Sensacyjne doniesienia z USA. To może być straceńcza misja Zełenskiego
"Financial Times" donosi, że już tej wiosny Ukraina przeprowadzi wybory i referendum. Wołodymyr Zełenski przekonuje natomiast, że "pierwsze słyszy" o tym scenariuszu, ale jego kraj ma być gotowy do zorganizowania elekcji. - Jest mała szansa, by Zełenski te wybory wygrał. W sondażach czy rankingach większe szanse mają Załużny i Budanow - mówi Interii były ambasador RP w Ukrainie Jan Piekło.

W skrócie
- Media informują o możliwych wyborach i referendum w Ukrainie już tej wiosny, jednak Wołodymyr Zełenski podkreśla, że pierwszy raz słyszy o takich planach.
- Według sondaży Zełenski ma małe szanse na reelekcję, a faworytami pozostają gen. Walerij Załużny i Kyryło Budanow.
- Wybory oraz potencjalne referendum mogą być warunkiem ultimatum Donalda Trumpa wobec Ukrainy, a przeprowadzenie ich jest także przedmiotem presji ze strony Stanów Zjednoczonych.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Sondaże dają mu małe szanse na reelekcję, a mimo to Wołodymyr Zełenski jest skłonny do przeprowadzenia wyborów w Ukrainie. Jak podał "Financial Times", wybory poszerzone o referendum miałyby się odbyć wiosną. Wszystko po to, by spełnić ultimatum Donalda Trumpa, który naciska, by Rosja i Ukraina zakończyły wojnę do wakacji.
Jak piszą Amerykanie, Zełenski decyzję, dotyczącą wyborów, ma ogłosić w czwartą rocznicę rosyjskiej agresji - 24 lutego. Ukraińcy nie tylko wybiorą nowe władze, ale też wezmą udział w bezprecedensowym referendum, dotyczącym potencjalnych ustępstw terytorialnych. Chodzi oczywiście o Donbas.
Jeśli rzeczywiście za kilkanaście dni Zełenski ogłosi zamiar organizacji wyborów, będzie to przełomowy moment - od początku rosyjskiej agresji Kijów przekonywał, że elekcja w czasie wojny jest po prostu niemożliwa. Moskwa zaczęła nazywać Zełenskiego dyktatorem, a narrację tę powielał Donald Trump. To amerykański prezydent wywierał największy nacisk na ukraińskiego przywódcę. Już we wstępnym planie porozumienia ukraińsko-rosyjskiego, zaproponowanego przez USA kilka miesięcy temu, pojawił się punkt, dotyczący przeprowadzenia wyborów w Ukrainie.
Wybory w Ukrainie? Dlaczego Zełenski zmienił zdanie?
Zełenski musiał ulec tej presji i zgodził się na warunki, które wcześniej były dla niego nie do zaakceptowania. Już w grudniu przekonywał, że najbardziej kontrowersyjne elementy planu pokojowego, czyli ustępstwa terytorialne, muszą zostać wyrażone w ogólnokrajowym referendum. Co więc skłoniło go do zmiany decyzji?
Przede wszystkim presja ze strony Stanów Zjednoczonych i chęć zakończenia wojny w 2026 roku przy zaangażowaniu USA. Bez amerykańskiego pośrednictwa sytuacja może bowiem rozwinąć się w bardzo różnych kierunkach. To jednak nie wszystko.
- Jeden z najważniejszych czynników to ostatnia afera korupcyjna w najbliższym otoczeniu Zełenskiego - nie ma wątpliwościJan Piekło, były ambasador RP w Ukrainie.
- Popularność prezydenta dość mocno spadła. Pytanie natomiast, czy on rzeczywiście myśli o tym, że może wygrać wybory. Czy w ogóle będzie kandydował? Myślę, że tak, ale jest mała szansa, by te wybory wygrał. W sondażach czy rankingach większe szanse mają Walerij Załużny i Kyryło Budanow. Oni prawdopodobnie by wygrali - podkreśla rozmówca Interii.
Rzeczywiście, spoglądając na dwa ostatnie tego typu badania, rozpisanie wyborów przez Zełenskiego wydaje się misją straceńczą. W sondażach z sierpnia i grudnia 2025 roku obecny prezydent Ukrainy przegrywa wybory prezydenckie. Zdecydowanym faworytem byłby obecny ambasador Ukrainy w Wielkiej Brytanii gen. Walerij Załużny, niegdyś szef ukraińskiej armii. Gdyby w drugiej turze Zełenski spotkał się natomiast z byłym szefem wywiadu Kyryłem Budanowem, również przegra. Tak przynajmniej wynika z badań, a jak wiemy, dynamika kampanii wyborczych rządzi się swoimi prawami.
Naciski ze strony Waszyngtonu. Ukraina czeka do lata
Wołodymyr Zełenski może wciąż przekonywać, że wybory są niemożliwe do przeprowadzenia, bo trwa wojna. W takim wypadku wciąż byłby prezydentem. Dlaczego więc - jak podają Amerykanie - miałby zorganizować wybory mimo możliwej przegranej?
