryś: Mieliśmy im wysłać cukierki?
W kontekście wsparcia Ukrainy Ryś podkreślił skuteczność zbiórek Caritas Archidiecezji Krakowskiej, dzięki którym udało się zgromadzić 6,5 mln zł na generatory, nagrzewnice i żywność. Hierarcha został zapytany o krytyczne głosy, jakie pojawiły się po ogłoszeniu zbiórki dla Kijowa - "że Ukraina nam mówi, co mamy jej dać".
- Jak mamy pomagać? Mieliśmy im wysłać cukierki, kiedy tam jest wojna, a ludziom groziła śmierć z zimna? - pytał retorycznie kardynał, wskazując, że "pomoc musi odpowiadać realnym potrzebom". Podkreślił również, że ratowanie życia nie może podlegać podziałom politycznym ani społecznym.
- Jesteśmy podzieleni, ale gdzieś powinny być granice podziału. Jeśli komuś ratujemy życie, to tu w ogóle nie ma pytania o podziały. Spierać to my się możemy, kiedy jest spokojnie i dyskutujemy o programach politycznych albo, nie znoszę tego pojęcia, o polityce historycznej. Ale nie wtedy, kiedy umierają ludzie. Ten generator, który ja fundowałem, trafił do przedszkola. I co? Będziemy dyskutować o tym, czy dzieci ukraińskie mają prawo mieć minimum ciepła w przedszkolu? Boże, gdzieś chyba jest granica - powiedział.














