"Wołodymyr Zełenski może zakończyć wojnę z Rosją niemal natychmiast" - twierdzi Donald Trump. Wizja ta jest efektem piątkowego spotkania prezydenta USA z Władimirem Putinem na Alasce.
Jest jednak kilka warunków, m.in. uznanie rosyjskiej zwierzchności nad anektowanym Krymem, oddanie Rosji całego Donbasu i brak członkostwa Ukrainy w NATO. W zamian Putin obiecał zamrozić linię frontu w obwodach chersońskim i zaporoskim, a także odstąpić znikome części obwodów chersońskiego i sumskiego nadal kontrolowane przez Rosję. Pojawiają się też nieoficjalne informacje dotyczące pewnych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy ze strony Zachodu.
Amerykański przywódca przedstawi dziś szczegóły ewentualnego zakończenia wojny. Spotkanie Trump-Zełenski rozpocznie się w Waszyngtonie o godzinie 13 czasu lokalnego (19 w Polsce), po czym do prezydentów dołączą europejscy liderzy. Wołodymyr Zełenski zapewnił przed spotkaniem, że Ukraina i jej wszyscy sojusznicy "podzielają silne pragnienie szybkiego i niezawodnego zakończenia wojny".
Co o tych negocjacjach myślą sami Ukraińcy? Na ulicach ogarniętego wojną kraju słychać niepewność i rozczarowanie.
"Plucie w twarz Ukrainie"
Antonina z Mikołajowa działa jako wolontariuszka. Będąc w drodze z pomocą do Chersonia rozmawia z żołnierzami o spotkaniu Trumpa z Putinem. - Dla nas to jest zdrada. Sprzedają nasze ziemie, handlują nami jak niewolnikami bez naszego uczestnictwa - mówi wprost.
Towarzyszy jej poczucie porzucenia. - Świat zaczął zapominać o Ukrainie, żołnierze są w szoku - dodaje Antonina. Najbardziej boli ją to, jak wiele osób oddało życie w tej wojnie. - I po co? Żeby teraz ktoś sprzedawał nasze ziemie? - zastanawia się.
- Naród jest oburzony. Wojskowi umierają, a światowi liderzy ścielą przed Putinem czerwony dywan. To plucie w twarz całej Ukrainie i pokazanie, że bezkarnie można mordować - dodaje wolontariuszka.
"Tu każdego dnia giną ludzie"
Podobne głosy dochodzą z innych części kraju. Valeria Vinokurova mieszka obecnie we Lwowie, jej rodzice są w Zaporożu. Na pytanie, czy widzi szanse zakończenia wojny mówi, że nie ma na to nadziei. Nie widzi też sensu w rozmowach z Putinem, jej zdaniem rosyjski przywódca wcale nie chce zawierać pokoju. - Czy wtedy dalej na Ukrainę leciałyby pociski? - pyta.

Odessa, Charków, Zaporoże - wymienia kolejne miasta, w których w ostatnich dniach trwały ataki. - Rozmowy Trumpa z Putinem na Alasce to jakaś pomyłka, jak można dogadywać się z terrorystą - uważa Ukrainka.
Valeria Vinokurova często słyszy zagranicą pytanie: czy wojna jeszcze trwa? - Trwa. Tu każdego dnia giną ludzie - mówi. Sama zna wiele osób, które straciły życie w wojnie z Rosją. Wśród nich są synowie jej przyjaciółek. - Każdy tu zna kogoś, kto zginął z rąk Rosjan - podkreśla.
"Tego boimy się najbardziej"
Ksenia Kyshyshian pochodzi z Chersonia, jednak obecnie mieszka w Kijowie. Na pytanie o nastroje w stolicy odpowiada, że "są napięte". - Te rozmowy pokojowe to taki teatr. Politycy grają emocjami Ukraińców - uważa.
Wspomina, że gdy na Alasce trwał szczyt Putin-Trump, nad Ukrainę leciały kolejne rakiety. W poniedziałek ostrzelana została też dzielnica Charkowa, gdzie dawniej mieszkała. Wiele osób zginęło.
- Czujemy, że decyzje są podejmowane bez nas. Żołnierze z którymi rozmawiam mówią wprost, że oni dalej będą robić swoje niezależnie od decyzji, które zapadną na arenie politycznej - mówi Interii Kyshyshian.
Ona również zwróciła uwagę na rozłożony przed rosyjskim przywódcą czerwony dywan. - My tu próbujemy przetrwać i przeżyć, a tam tak witają mordercę - dodaje rozżalona.
Kobieta przyznaje, że warunki, jakie postawił Putin są dla Ukraińców niedopuszczalne. - Tak wielu ludzi zginęło, a teraz mamy oddać swoje ziemie? Po to oni oddali życie? Takiego zakończenia wojny nie chcemy - podkreśla.
Rozmówczyni Interii przyznaje, że w Ukrainie dużo mówi się o motywach, dla których Trump chce doprowadzić do zakończenia wojny. - Próbuje być bohaterem, który zakończy wojnę i otrzyma pokojową nagrodę Nobla. Dla niej chce się dogadać z terrorystą - ocenia.
Ukrainka podkreśla, że jeśli zapadną decyzja o oddaniu ziem, to wojna tak naprawdę się nie zakończy. - To będzie zamrożenie konfliktu na najbliższe kilka lat. My cały czas będziemy żyć w strachu, tego boimy się najbardziej. To będzie przegrana sytuacja - komentuje.
Paulina Sowa (paulina.sowa@firma.interia.pl)