- Widać wysiłki ze strony opozycji, a nawet części partii Sługa Narodu, by doprowadzić do wyborów. Ten wewnętrzny czynnik jest chyba najważniejszy. Rzeczywiście jest też spory nacisk ze strony Waszyngtonu, by doprowadzić do rozwiązania, które by umożliwiło zawarcie pokoju. Ja, szczerze mówiąc, nie jestem przekonany, że to rozwiązanie się pojawi - dodaje Piekło.
Nasz rozmówca jest zdania, że wiosną należy spodziewać się zintensyfikowanych ataków ze strony Rosji. Ukraina natomiast nie musi czynnie się temu przyglądać, a również może odwdzięczyć się wrogowi tym samym. Innymi słowy: do porozumienia pokojowego wciąż jest daleka droga.
- Może to doprowadzić do wzmożenia działań wojennych. Wcale nie jest powiedziane, że to ostatnie słowo Zełenskiego. To wciąż rodzaj gry prowadzonej na wielu frontach. Bardzo prawdopodobne, że może dojść do zwiększenia rosyjskiej agresji. Ukraińcy też są na to gotowi - uważa Piekło.
Referendum obok wyborów. Jak zachowa się Rosja?
Poza oczywistym wątkiem wyborów w Ukrainie w tej historii są też dwa inne elementy. Pierwszy to referendum, które niezależnie od tego, jak potoczą się wybory nowych władz, prawdopodobnie zakończą się twardym "nie" społeczeństwa ukraińskiego w sprawie ewentualnych ustępstw terytorialnych. Drugim wątkiem jest postawa Rosji, która tradycyjnie będzie chciała namieszać w trakcie elekcji u najbliższego sąsiada.
- Rosjanie? Wyraźnie widać niecierpliwość. Chcą Donbasu i przekonują, że było to ustalone na Alasce, a USA nie dotrzymują umowy. Czy będą forsować "swojego" kandydata? To jest dość trudne, bo ten wariant dość mocno się skompromitował. Był taki człowiek, który nazywał się Wiktor Medwedczuk, który miał zostać prezydentem Ukrainy. Pewnie Kreml może podjąć taką próbę, ale nie liczyłbym na to, że okaże się ona skuteczna - podkreśla Piekło.
- Referendum to bardzo ważny element. Już widać, że większość Ukraińców absolutnie nie zamierza oddawać Donbasu. Oddanie tej części Ukrainy, ufortyfikowanej, przygotowanej do wojny, to zaproszenie Rosji do marszu na Charków i Kijów - nie ma wątpliwości Piekło.
Tę świadomość ma również Zełenski. Zdaje sobie sprawę, że o ile sam jest w trudnej sytuacji politycznej i może przegrać wybory, to wie jednocześnie, że Ukraińcy co do jednego są pewni - nie oddadzą terytorium Rosji. A to może prowadzić do impasu. Zełenski z jednej strony spełni warunki stawiane przez Waszyngton, a z drugiej wie, że wynik referendum przebiegnie po myśli Ukraińców.
Ostatnim elementem jest natomiast techniczna organizacja wyborów. Co do tego pytań jest mnóstwo. Czy organizować je wyłącznie w kraju czy również za granicą. Jeśli tak, to w jaki sposób. Jak zorganizować elekcję na terenach okupowanych. W jaki sposób traktować Donbas, Ługańsk, a nawet Krym. Czy zagłosują mężczyźni, którzy ukrywają się np. w Polsce przed poborem? Jak zapobiec wyborczym fałszerstwom i próbie destabilizacji ze strony Rosji?
- Jest bardzo wiele problemów. Do tego pojawi się kolejne pytanie - by coś takiego przeprowadzić potrzebne jest zawieszenie broni. A żeby do tego doszło potrzebna jest kontrola zagranicznych wojsk. Co z tą koalicją chętnych? Nie widać woli w Europie, by na poważnie do tego podejść - uważa Piekło.
Zełenski o wyborach: Pierwsze słyszę
Tymczasem do sprawy wyborów odniósł się sam Zełenski. - Pierwszy raz słyszę. Pierwszy raz usłyszałem o tym od "Financial Times". (…) Wiele razy mówiłem o wyborach: pójdziemy do nich wtedy, kiedy będą wszystkie odpowiednie gwarancje bezpieczeństwa - stwierdził, odpowiadając na pytania dziennikarzy.
Zaznaczył, że kwestię elekcji zawsze podnoszą zagraniczni partnerzy Ukrainy, zaś ona sama o nich w obecnych warunkach nie mówi. - Jednak, bez wątpienia, jesteśmy gotowi do wyborów. Jak mówiłem, doprowadźcie do zawieszenia broni, to będą. Jest to sprawa bezpieczeństwa - oznajmił.
"FT" podkreślał, że amerykański prezydent Donald Trump miał zagrozić Zełenskiemu wycofaniem gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, jeżeli wybory i referendum nie odbędą się do 15 maja.
Łukasz Szpyrka














