Trump dał zgodę, Kongres działa. "Młot na Rosję" ma rzucić Putina na kolana
W cieniu ataku na Wenezuelę, nacisków na aneksję Grenlandii i możliwej interwencji zbrojnej w Iranie niemal niezauważona przeszła zgoda Donalda Trumpa na gospodarczą anihilację Rosji. Biały Dom dał bowiem zielone światło do przegłosowania w Kongresie ustawy, którą w politycznych kuluarach nazywa się "młotem na Rosję".

"Po bardzo produktywnym spotkaniu z prezydentem Donaldem Trumpem, które dotyczyło szeregu różnych kwestii, jest zielone światło dla ponadpartyjnej ustawy wprowadzającej sankcje na Rosję, nad którą pracowałem od miesięcy wraz z senatorem Blumenthalem i wieloma innymi osobami" - przekazał 7 stycznia mediom główny republikański orędownik gospodarczego dociśnięcia Kremla, senator Lindsey Graham. Możliwe, że amerykańscy kongresmeni nad dokumentem pochylą się jeszcze w tym tygodniu.
"Ta ustawa pozwoli prezydentowi Trumpowi karać kraje, które kupują tanią rosyjską ropę, napędzając tym samym wojenną machinę Putina" - podkreślił polityk.
Wspomniane kraje, które mogą zostać ukarane, to przede wszystkim Chiny, Indie i Brazylia. To właśnie na nich w głównej mierze od momentu inwazji na Ukrainę opiera się rosyjski eksport ropy.
- Jestem dumny z tej ustawy i z tego, że prezydent naprawdę chce przegłosować ją w Kongresie - w rozmowie z "New York Post" nie krył satysfakcji partyjny kolega Grahama, senator Brian Fitzpatrick.
- Jeśli chodzi o Rosję, uważam, że musimy zrobić wszystko, co możliwe, żeby zadusić ich gospodarkę. Tylko tak zmusimy ich, żeby rzeczywiście zasiedli do stołu negocjacyjnego z Ukrainą, na co do tej pory nie mieli ochoty - podkreślił.
W minionym roku otoczenie Trumpa naciskało na senatorów, żeby nanieśli do ustawy poprawki, dające prezydentowi większe pole manewru i de facto pozwalające mu jednoosobowo decydować o wprowadzeniu bądź wstrzymaniu sankcji. Komentując wyrażenie zgody na finalizację prac nad ustawą, Biały Dom nie sprecyzował jednak, czy takie korekty zostały w dokumencie zawarte.
Miesiące czekania. Putin zawiódł Trumpa
Zgoda Donalda Trumpa na przegłosowanie ustawy w Kongresie przyszła po wielu miesiącach oczekiwania i nacisków Partii Republikańskiej na prezydenta.
Od wiosny 2025 roku to właśnie Trump był hamulcowym prac nad dokumentem uderzającym w rosyjską gospodarkę i rosyjski sektor energetyczny, który w waszyngtońskich kuluarach doczekał się nazwy "młot na Rosję".

Były dwa główne powody, dla których Trump lubił odgrażać się użyciem przygotowanych rozwiązań, ale nigdy po nie nie sięgnął. Przede wszystkim wiosną 2025 roku był absolutnie przekonany o dobrych intencjach Kremla i swoich świetnych relacjach z Władimirem Putinem. Uważał, że do zakończenia wojny wystarczy jego "przyjaźń" z Putinem i osobista mediacja między Rosją i Ukrainą.
Z kolei z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim miał mocno napięte relacje, czego efektem była karczemna awantura na oczach całego świata w Białym Domu 28 lutego ubiegłego roku.
Drugim powodem zwlekania z finalizacją prac nad ponadpartyjną ustawą senatorów Lindseya Grahama i Richarda Blumenthala była świadomość dotkliwości zawartych w niej rozwiązań. Administracja Trumpa obawiała się, że tak mocne uderzenie w fundamenty rosyjskiej gospodarki sprawi, że Kreml straci zainteresowania negocjacjami pokojowymi i usztywni swoje stanowisko w sprawie wojny.
To jest wyjście całkowicie poza rynek ropy i produktów ropopochodnych. Trump mówi: jeśli sprzeciwicie się, kupując rosyjską ropę, to zamkniemy całą wymianę handlową z wami. Nikomu taka konfrontacja z Amerykanami się nie opłaca
Tymczasem Trump liczył, że uda mu się wypracować pokój jeszcze wiosną, tak, żeby zmieścić się w pierwszych 100 dniach swojej drugiej kadencji w Białym Domu. To z kolei miało mu dać realne szanse na sięgnięcie po wymarzoną Pokojową Nagrodę Nobla. Ostatecznie ani celu politycznego, ani osobistego nie udało mu się osiągnąć.
Młot na Rosję. Sankcje, jakich jeszcze nie było
Przygotowana przez senatorów ustawa przewiduje 500-procentowe cła oraz tzw. sankcje drugiego rzędu wobec każdego kraju, który kupuje rosyjskie surowce energetyczne.
W praktyce 500-procentowe cła oznaczają odcięcie jakiejkolwiek wymiany handlowej z wziętym na celownik państwem.
Specyfiką rozwiązań przygotowanych przez amerykańskich senatorów jest to, że na celownik nie jest wzięta bezpośrednio sama Rosja, tylko państwa i firmy, które obchodzą zachodnie sankcje i za pomocą logistycznych oraz prawnych trików kupują rosyjskie surowce energetyczne.
Co więcej, karom podlegałby nie tylko sektor energetyczny takiego państwa, ale cały jego eksport do Stanów Zjednoczonych. Wcześniej taki sam manewr Amerykanie zastosowali wobec reżimu Nicolasa Maduro i wenezuelskiej ropy.
- To jest wyjście całkowicie poza rynek ropy i produktów ropopochodnych - tłumaczył w rozmowie z Interią mecenas Tomasz Włostowski, gdy w zeszłym roku Amerykanie po raz pierwszy straszyli Kreml wspomnianymi rozwiązaniami.
- Trump mówi dzisiaj: jeśli sprzeciwicie się, kupując rosyjską ropę, to zamkniemy całą wymianę handlową z wami. Nikomu taka konfrontacja z Amerykanami się nie opłaca - kontynuował ekspert od sankcji oraz polityki handlowej Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych.
Cel wprowadzenia w życie takich sankcji jest oczywisty - wywołanie "efektu mrożącego" na całym świecie i sprawienie, że rosyjskie surowce energetyczne staną się dla potencjalnych kupujących trędowate.
Jest jednak jeszcze coś. Handlujące z Ameryką państwa nie tylko musiałyby same zakazać importu rosyjskiej ropy, a najpewniej również produktów ropopochodnych. W praktyce musiałyby również same tropić i karać swoje firmy, ułatwiające Rosji obchodzenie zachodnich sankcji, żeby nie narazić się na gniew Białego Domu i nie zagrozić swoim stosunkom handlowym ze Stanami Zjednoczonymi.

Historycznie udział środków ze sprzedaży surowców energetycznych wynosił między 30 a 45 proc. całego rosyjskiego budżetu. W ostatnich latach dane były mniej precyzyjne (znaczna ich część jest obecnie utajniona przez władze) i zachodziły w nich duże wahania ze względu na zachodnie sankcje, ale też trudności technologiczne i logistyczne rosyjskiego sektora energetycznego. Surowce energetyczne wciąż były jednak głównym silnikiem eksportu Rosji, odpowiadając nawet za ponad 50 proc. całości generowanych w ten sposób przychodów.
Wojna w Ukrainie. Waszyngton zaciska pętlę
2025 rok był dla rosyjskiego sektora energetycznego wyjątkowo ciężki. Wpływy budżetowe ze sprzedaży surowców spadły, wedle różnych szacunków, o 20-25 proc. wobec poprzedniego roku. Znacznie zmalały też wyniki rosyjskiego eksportu - szacuje się, że mniej więcej o 20 proc.
To bezpośredni efekt spadku cen ropy na światowych rynkach, uderzenia Amerykanów i Brytyjczyków w czołowe rosyjskie koncerny energetyczne (Rosnieft i Łukoil), a także zaostrzenia działań Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej wobec tzw. floty cieni, która służy Kremlowi do obchodzenia zachodnich sankcji i nielegalnego handlu surowcami energetycznymi.
Liczby pokazują, że rosyjska gospodarka i rosyjski sektor energetyczny, wbrew oficjalnym zapewnieniom Kremla, krwawią i coraz trudniej im dostarczać tak potrzebne do prowadzenia wojny w Ukrainie środki. Szacuje się, że koszty wojny z Ukrainą są 10-krotnie większe niż łączne nakłady rosyjskich władz na ochronę zdrowia i edukację.
Jeśli chodzi o Rosję, uważam, że musimy zrobić wszystko, co możliwe, żeby zadusić ich gospodarkę. Tylko tak zmusimy ich, żeby rzeczywiście zasiedli do stołu negocjacyjnego z Ukrainą, na co do tej pory nie mieli ochoty
Jakby tego było mało, załamywać zaczęła się chińska kroplówka gospodarcza dla Rosji, dzięki której Kreml był w stanie wytrzymać aż cztery lata zachodnich sankcji, jednocześnie nie ustępując Ukrainie na froncie. Dane za 2025 rok nie pozostawiają złudzeń - Państwo Środka kupiło 7,6 proc. mniej rosyjskiej ropy niż rok wcześniej. To pierwszy raz od wybuchu wojny w Ukrainie, gdy Chiny ograniczyły zakup rosyjskiej ropy. Spadek wartości przeprowadzanych transakcji, z powodu niższych cen surowca oraz udzielanych przez Kreml rabatów, jest jeszcze dotkliwszy i wynosi aż 20 proc.
Niedawna interwencja Stanów Zjednoczonych w Wenezueli i płynące wprost ze strony administracji Donalda Trumpa deklaracje o przejęciu wenezuelskiego sektora paliwowego to kolejna fatalna wiadomość dla Kremla.
Wenezuela dysponuje największymi rezerwami ropy naftowej na świecie. Jeśli znajdą się one pod amerykańską kontrolą, Waszyngton, zwłaszcza w porozumieniu ze swoimi sojusznikami z Arabii Saudyjskiej, będzie w stanie znacząco wpływać na globalną podaż i ceny tego surowca.
Wszystko to sprawia, że sektor energetyczny, który dotychczas był największą siłą rosyjskiej gospodarki, właśnie staje się jej najwrażliwszym punktem. Wprowadzenie w życie ustawy amerykańskich senatorów ma to tylko obnażyć i rzucić Kremla na kolana.
- To główny potencjalny cel Trumpa. Byłby to druzgocący cios dla Kremla - mówił swego czasu Interii mecenas Tomasz Włostowski. Ten scenariusz jest coraz bliższy realizacji.
Łukasz Rogojsz














![Rządowy przełom, na który poczekamy do 2101 roku [13 PIĘTER]](https://i.iplsc.com/000MAL83HB6X5W8D-C401.webp)


